środa, 8 lipca 2015

Rozdział 4 - Zemsta.



Tik, tak, tik... tykanie zegara stawało się coraz bardziej uciążliwe. Minęła kolejna godzina, a ja wciąż siedziałam w kuchni, wyglądając przez okno w poszukiwaniu obcego wampira. Nie miałam odwagi wyjść i narazić się na szybką śmierć. Zdawałam sobie sprawę z tego, że jestem praktycznie bezbronna, dlatego liczyłam na to, że Nick po przeczytaniu kartki przyjdzie tu... i mnie ochrzani, ale jak do tej pory nie pojawił się. Przygryzłam wargę, uzmysławiając sobie, że nie mogę dłużej zostać w domu. Nadal nie wiedziałam co dzieje się z moim bratem, ani co tak naprawdę stało się z wujem. Chwyciłam torbę i już miałam wychodzić, kiedy drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem, a do środka wpadł brunet.
-Co ty tu robisz! - warknął wściekły – Miałaś się nie ruszać z mojego domu.
-Musiałam coś zjeść – jęknęłam zdezorientowana, choć tak naprawdę spodziewałam się takiej reakcji.
-Był tu?
-Tak, kto to był? - spytałam, podchodząc do niego. - To nie był wampir.
-Nie ważne – odwrócił się, jednak chwyciłam go za ramię, zmuszając do spojrzenia na mnie.
-Nie, nie ważne! Wuj nie żyje, Tom zniknął i albo w tej chwili powiesz mi co się dzieje, albo możesz stąd spadać!
-Chcesz wiedzieć? - chwycił mnie za ramiona w silnym uścisku - Poluje na nas łowca, to się stało! Zabił waszego wuja, a Tom omal nie pozbył się głowy i to wszystko wina właśnie twojego bezmózgiego brata!
-Jaki łowca? Mówiłeś, że wuja zabił obcy wampir - wykrztusiłam.
-Najwyraźniej się myliłem. Twój inteligentny brat chciał się zabawić i zabił jego rodzinę, a teraz ten pieprzony łowca szuka zemsty. Wytropił was w Madison, dlatego tu przyjechałem. Miałem go uprzedzić i zabić, zanim was dorwie, a ty i wuj się o wszystkim dowiecie, ale jak widać coś poszło nie tak i teraz wszyscy mamy przesrane.
-Gdzie Tom? - jęknęłam.
-U mnie, nieźle oberwał. Marcus go przetrzymywał w stadninie.
-A ten wilk? Kto to był?
-I to jest dobre pytanie – przyznał, chwytając mnie za rękę i ciągnąc za sobą.
-Jak mogliście być takimi idiotami – pokręciłam z niedowierzaniem głową.
-Chciał udowodnić, że jakiś podrzędny łowca może go pocałować w dupę. - prychnął. Najwyraźniej mój Thomas nieźle go wkurzył i wcale się nie dziwie. Ciężko było mi zrozumieć jak mój brat, i ten jego pożal się Boże kumpel, mogli w tak durny sposób się zabawiać. Po przemianie Tom przestał logicznie myśleć i podążał za instynktem, nie sądziłam jednak, że posunie się do czegoś takiego. Jeśli mam być szczera, to wcale nie dziwiłam się łowcy, jakby nie było Tom zamordował jego rodzinę i zapewne w odwrotnej sytuacji mój brat zachowałby się tak samo...
Wyszłam za Nickiem, nie chciałam go bardziej denerwować, poza tym czułam się przy nim bezpieczniej. W drodze powrotnej nerwowo zerkałam w tylne lusterko. Byłam niemal pewna, że łowca wie, gdzie mieszka Nick, ale z drugiej strony chciałam zobaczyć brata, a w domu też zostać nie mogłam. Milczeliśmy, ja bo próbowałam wszystko sobie ułożyć w głowie, a Nick bo był wściekły. Niepisaną zasadą wampirów jest życie w ukryciu i ostatnie czego Nick potrzebował to łowca na karku. Wpadł przez nas w bagno... a w zasadzie przez mojego brata.
Zatrzymaliśmy się przed domem chłopaka. Słyszałam mojego brata, krzątającego się w jednym z pokoi. Byłam na niego wściekła i to cholernie wściekła, ale kiedy już uzmysłowiłam sobie, że jego również mogłam stracić, wściekłość przerodziła się w lęk o przyszłość. Łowcy z natury się nie poddają, walczą do upadłego, a ten był wyjątkowo doświadczony. Kłębiły się we mnie emocje, których nie potrafiłam rozgryźć. Wszystko miało się teraz zmienić.
