środa, 2 września 2015

Rozdział 5 - Pożegnanie.


Kolejne nieodebrane połączenie. Które to już? Straciłam rachubę po dwudziestym. Claire dobija się od dwóch dni. Słyszała już o śmierci wuja i zapewne martwi się, tym bardziej, że podobno ktoś ze szkoły był u nas w domu. Nikogo nie zastali, więc oficjalnie uważani jesteśmy za zagonionych. Moja przyjaciółka męczy mnie telefonami, ale na razie nie mogę się z nią skontaktować, łowca mógłby to wykorzystać, a ja nie chce narażać nikogo więcej. To bardziej skomplikowane niż nam się wydawało. Dom Nicka otaczają drzewa, droga jest dość daleko, więc tu jesteśmy teoretycznie bezpieczni. Siedzimy bezczynnie w jego domu, dla zabicia czasu trochę trenuje, a chłopcy wieczorami wychodzą na polowania, ale musimy w końcu coś z tym zrobić.
Tom oznajmił, że zamierza wytropić łowcę i go zabić. Nie byłam do tego przekonana... i w zasadzie dalej nie jestem, jednak sama też nie chce wąchać kwiatków od spodu. Jak to mówią? Takie jest prawo dżungli, albo my... albo on. Żeby być w pełni sił, chłopcy polowali codziennie, poza miastem. Miałam wrażenie, że jestem wybitnie słaba jak na nowonarodzoną, zapewne w razie ataku na nic się im nie przydam. Nick stwierdził, że z czasem moja zwinność i szybkość się rozwinie, ale to mnie nie satysfakcjonowało, to ja byłam najbardziej bezbronna.
Cichy, niemal bezdźwięczny szelest dochodzący z zewnątrz zbudził moją ciekawość. Zaniepokojona podeszłam do okna. Odgłos łamanych gałęzi był coraz bardziej słyszalny. Odsłoniłam firankę i zmrużyłam oczy, choć wcale nie musiałam tego robić, w ciemności wampiry widzą doskonale. Chwile zajęło mi zlokalizowanie skąd dochodził dźwięk, ale w końcu go zobaczyłam. Stał pod wysokim klonem i wpatrywał się we mnie czerwonymi ślepiami. Zawył przerażająco i zrobił kilka kroków w moją stronę.
Mogłam tak stać i się gapić, albo zareagować. Odruchowo wybiegłam na zewnątrz, ale wampira już nie było, pozostała po nim jedynie smuga czarnej mgły. Nie wiem czy to przez przemianę, ale nie byłam przerażona, a wściekła... Nie lubię jak ktoś bawi się ze mną w kotka i myszkę, a ten wampir ewidentnie chciał doprowadzić mnie do szału. Kim on był? To pytanie nie dawało mi spokoju, chociaż poważniejszym pytaniem jest, czego on chce? Zaczęłam podejrzewać, że ma on coś wspólnego z łowcą, w końcu obaj pojawili się w mieście w tym samym czasie... Ale jaki łowca współpracowałby z wampirem, żeby zabić innego wampira? Chyba, że obaj mają ten sam cel... Mój brat.
Wypuściłam powietrze z płuc i ruszyłam biegiem przed siebie. Prawdopodobieństwo, że natknę się na tego wampira było niskie, bo dotąd jedynie próbował mnie nastraszyć, poza tym był znacznie szybszy ode mnie no i co najważniejsze, mógł w każdej chwili przeobrazić się w jakieś zwierze „zlewając się z tłem lasu”. Ku mojemu zaskoczeniu znalazłam go kilkaset metrów od domu Nicka. Stał na pagórku, rozglądając się dookoła. Czekał na mnie. Wiedział, że tym razem nie odpuszczę.
-Kim jesteś? - warknęłam, pojawiając się tuż przed nim. Normalny człowiek zapewne tego by nie zrobił, ale ja jak zwykle musiałam coś sobie udowodnić.
-Szybka jesteś – zaśmiał się, przeczesując jasne włosy i przeszywając mnie błękitnymi oczami.
-Kim jesteś? - ponowiłam pytanie, coraz bardziej zniecierpliwiona... A może to strach? Mimowolnie zaczęłam nieznacznie dygotać, a nie było to raczej spowodowane ochłodzeniem.
-Nie ważne – wzruszył ramionami.
