Kolejne
nieodebrane połączenie. Które to już? Straciłam rachubę po
dwudziestym. Claire dobija się od dwóch dni. Słyszała już o
śmierci wuja i zapewne martwi się, tym bardziej, że podobno ktoś
ze szkoły był u nas w domu. Nikogo nie zastali, więc oficjalnie
uważani jesteśmy za zagonionych. Moja przyjaciółka męczy mnie
telefonami, ale na razie nie mogę się z nią skontaktować, łowca
mógłby to wykorzystać, a ja nie chce narażać nikogo więcej. To
bardziej skomplikowane niż nam się wydawało. Dom Nicka otaczają
drzewa, droga jest dość daleko, więc tu jesteśmy teoretycznie
bezpieczni. Siedzimy bezczynnie w jego domu, dla zabicia czasu trochę
trenuje, a chłopcy wieczorami wychodzą na polowania, ale musimy w
końcu coś z tym zrobić.
Tom oznajmił, że
zamierza wytropić łowcę i go zabić. Nie byłam do tego
przekonana... i w zasadzie dalej nie jestem, jednak sama też nie
chce wąchać kwiatków od spodu. Jak to mówią? Takie jest prawo
dżungli, albo my... albo on. Żeby być w pełni sił, chłopcy
polowali codziennie, poza miastem. Miałam wrażenie, że jestem
wybitnie słaba jak na nowonarodzoną, zapewne w razie ataku na nic
się im nie przydam. Nick stwierdził, że z czasem moja zwinność i
szybkość się rozwinie, ale to mnie nie satysfakcjonowało, to ja
byłam najbardziej bezbronna.
Cichy, niemal
bezdźwięczny szelest dochodzący z zewnątrz zbudził moją
ciekawość. Zaniepokojona podeszłam do okna. Odgłos łamanych
gałęzi był coraz bardziej słyszalny. Odsłoniłam firankę i
zmrużyłam oczy, choć wcale nie musiałam tego robić, w ciemności
wampiry widzą doskonale. Chwile zajęło mi zlokalizowanie skąd
dochodził dźwięk, ale w końcu go zobaczyłam. Stał pod wysokim
klonem i wpatrywał się we mnie czerwonymi ślepiami. Zawył
przerażająco i zrobił kilka kroków w moją stronę.
Mogłam tak stać
i się gapić, albo zareagować. Odruchowo wybiegłam na zewnątrz,
ale wampira już nie było, pozostała po nim jedynie smuga czarnej
mgły. Nie wiem czy to przez przemianę, ale nie byłam przerażona,
a wściekła... Nie lubię jak ktoś bawi się ze mną w kotka i
myszkę, a ten wampir ewidentnie chciał doprowadzić mnie do szału.
Kim on był? To pytanie nie dawało mi spokoju, chociaż
poważniejszym pytaniem jest, czego on chce? Zaczęłam podejrzewać,
że ma on coś wspólnego z łowcą, w końcu obaj pojawili się w
mieście w tym samym czasie... Ale jaki łowca współpracowałby z
wampirem, żeby zabić innego wampira? Chyba, że obaj mają ten sam
cel... Mój brat.
Wypuściłam
powietrze z płuc i ruszyłam biegiem przed siebie.
Prawdopodobieństwo, że natknę się na tego wampira było niskie,
bo dotąd jedynie próbował mnie nastraszyć, poza tym był znacznie
szybszy ode mnie no i co najważniejsze, mógł w każdej chwili
przeobrazić się w jakieś zwierze „zlewając się z tłem lasu”.
Ku mojemu zaskoczeniu znalazłam go kilkaset metrów od domu Nicka.
Stał na pagórku, rozglądając się dookoła. Czekał na mnie.
Wiedział, że tym razem nie odpuszczę.
-Kim jesteś? -
warknęłam, pojawiając się tuż przed nim. Normalny człowiek
zapewne tego by nie zrobił, ale ja jak zwykle musiałam coś sobie
udowodnić.
-Szybka jesteś –
zaśmiał się, przeczesując jasne włosy i przeszywając mnie
błękitnymi oczami.
-Kim jesteś? -
ponowiłam pytanie, coraz bardziej zniecierpliwiona... A może to
strach? Mimowolnie zaczęłam nieznacznie dygotać, a nie było to
raczej spowodowane ochłodzeniem.
-Nie ważne –
wzruszył ramionami.