-On był u was – pierwszy odezwał się Nick. Mój brat spojrzał na niego kątem oka, a potem przeniósł wzrok na mnie.
-Nic ci nie jest? - w zasadzie nigdy wcześniej mój brat nie martwił się o mnie... a przynajmniej tego nie okazywał.
-Nie – przełknęłam ślinę, wyobrażając sobie co mogło mi się stać.
Wiedziałam, że nie powinnam była tego robić, ale nagle ogarnęła mnie panika. Wybiegłam z domu, kierując się w stronę lasu. Nie zwracałam uwagi na krzyki, dobiegając z domu. Tom i Nick mnie wołali, a ja wciąż pędziłam w nieznanym kierunku. W końcu zatrzymałam się przed urwiskiem. Spojrzałam w dół... Jakieś osiem metrów dzieliło mnie od rzeki, której silny nurt wyrywał się do przodu, porywając grube konary drzew. Niejedna osoba zginęła w tym miejscu, jest hm... lubiane przez samobójców. Ja nie chciałam się zabić, nogi same poniosły mnie w tym kierunku.
-Zwariowałaś! - poczułam szarpnięcie.
-Ja czy zwariowałam!? To wszystko wasza wina! - wrzeszczałam w panice.
-Uspokój się – powiedział nieco spokojniej i niespodziewanie przytulił mnie.
-Straciłam swoje życie, rodziców, wuja... mogłam stracić też brata, a to wszystko przez ten cholerny wampiryzm – jęknęłam. - Jak mamy teraz normalnie funkcjonować? W mieście jest łowca i obcy wampir, za chwile zaczną się plotki, będziemy musieli zniknąć. Dla was to nie problem i tak macie wszystko w nosie, a ja nigdy nie chciałam być wampirem!
-Nic się nie zacznie, wrócimy do mnie, wytropimy Marcusa i go zabijemy.
-No super... według was zasługuje na śmierć, nie rozumiecie w ogóle dlaczego do tego doszło!
-Chodź, nie możemy tu zostać – mruknął.
Zrobiłam krok, ale w momencie upadłam na ziemię, chwytając się za łopatkę. Ogarnął mnie przeszywający ból, który zdawał się rozdzierać moje ciało od środka. Na dłoni powoli malowała się plama krwi. Nie wiedziałam co się przed chwilą stało. Gdzieś w oddali słyszałam czyjś oddech, a głos towarzyszącego mi chłopaka był cichy, jakby obawiał się, że ktoś nas usłyszy. Zszokowany Nick klęknął obok mnie i spojrzał na ranę. Zacisnął usta w wąską linię
-On gdzieś tu jest, postrzelił się drewnianym nabojem – powiedział niemal bezdźwięcznie. Zatopił palce w ranie, nie spodziewałam się takiego bólu. Zawyłam, nerwowo próbując odepchnąć Nicka, choć wiedziałam, ze próbuje mi pomóc... a potem było mi już wszystko jedno, chciałam tylko, aby te męki ustały.
-Jest, wyjąłem ją – pomógł mi wstać i przyjrzał mi się uważnie. Ból powoli mijał, zaczerpnęłam powietrza i rozejrzałam się nerwowo.
-Biegiem! - Nick popchnął mnie, ale nie zdążyłam zareagować, łowca rzucił się na niego. Nie mogłam go tak zostawić i choć wiedziałam, że właśnie teraz moja przemiana dobiegnie końca, musiałam zostać. W takich sytuacjach nowo-narodzony wampir zaczyna jeszcze silniej odczuwać głód. Jego zmysły są spotęgowane, a kły niekontrolowanie zaczynają się wyżynać. Byłam przerażona i sama nie wiem czym bardziej - przemianą czy tym, że prawdopodobnie za moment zginiemy.
Marcus był postawnym mężczyzną o ciemnych włosach. Miał zielone oczy, które w świetle księżyca zdawały się być szmaragdowe. Był zwinny, nawet bardzo jak na śmiertelnika, musiał być doświadczony mimo dość młodego wieku. Miał jakieś dwadzieścia cztery lata, zwykle osoby w jego wieku kończą studia i zaczynają wymarzoną pracę. Dla niego najwyraźniej marzeniem było zabicie nas wszystkich. W lewej dłoni trzymał broń, z której przed momentem mnie postrzelił, a w prawej kusze z drewnianymi kołkami. Przygotował się, zapewne od dłuższego czasu nas obserwował.