-Śledzisz mnie, masz coś wspólnego w łowcą – stwierdziłam, czekając na jego wyjaśnienia.
-Naprawdę jesteś bystra – odparł z uznaniem. Kącik jego ust uniósł się ku górze. Nawet nie próbował zaprzeczać.
A więc jednak... Ten wampir współpracuje z łowcą. To chore!
Przełknęłam ślinę, gapiąc się bezmyślnie na chłopaka. W innych okolicznościach uznałabym go za pociągającego, ale teraz byłam bardziej przerażona niż zachwycona. Łowca współpracujący z wampirem... to nie może się dobrze skończyć. To mieszanka wybuchowa, a my jesteśmy na ich celowniku.
-Dlaczego nie załatwicie tego szybko, nudzi wam się czy co? - powiedziałam, grając na czas. W myślach kalkulowałam swoje szanse. Były marne, a wręcz żenująco marne. Czego bym nie zrobiła, wampir mógłby mnie zabić w ułamku sekundy. Ucieczka nie wchodziła w grę, bo dopadłby mnie, nim ja zdołałabym wrócić do domu. Byłam w impasie. Czasami miałam wrażenie, że jestem głupsza od mojego brata, a to było niezwykle dołujące.
-Spokojnie, nie myśl tyle. Teraz cie nie zabije, muszę to zrobić z rozmachem, na oczach twojego kochanego braciszka. Możesz być pewna, że to nie będzie nudna śmierć... - urwał na sekundę, aby przysunąć się bliżej mnie i szepnąć mi do ucha - Przygotuje dla ciebie coś wyjątkowego, bo mnie zaintrygowałaś.
-Ale ze mnie szczęściara – prychnęłam, cofając się nieznacznie do tyłu.
-Do zobaczenia wkrótce, Meg – pocałował mnie w kącik ust, a mnie aż zmroziło.
Dobrą chwile gapiłam się w pień drzewa, którego mech otulał miękką pierzyną. Kilka chrząszczy dreptało pospiesznie po ściółce, a z liści drzew powoli zaczęły spływać krople deszczu. Nawet nie zorientowałam się kiedy zaczęło padać. Tkwiłam w bezruchu próbując, pojąć swoim małych rozumiem wszystko to, czego się dowiedziałam. Wróciłam na ziemie, dopiero słysząc głośny trzask i dostrzegając na niebie błysk.
Pędem zawróciłam do domu Nicka. Trzasnęłam drzwiami, sięgajac po telefon w mojej kieszeni. Sygnał trwał długo, więc podejrzewałam, że mój brat jest w trakcie posiłku. Wolałam nawet nie podejrzewać, co jadł...
-Przeszkadzasz mi – mruknął, słyszałam jak oblizuje sobie usta.
-Ten wampir on współpracuje z łowcą – wykrztusiłam.
Rozłączył się. Jak mógł tak po prostu się rozłączyć. Cisnęłam telefonem o ścinę i osunęłam się o framugę drzwi. Czego mogłam się spodziewać po bracie? On jest nieodpowiedzialnym dzieciakiem...
-Skąd to wiesz – drzwi uderzyły o ścianę, a do domu wpadł Nick i Tom.
-Gadałam z nim. Przyznał, że współpracuje z łowcą, ale to nie ma sensu! Przecież to wampir!
-Chyba, że łowca coś na niego ma – podsunął Nick.
-To znaczy? - czy jest coś co może skłonić wampira do współpracy ze swoim wrogiem? Wątpiłam w to, ale wampirem byłam od niedawna.
-Rodzina. Nie tylko wy tworzycie klan. Jest kilka rodzin, niektóre powstały tak jak wy z powodu magii, a inne no cóż... w tradycyjny sposób.
-Co jeszcze mówił? - przerwał mu Tom.
-Że mnie zabije, tylko czeka na odpowiedni moment, bo chce to zrobić z rozmachem – jęknęłam, spoglądając na brata.
-Już ja mu dam rozmach – warknął wściekle.
-Co robimy? Nie możemy tu zostać – zauważyłam.
-Nie mam zamiaru się ukrywać. Skoro twierdzą, że czekają na moment, to niech czekają dalej. Jutro jest pogrzeb wuja, a od czwartku wracasz do szkoły. Dłuższa twoja nieobecność tylko sprawi, że ludzie zaczną plotkować, a wystarczy nam kłopotów. - zakomunikował.