-Śledzisz mnie,
masz coś wspólnego w łowcą – stwierdziłam, czekając na jego
wyjaśnienia.
-Naprawdę jesteś
bystra – odparł z uznaniem. Kącik jego ust uniósł się ku
górze. Nawet nie próbował zaprzeczać.
A więc jednak...
Ten wampir współpracuje z łowcą. To chore!
Przełknęłam
ślinę, gapiąc się bezmyślnie na chłopaka. W innych
okolicznościach uznałabym go za pociągającego, ale teraz byłam
bardziej przerażona niż zachwycona. Łowca współpracujący z
wampirem... to nie może się dobrze skończyć. To mieszanka
wybuchowa, a my jesteśmy na ich celowniku.
-Dlaczego nie
załatwicie tego szybko, nudzi wam się czy co? - powiedziałam,
grając na czas. W myślach kalkulowałam swoje szanse. Były marne,
a wręcz żenująco marne. Czego bym nie zrobiła, wampir mógłby
mnie zabić w ułamku sekundy. Ucieczka nie wchodziła w grę, bo
dopadłby mnie, nim ja zdołałabym wrócić do domu. Byłam w
impasie. Czasami miałam wrażenie, że jestem głupsza od mojego
brata, a to było niezwykle dołujące.
-Spokojnie, nie
myśl tyle. Teraz cie nie zabije, muszę to zrobić z rozmachem, na
oczach twojego kochanego braciszka. Możesz być pewna, że to nie
będzie nudna śmierć... - urwał na sekundę, aby przysunąć się
bliżej mnie i szepnąć mi do ucha - Przygotuje dla ciebie coś
wyjątkowego, bo mnie zaintrygowałaś.
-Ale ze mnie
szczęściara – prychnęłam, cofając się nieznacznie do tyłu.
-Do zobaczenia
wkrótce, Meg – pocałował mnie w kącik ust, a mnie aż zmroziło.
Dobrą chwile
gapiłam się w pień drzewa, którego mech otulał miękką
pierzyną. Kilka chrząszczy dreptało pospiesznie po ściółce, a z
liści drzew powoli zaczęły spływać krople deszczu. Nawet nie
zorientowałam się kiedy zaczęło padać. Tkwiłam w bezruchu
próbując, pojąć swoim małych rozumiem wszystko to, czego się
dowiedziałam. Wróciłam na ziemie, dopiero słysząc głośny
trzask i dostrzegając na niebie błysk.
Pędem zawróciłam
do domu Nicka. Trzasnęłam drzwiami, sięgajac po telefon w mojej
kieszeni. Sygnał trwał długo, więc podejrzewałam, że mój brat
jest w trakcie posiłku. Wolałam nawet nie podejrzewać, co jadł...
-Przeszkadzasz mi
– mruknął, słyszałam jak oblizuje sobie usta.
-Ten wampir on
współpracuje z łowcą – wykrztusiłam.
Rozłączył się.
Jak mógł tak po prostu się rozłączyć. Cisnęłam telefonem o
ścinę i osunęłam się o framugę drzwi. Czego mogłam się
spodziewać po bracie? On jest nieodpowiedzialnym dzieciakiem...
-Skąd to wiesz –
drzwi uderzyły o ścianę, a do domu wpadł Nick i Tom.
-Gadałam z nim.
Przyznał, że współpracuje z łowcą, ale to nie ma sensu!
Przecież to wampir!
-Chyba, że łowca
coś na niego ma – podsunął Nick.
-To znaczy? - czy
jest coś co może skłonić wampira do współpracy ze swoim
wrogiem? Wątpiłam w to, ale wampirem byłam od niedawna.
-Rodzina. Nie
tylko wy tworzycie klan. Jest kilka rodzin, niektóre powstały tak
jak wy z powodu magii, a inne no cóż... w tradycyjny sposób.
-Co jeszcze mówił?
- przerwał mu Tom.
-Że mnie zabije,
tylko czeka na odpowiedni moment, bo chce to zrobić z rozmachem –
jęknęłam, spoglądając na brata.
-Już ja mu dam
rozmach – warknął wściekle.
-Co robimy? Nie
możemy tu zostać – zauważyłam.
-Nie mam zamiaru
się ukrywać. Skoro twierdzą, że czekają na moment, to niech
czekają dalej. Jutro jest pogrzeb wuja, a od czwartku wracasz do
szkoły. Dłuższa twoja nieobecność tylko sprawi, że ludzie
zaczną plotkować, a wystarczy nam kłopotów. - zakomunikował.
