środa, 2 września 2015

Rozdział 5 - Pożegnanie.


Kolejne nieodebrane połączenie. Które to już? Straciłam rachubę po dwudziestym. Claire dobija się od dwóch dni. Słyszała już o śmierci wuja i zapewne martwi się, tym bardziej, że podobno ktoś ze szkoły był u nas w domu. Nikogo nie zastali, więc oficjalnie uważani jesteśmy za zagonionych. Moja przyjaciółka męczy mnie telefonami, ale na razie nie mogę się z nią skontaktować, łowca mógłby to wykorzystać, a ja nie chce narażać nikogo więcej. To bardziej skomplikowane niż nam się wydawało. Dom Nicka otaczają drzewa, droga jest dość daleko, więc tu jesteśmy teoretycznie bezpieczni. Siedzimy bezczynnie w jego domu, dla zabicia czasu trochę trenuje, a chłopcy wieczorami wychodzą na polowania, ale musimy w końcu coś z tym zrobić.
Tom oznajmił, że zamierza wytropić łowcę i go zabić. Nie byłam do tego przekonana... i w zasadzie dalej nie jestem, jednak sama też nie chce wąchać kwiatków od spodu. Jak to mówią? Takie jest prawo dżungli, albo my... albo on. Żeby być w pełni sił, chłopcy polowali codziennie, poza miastem. Miałam wrażenie, że jestem wybitnie słaba jak na nowonarodzoną, zapewne w razie ataku na nic się im nie przydam. Nick stwierdził, że z czasem moja zwinność i szybkość się rozwinie, ale to mnie nie satysfakcjonowało, to ja byłam najbardziej bezbronna.
Cichy, niemal bezdźwięczny szelest dochodzący z zewnątrz zbudził moją ciekawość. Zaniepokojona podeszłam do okna. Odgłos łamanych gałęzi był coraz bardziej słyszalny. Odsłoniłam firankę i zmrużyłam oczy, choć wcale nie musiałam tego robić, w ciemności wampiry widzą doskonale. Chwile zajęło mi zlokalizowanie skąd dochodził dźwięk, ale w końcu go zobaczyłam. Stał pod wysokim klonem i wpatrywał się we mnie czerwonymi ślepiami. Zawył przerażająco i zrobił kilka kroków w moją stronę.
Mogłam tak stać i się gapić, albo zareagować. Odruchowo wybiegłam na zewnątrz, ale wampira już nie było, pozostała po nim jedynie smuga czarnej mgły. Nie wiem czy to przez przemianę, ale nie byłam przerażona, a wściekła... Nie lubię jak ktoś bawi się ze mną w kotka i myszkę, a ten wampir ewidentnie chciał doprowadzić mnie do szału. Kim on był? To pytanie nie dawało mi spokoju, chociaż poważniejszym pytaniem jest, czego on chce? Zaczęłam podejrzewać, że ma on coś wspólnego z łowcą, w końcu obaj pojawili się w mieście w tym samym czasie... Ale jaki łowca współpracowałby z wampirem, żeby zabić innego wampira? Chyba, że obaj mają ten sam cel... Mój brat.
Wypuściłam powietrze z płuc i ruszyłam biegiem przed siebie. Prawdopodobieństwo, że natknę się na tego wampira było niskie, bo dotąd jedynie próbował mnie nastraszyć, poza tym był znacznie szybszy ode mnie no i co najważniejsze, mógł w każdej chwili przeobrazić się w jakieś zwierze „zlewając się z tłem lasu”. Ku mojemu zaskoczeniu znalazłam go kilkaset metrów od domu Nicka. Stał na pagórku, rozglądając się dookoła. Czekał na mnie. Wiedział, że tym razem nie odpuszczę.
-Kim jesteś? - warknęłam, pojawiając się tuż przed nim. Normalny człowiek zapewne tego by nie zrobił, ale ja jak zwykle musiałam coś sobie udowodnić.
-Szybka jesteś – zaśmiał się, przeczesując jasne włosy i przeszywając mnie błękitnymi oczami.
-Kim jesteś? - ponowiłam pytanie, coraz bardziej zniecierpliwiona... A może to strach? Mimowolnie zaczęłam nieznacznie dygotać, a nie było to raczej spowodowane ochłodzeniem.
-Nie ważne – wzruszył ramionami.
-Śledzisz mnie, masz coś wspólnego w łowcą – stwierdziłam, czekając na jego wyjaśnienia.
-Naprawdę jesteś bystra – odparł z uznaniem. Kącik jego ust uniósł się ku górze. Nawet nie próbował zaprzeczać.
A więc jednak... Ten wampir współpracuje z łowcą. To chore!
Przełknęłam ślinę, gapiąc się bezmyślnie na chłopaka. W innych okolicznościach uznałabym go za pociągającego, ale teraz byłam bardziej przerażona niż zachwycona. Łowca współpracujący z wampirem... to nie może się dobrze skończyć. To mieszanka wybuchowa, a my jesteśmy na ich celowniku.