Nick zdawał się nie reagować na jego słowa, ale widziałam, że nie był tym pomysłem przekonany, po prawdzie ja też nie.
-Ani łowca, ani wampir nie odważą się polować na ciebie w miejscu publicznym. My w tym czasie poszukamy Kami, może uda jej się stworzyć dla nas amulety, wtedy te matoły nas nie znajdą, ale za to my będziemy mogli zająć się szukaniem ich – dodał.
Nawet nie spodziewałam się, że mój brat może wpaść na taki pomysł... Był całkiem sensowny, co samo w sobie było zdumiewające. Chyba nawet Nicklas był pod wrażeniem, bo tylko kiwnął potakująco głową. Zgodziliśmy się na pomysł Toma, który choć raz pokazał, że nie jest dzieciakiem. Zastanawiałam się tylko, kiedy Tom zdołał zorganizować pogrzeb wuja. Zmarł z niewyjaśnionych przyczyn, dlatego tak długo jego ciało leżało w kostnicy. Bądź co bądź ciesze się, że Tom pomyślał o ceremonii, ja byłam tak otumaniona sytuacją, że kompletnie o tym zapomniałam. Wuj był ceniony i pogrzeb w kameralnym gronie raczej nie wchodził w grę. Wiedziałam, że będzie tam też Claire, dlatego zaczynałam się stresować. Nigdy nie umiałam przed nią kłamać i ukrywać prawdy, a tym razem prawda była bardziej przerażająca i absurdalna niż mogłaby to sobie wyobrazić...


Wstaliśmy wcześnie. Po posiłku, którego raczej nie powinnam opisywać, każde z nas udało się do swojego pokoju, a by w ciszy przygotować się do pogrzebu. Pomyślałam, że ktoś powinien wygłosić mowę. W końcu wuj, był dla nas ojcem. Wspierał nas i towarzyszył nam przez te trudne chwile. Czułam się zobowiązana, aby słowa podziękowania dla niego, wydostały się z moim ust. Nie wiedziałam od czego czego zacząć, więc pisałam po prostu... O wszystkim co zawsze chciałam mu powiedzieć, a na co się nie odważyłam. Teraz mu się to należało.
Uczesana w skromnego koka i ubrana w skromną czarną sukienkę oraz czarne szpilki, zeszłam do salonu, gdzie Nick i Tom już na mnie czekali. Uroczystość rozpoczynała się za godzinę, więc najwyższa pora, abyśmy wyjechali. Dopiero teraz całe to zamieszanie, cały stres zaczął ze mnie schodzić. Trzęsłam się, a pojedyncze łzy nieśmiało spływały po moich policzkach. Znów zostaliśmy sami...
Przed kapliczką o dziwo nie zastaliśmy tylu ludzi. Tom zadbał o to, aby uroczystość przebiegła skromnie. Nie chcieliśmy się nikomu tłumaczyć, tym bardziej, że policja uznała nas za zaginionych (to najwyraźniej też udało mu się załatwić). W oddali Claire rozmawiała z jakimś chłopakiem – nie rozpoznałam go, bo stał do nas tyłem, za to widziałam jak blondynka macha do mnie nieśmiało. Uśmiechnęłam się na powitanie i ruszyłam do środka, gdzie na podeście znajdowała się otwarta trumna z ciałem wuja.
Zobaczę go po raz pierwszy od dwóch tygodni, pomyślałam czując jak coś niezrozumiałego ściska mnie w gardle. Dopiero teraz uzmysłowiłam sobie, ze za nim tęsknie. Chciałabym mu podziękować, ale teraz mogłam jedynie powiedzieć kilka ciepłych słów o tym jak wspaniałym był człowiekiem. Podeszłam bliżej i pochyliłam się, całując wuja w czoło. Był zimny i twardy, jego ciało różniło się od denata człowieka. Nie wiem jak mój brat to zrobił, ale nikt nie zauważył różnicy w wyglądzie wuja. Kły miał ukryte, ale jego okolice jego oczu były krwisto czerwone, a policzki niezdrowo zapadnięte – jak gdyby był starcem, który zmarł na skutek ciężkiej choroby.