Nick zdawał się
nie reagować na jego słowa, ale widziałam, że nie był tym
pomysłem przekonany, po prawdzie ja też nie.
-Ani łowca, ani
wampir nie odważą się polować na ciebie w miejscu publicznym. My
w tym czasie poszukamy Kami, może uda jej się stworzyć dla nas
amulety, wtedy te matoły nas nie znajdą, ale za to my będziemy
mogli zająć się szukaniem ich – dodał.
Nawet nie
spodziewałam się, że mój brat może wpaść na taki pomysł...
Był całkiem sensowny, co samo w sobie było zdumiewające. Chyba
nawet Nicklas był pod wrażeniem, bo tylko kiwnął potakująco
głową. Zgodziliśmy się na pomysł Toma, który choć raz pokazał,
że nie jest dzieciakiem. Zastanawiałam się tylko, kiedy Tom zdołał
zorganizować pogrzeb wuja. Zmarł z niewyjaśnionych przyczyn,
dlatego tak długo jego ciało leżało w kostnicy. Bądź co bądź
ciesze się, że Tom pomyślał o ceremonii, ja byłam tak otumaniona
sytuacją, że kompletnie o tym zapomniałam. Wuj był ceniony i
pogrzeb w kameralnym gronie raczej nie wchodził w grę. Wiedziałam,
że będzie tam też Claire, dlatego zaczynałam się stresować.
Nigdy nie umiałam przed nią kłamać i ukrywać prawdy, a tym razem
prawda była bardziej przerażająca i absurdalna niż mogłaby to
sobie wyobrazić...
Wstaliśmy
wcześnie. Po posiłku, którego raczej nie powinnam opisywać, każde
z nas udało się do swojego pokoju, a by w ciszy przygotować się
do pogrzebu. Pomyślałam, że ktoś powinien wygłosić mowę. W
końcu wuj, był dla nas ojcem. Wspierał nas i towarzyszył nam
przez te trudne chwile. Czułam się zobowiązana, aby słowa
podziękowania dla niego, wydostały się z moim ust. Nie wiedziałam
od czego czego zacząć, więc pisałam po prostu... O wszystkim co
zawsze chciałam mu powiedzieć, a na co się nie odważyłam. Teraz
mu się to należało.
Uczesana w
skromnego koka i ubrana w skromną czarną sukienkę oraz czarne
szpilki, zeszłam do salonu, gdzie Nick i Tom już na mnie czekali.
Uroczystość rozpoczynała się za godzinę, więc najwyższa pora,
abyśmy wyjechali. Dopiero teraz całe to zamieszanie, cały stres
zaczął ze mnie schodzić. Trzęsłam się, a pojedyncze łzy
nieśmiało spływały po moich policzkach. Znów zostaliśmy sami...
Przed kapliczką o
dziwo nie zastaliśmy tylu ludzi. Tom zadbał o to, aby uroczystość
przebiegła skromnie. Nie chcieliśmy się nikomu tłumaczyć, tym
bardziej, że policja uznała nas za zaginionych (to najwyraźniej
też udało mu się załatwić). W oddali Claire rozmawiała z jakimś
chłopakiem – nie rozpoznałam go, bo stał do nas tyłem, za to
widziałam jak blondynka macha do mnie nieśmiało. Uśmiechnęłam
się na powitanie i ruszyłam do środka, gdzie na podeście
znajdowała się otwarta trumna z ciałem wuja.
Zobaczę go po raz
pierwszy od dwóch tygodni, pomyślałam czując jak coś
niezrozumiałego ściska mnie w gardle. Dopiero teraz uzmysłowiłam
sobie, ze za nim tęsknie. Chciałabym mu podziękować, ale teraz
mogłam jedynie powiedzieć kilka ciepłych słów o tym jak
wspaniałym był człowiekiem. Podeszłam bliżej i pochyliłam się,
całując wuja w czoło. Był zimny i twardy, jego ciało różniło
się od denata człowieka. Nie wiem jak mój brat to zrobił, ale
nikt nie zauważył różnicy w wyglądzie wuja. Kły miał ukryte,
ale jego okolice jego oczu były krwisto czerwone, a policzki
niezdrowo zapadnięte – jak gdyby był starcem, który zmarł na
skutek ciężkiej choroby.