Uderzył mnie dość mocno, zachwiałam się, ale jakoś udało mi się zachować równowagę. Pewnie nie spodziewał się tego, więc wymierzył we mnie kuszą. Uniknęłam kołka, a Nick powalił łowce na łopatki. Stróżka krwi spłynęła ze skroni mężczyzny. Poczułam jak moje oczy zachodzą czernią, a kły wysuwają się. Myślałam teraz tylko o krwi, jeszcze moment a rzuciłabym się na szyje łowcy... Na szczęście - jakkolwiek to brzmi, - łowca uderzył Nicka, a potem zamachnął się na niego z kołkiem. Zareagowałam i uderzyłam bruneta w twarz. Stracił przytomność, a my w wampirzym tempie uciekliśmy.
Byłam przerażona, ale też wściekła i sama nie wiem co było silniejsze. Kiedy wróciliśmy Tom siedział przy stole trzymając w ręce szklankę whisky. Był na mnie wściekły, ale i tak przytulił mnie mocno. Ulżyło mu na mój widok i zmierzył ponurym wzrokiem przyjaciela. Tego wszystkiego można było uniknąć, ale teraz nastał chaos i sami nie wiemy co robić. Nie chce zabijać łowcy, co jak na nowo narodzonego wampira jest dziwne, ale wiem też, że mężczyzna nie odpuści i to mnie najbardziej przerażało.
Ta noc była ciężka. Nawet bardzo. Cały czas nasłuchiwałam kroków, próbowałam wyłapać każdy szmer. Chodziłam niespokojnie po salonie, w którym palił się ogień w kominku. Chłopcy wspólnie pojechali po krew dla mnie - uszanowali, że nie zamierzam polować. Nie chciałam kłaść się spać, dlatego zerkałam co jakiś czas na zegarek. Sięgnęłam nawet po alkohol myśląc, że nieco się rozluźnię. Niestety moja przemiana dobiegła końca i zaczęłam coraz częściej myśleć o krwi, dlatego cieszyłam się kiedy Nick i Tom wrócili z zapasem osocza.
-Powinno ci wystarczyć na kilka dni – mój brat podał mi jeden woreczek, a reszte zaniósł do kuchni.
-Jak się trzymasz? Nie masz ochoty wgryźć się w kogoś? - zaśmiał się Nick, na co zmroziłam go wzrokiem.
-Nie, chociaż w sumie mam, ale tego nie zrobię. Nie chce być tak... - urwałam nie chcąc powiedzieć za dużo, dokończył za mnie brunet.
-Jak my. Nie rozumiem tego, bo to naprawdę frajda, a poza tym tacy już jesteśmy... jesteśmy drapieżnikami, działamy pod wpływem instynktu.
-Właśnie i co wam z tego przyszło? - spytałam retorycznie. - muszę iść jutro do szkoły, bo zaczną coś podejrzewać.
-Chyba zwariowałaś, dopiero się przemieniłaś, nie panujesz nad sobą i chcesz iść do szkoły? Do miejsca gdzie wszędzie będziesz czuła pragnienie? - prychnął ironicznie mój brat.
-Masz jakieś rozdwojenie jaźni? Niedawno namawiałeś mnie, żebym poddała się instynktowi, a teraz robisz mi jakieś wyrzuty.
-No i proszę bardzo, jesteś wampirem i sorry, ale tego nie zmienisz. Najlepiej dla ciebie byłoby, gdybyś polowała, miałabyś wtedy więcej siły, niż po tym odgrzewanym żarciu, ale na razie musisz panować nad tym, w przeciwnym razie Marcus zabije cie bez mrugnięcia okiem. On tylko czeka na odpowiedni moment, nie zapominaj, że cały czas nas obserwuje.
Przygryzłam wargę. Miał sporo racji. Wampir polujący i pożywiający się świeżą krwią był silniejszy od tego, który żywił się zwierzętami, bądź krwią z torebek. Nie chciałam jednak polować, chciałam zachować resztki człowieczeństwa. Wpadłam więc na inny pomysł.
-Trenuj mnie.