Dołączył do mnie Nick, który chwycił mnie pod ramie. Nie spodziewałam się tego, ale ten gest był dla mnie bardzo ważny, dzięki niemu poczułam, że nie jestem sama. Wspierał mnie, choć czasami dziwnie okazywał emocje. Zadźwięczały dzwony, a z zakrystii wyszedł ksiądz. Dotknęłam jeszcze opuszkami palców, dłoń wuja i razem z Nickiem usiedliśmy w pierwszym rzędzie. Tom choć przezywał śmierć Josha, to próbował nie dać tego po sobie poznać. W skupieniu wsłuchiwał się w głos księdza, który na naszą prośbę ograniczył się do minimum. Po półgodzinie ceremonia dobiegła końca, a ja nim ciało wuja zabrano wstałam i podeszłam do trumny. Odwróciłam się w stronę zebranych i siląc się, na naturalny ton głosu, zaczęłam mówić.
-Wujek Josh, właściwie powinnam powiedzieć, tata Josh. Był z nami odkąd nasi rodzice zginęli. To on się nami opiekował i to on nas wspierał. - przełknęłam ślinę – Był wyjątkowy pod każdym względem. Dla niego słowo niemożliwe nie istniało. I chodź miał z nami ciężko, choć nie zawsze potrafiliśmy mu się odwdzięczyć za opiekę... To wierzył w nas, i jak nikt wierzył też, że uda nam się żyć własnym życiem. Kochałam i nadal kocham go jak ojca. Musimy dorosnąć, ale to jacy jesteśmy jest jego zasługą. Dlatego wujku – spojrzałam na Josha, niewiele widziałam, bo łzy zasłaniały mi widok, ale wyobraziłam sobie, że uśmiecha się do mnie – Dziękujemy ci i do zobaczenia.
Pocałowałam go w policzek i wróciłam na miejsce. Kilku mężczyzn podniosło trumnę. Ludzie zebrani w kapliczce ruszyli za nami na cmentarz. Wuj zostanie pochowany w rodzinnym grobowcu, który znajdował się dosyć daleko. Idąc między nagrobkami mogłam przynajmniej otrzeć łzy i przypomnieć sobie, dlaczego tu jesteśmy. Byłam pewna, że zarówno łowca jak i wampir nas obserwują. Teraz, widząc ciało wujka, miałam ochotę ich rozszarpać. Zachowałam jednak resztki zdrowego rozsądku, szybko zganiałam się w myślach i wyrównałam kroku z Tomem i Nickiem.
Kiedy trumna została wniesiona do grobowca, a my po raz ostatni pożegnaliśmy się z Joshem, przyszła kolej na kondolencje. Zawsze tego unikałam, bo uważałam, że nie ma słów, które mogłyby załagodzić cierpienie po stracie bliskiej osoby. Wciąż tak myślę, dlatego miałam cichą nadzieje, że to wszystko skończy się szybko.
Claire podeszła do mnie, jako pierwsza. Nie pytała o nic tylko mnie przytuliła. Tuż za nią stał jej towarzysz i dopiero wtedy mogłam mu się przyjrzeć. Zamarłam, a gula w moim gardle urosła do niemożliwych rozmiarów. Nie mogłam się ruszyć, a jego błękitne oczy przeszywały mnie na wskroś. Ból po stracie wujka, automatycznie przeobraził się we wściekłość. Jak on śmiał tu przychodzić! Jak on ma czelność mącić w głowie mojej przyjaciółce i zabawiać się nią moim kosztem! Nick i Tom chyba dostrzegli jak moje mięśnie się napinają, a ciało drży. Pojawili się tuż obok, aby w razie potrzeby mnie ujarzmić. Wiedziałam, że nie mogę nic zrobić, ale ten wampir uśmiechał się perfidnie, a kiedy Claire odsunęła się na moment, aby ustąpić mu miejsca, bez wahania mnie przytulił. Nie wiedziałam co zrobić, nie mogłam teraz go odepchnąć, nie mogłam się ruszyć, tylko stałam i modliłam się w duchu, aby to wszystko się skończyło...

~*~

Uf był remont i po remoncie.
Rozdział chyba średniej długości, ale nie wyszedł najgorzej... Chyba.

Byłoby miło, gdyby pojawiło się więcej czytelników, chciałabym usłyszeń konstruktywną krytykę ;)