Dołączył do
mnie Nick, który chwycił mnie pod ramie. Nie spodziewałam się
tego, ale ten gest był dla mnie bardzo ważny, dzięki niemu
poczułam, że nie jestem sama. Wspierał mnie, choć czasami dziwnie
okazywał emocje. Zadźwięczały dzwony, a z zakrystii wyszedł
ksiądz. Dotknęłam jeszcze opuszkami palców, dłoń wuja i razem z
Nickiem usiedliśmy w pierwszym rzędzie. Tom choć przezywał śmierć
Josha, to próbował nie dać tego po sobie poznać. W skupieniu
wsłuchiwał się w głos księdza, który na naszą prośbę
ograniczył się do minimum. Po półgodzinie ceremonia dobiegła
końca, a ja nim ciało wuja zabrano wstałam i podeszłam do trumny.
Odwróciłam się w stronę zebranych i siląc się, na naturalny ton
głosu, zaczęłam mówić.
-Wujek Josh,
właściwie powinnam powiedzieć, tata Josh. Był z nami odkąd nasi
rodzice zginęli. To on się nami opiekował i to on nas wspierał. -
przełknęłam ślinę – Był wyjątkowy pod każdym względem. Dla
niego słowo niemożliwe nie istniało. I chodź miał z nami ciężko,
choć nie zawsze potrafiliśmy mu się odwdzięczyć za opiekę... To
wierzył w nas, i jak nikt wierzył też, że uda nam się żyć
własnym życiem. Kochałam i nadal kocham go jak ojca. Musimy
dorosnąć, ale to jacy jesteśmy jest jego zasługą. Dlatego wujku
– spojrzałam na Josha, niewiele widziałam, bo łzy zasłaniały
mi widok, ale wyobraziłam sobie, że uśmiecha się do mnie –
Dziękujemy ci i do zobaczenia.
Pocałowałam go w
policzek i wróciłam na miejsce. Kilku mężczyzn podniosło trumnę.
Ludzie zebrani w kapliczce ruszyli za nami na cmentarz. Wuj zostanie
pochowany w rodzinnym grobowcu, który znajdował się dosyć daleko.
Idąc między nagrobkami mogłam przynajmniej otrzeć łzy i
przypomnieć sobie, dlaczego tu jesteśmy. Byłam pewna, że zarówno
łowca jak i wampir nas obserwują. Teraz, widząc ciało wujka,
miałam ochotę ich rozszarpać. Zachowałam jednak resztki zdrowego
rozsądku, szybko zganiałam się w myślach i wyrównałam kroku z
Tomem i Nickiem.
Kiedy trumna
została wniesiona do grobowca, a my po raz ostatni pożegnaliśmy
się z Joshem, przyszła kolej na kondolencje. Zawsze tego unikałam,
bo uważałam, że nie ma słów, które mogłyby załagodzić
cierpienie po stracie bliskiej osoby. Wciąż tak myślę, dlatego
miałam cichą nadzieje, że to wszystko skończy się szybko.
Claire podeszła
do mnie, jako pierwsza. Nie pytała o nic tylko mnie przytuliła. Tuż
za nią stał jej towarzysz i dopiero wtedy mogłam mu się
przyjrzeć. Zamarłam, a gula w moim gardle urosła do niemożliwych
rozmiarów. Nie mogłam się ruszyć, a jego błękitne oczy
przeszywały mnie na wskroś. Ból po stracie wujka, automatycznie
przeobraził się we wściekłość. Jak on śmiał tu przychodzić!
Jak on ma czelność mącić w głowie mojej przyjaciółce i
zabawiać się nią moim kosztem! Nick i Tom chyba dostrzegli jak
moje mięśnie się napinają, a ciało drży. Pojawili się tuż
obok, aby w razie potrzeby mnie ujarzmić. Wiedziałam, że nie mogę
nic zrobić, ale ten wampir uśmiechał się perfidnie, a kiedy
Claire odsunęła się na moment, aby ustąpić mu miejsca, bez
wahania mnie przytulił. Nie wiedziałam co zrobić, nie mogłam
teraz go odepchnąć, nie mogłam się ruszyć, tylko stałam i
modliłam się w duchu, aby to wszystko się skończyło...
~*~
Uf był remont i po
remoncie.
Rozdział chyba średniej
długości, ale nie wyszedł najgorzej... Chyba.
Byłoby miło, gdyby
pojawiło się więcej czytelników, chciałabym usłyszeń
konstruktywną krytykę ;)