-Że co? - Nick zmrużył oczy, przekrzywiając głowę.
-Trenuj mnie, jak mam być szybsza, zwinniejsza, silniejsza... jak mam wydobyć z siebie magie.
-Dobra, Buffy, jak chcesz – zaśmiał się. - To będzie ciekawe. Teraz będę twoim mistrzem.
-Nie pochlebiaj sobie – minęłam go, kierując się do sypialni, którą miałam zająć.
Wyjęłam z torby świeże ubrania i ruszyłam do łazienki. Odkręciłam wodę pod prysznicem i rozebrałam się. Weszłam pod strugę wody, pozwalając aby obmyła moje napięte mięśnie. Byłam wciąż nieco zdenerwowana i jeszcze się nie uspokoiłam, natomiast zaspokojenie głodu sprawiło, że mogłam skupić myśli na czymś innym niż krew.
Mieli racje, nie powinnam teraz pojawiać się w szkole. Byłam niebezpieczna i mój sen mógłby się ziścić. Wystarczyło, aby ktoś mnie sprowokował, mogłabym wtedy stracić nad sobą kontrole. Nie chciałam zranić przyjaciół... Nie darowałabym sobie tego, i choć zapewne mój brat teraz wyśmiałby mnie, to chciałam nikogo zabijać. Wyszłam spod prysznica i wytarłam się ręcznikiem, włosy owinęłam i ubrałam się w mój ulubiony pluszowy dres. Usiadłam na łóżku i powoli zaczęłam rozczesywać długie, ciemne włosy, które kaskadą opadały mi na plecy. Kiedy skończyłam zrobiłam niechlujnego koka i wyszłam z pokoju, udając się do kuchni, gdzie na krześle siedział Nickolas.
-Nawet w dresie wyglądasz sexy – mruknął, co nieco zbiło mnie z tropu.
-Dzięki, ale ubrałam się tak, bo idziemy trenować – oświadczyłam.
-Że teraz? Dziewczyno, daj odetchnąć – przeczesał włosy palcami i zrobił naburmuszoną minę.
-Gdzie Tom?
-A jak myślisz? Poszedł coś przekąsić.
-Sam?!
-Wyluzuj, Marcus też musi przecież spać, jest człowiekiem – wywrócił teatralnie oczami i wypił do dna kubek z kawą.
Przełknęłam ślinę, siląc się na naturalny ton, choć tak naprawdę chciałam go rozszarpać;
-Już, skończyłeś? Czekam na zewnątrz.
Wyszłam trzaskając drzwiami. Nie miałam zamiaru pokazywać jak bardzo jestem teraz wkurzona, bo dla Nicka to świetna zabawa... Choć zdziwiło mnie jego wczorajsze zachowanie. Martwił się, a może martwił się o to, co zrobi mu mój brat jeśli coś mi się stanie? Trudno powiedzieć, niemniej najwyraźniej był bardzo ciekawy naszych lekcji, bo po chwili do mnie dołączył. Wyszliśmy za dom, gdzie znajdował się spory ogród. Z daleka słyszałam przejeżdżające wozy, natomiast nikt nie był w stanie nas dostrzec.
Nim się zorientowałam co Nick zamierza zrobić, chłopak rzucił się na mnie, powalając na ziemie. Jęknęłam zszokowana, próbując go siebie zrzucić. Śmiał mi się w twarz co rozzłościło mnie jeszcze bardziej. Zaparłam się nogami o jego klatkę piersiową i pchnęłam. Odleciał kilka metrów dalej, a ja gwałtownie stanęłam na nogi.
-Mógłbyś uprzedzić! - warknęłam zirytowana.
-Wtedy nie byłoby takiej zabawy – oświadczył rozbawiony. - No dobra, musisz nauczyć się unikać ciosów. Jak się skupisz to może też w końcu zaczniesz używać dodatkowych umiejętności.
-Ja jestem skupiona – obruszyłam się, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Jasne, teraz myślisz o kolacji i o tym kogo tym razem zabił Tom.
Zmrużyłam oczy, wypuszczając powietrze z płuc. Może faktycznie nie potrafiłam się skupić?...


~*~

Kolejny rozdział. Coś się wyjaśniło i coś się dzieje, ale to jeszcze nie wszystko. Pewnie zastanawiacie się o co chodzi z tym wilkiem... A nie powiem wam, musicie poczekać ;)