-Dlaczego nie załatwicie tego szybko, nudzi wam się czy co? - powiedziałam, grając na czas. W myślach kalkulowałam swoje szanse. Były marne, a wręcz żenująco marne. Czego bym nie zrobiła, wampir mógłby mnie zabić w ułamku sekundy. Ucieczka nie wchodziła w grę, bo dopadłby mnie, nim ja zdołałabym wrócić do domu. Byłam w impasie. Czasami miałam wrażenie, że jestem głupsza od mojego brata, a to było niezwykle dołujące.
-Spokojnie, nie myśl tyle. Teraz cie nie zabije, muszę to zrobić z rozmachem, na oczach twojego kochanego braciszka. Możesz być pewna, że to nie będzie nudna śmierć... - urwał na sekundę, aby przysunąć się bliżej mnie i szepnąć mi do ucha - Przygotuje dla ciebie coś wyjątkowego, bo mnie zaintrygowałaś.
-Ale ze mnie szczęściara – prychnęłam, cofając się nieznacznie do tyłu.
-Do zobaczenia wkrótce, Meg – pocałował mnie w kącik ust, a mnie aż zmroziło.
Dobrą chwile gapiłam się w pień drzewa, którego mech otulał miękką pierzyną. Kilka chrząszczy dreptało pospiesznie po ściółce, a z liści drzew powoli zaczęły spływać krople deszczu. Nawet nie zorientowałam się kiedy zaczęło padać. Tkwiłam w bezruchu próbując, pojąć swoim małych rozumiem wszystko to, czego się dowiedziałam. Wróciłam na ziemie, dopiero słysząc głośny trzask i dostrzegając na niebie błysk.
Pędem zawróciłam do domu Nicka. Trzasnęłam drzwiami, sięgajac po telefon w mojej kieszeni. Sygnał trwał długo, więc podejrzewałam, że mój brat jest w trakcie posiłku. Wolałam nawet nie podejrzewać, co jadł...
-Przeszkadzasz mi – mruknął, słyszałam jak oblizuje sobie usta.
-Ten wampir on współpracuje z łowcą – wykrztusiłam.
Rozłączył się. Jak mógł tak po prostu się rozłączyć. Cisnęłam telefonem o ścinę i osunęłam się o framugę drzwi. Czego mogłam się spodziewać po bracie? On jest nieodpowiedzialnym dzieciakiem...
-Skąd to wiesz – drzwi uderzyły o ścianę, a do domu wpadł Nick i Tom.
-Gadałam z nim. Przyznał, że współpracuje z łowcą, ale to nie ma sensu! Przecież to wampir!
-Chyba, że łowca coś na niego ma – podsunął Nick.
-To znaczy? - czy jest coś co może skłonić wampira do współpracy ze swoim wrogiem? Wątpiłam w to, ale wampirem byłam od niedawna.
-Rodzina. Nie tylko wy tworzycie klan. Jest kilka rodzin, niektóre powstały tak jak wy z powodu magii, a inne no cóż... w tradycyjny sposób.
-Co jeszcze mówił? - przerwał mu Tom.
-Że mnie zabije, tylko czeka na odpowiedni moment, bo chce to zrobić z rozmachem – jęknęłam, spoglądając na brata.
-Już ja mu dam rozmach – warknął wściekle.
-Co robimy? Nie możemy tu zostać – zauważyłam.
-Nie mam zamiaru się ukrywać. Skoro twierdzą, że czekają na moment, to niech czekają dalej. Jutro jest pogrzeb wuja, a od czwartku wracasz do szkoły. Dłuższa twoja nieobecność tylko sprawi, że ludzie zaczną plotkować, a wystarczy nam kłopotów. - zakomunikował.
Nick zdawał się nie reagować na jego słowa, ale widziałam, że nie był tym pomysłem przekonany, po prawdzie ja też nie.
-Ani łowca, ani wampir nie odważą się polować na ciebie w miejscu publicznym. My w tym czasie poszukamy Kami, może uda jej się stworzyć dla nas amulety, wtedy te matoły nas nie znajdą, ale za to my będziemy mogli zająć się szukaniem ich – dodał.
Nawet nie spodziewałam się, że mój brat może wpaść na taki pomysł... Był całkiem sensowny, co samo w sobie było zdumiewające. Chyba nawet Nicklas był pod wrażeniem, bo tylko kiwnął potakująco głową. Zgodziliśmy się na pomysł Toma, który choć raz pokazał, że nie jest dzieciakiem. Zastanawiałam się tylko, kiedy Tom zdołał zorganizować pogrzeb wuja. Zmarł z niewyjaśnionych przyczyn, dlatego tak długo jego ciało leżało w kostnicy. Bądź co bądź ciesze się, że Tom pomyślał o ceremonii, ja byłam tak otumaniona sytuacją, że kompletnie o tym zapomniałam. Wuj był ceniony i pogrzeb w kameralnym gronie raczej nie wchodził w grę. Wiedziałam, że będzie tam też Claire, dlatego zaczynałam się stresować. Nigdy nie umiałam przed nią kłamać i ukrywać prawdy, a tym razem prawda była bardziej przerażająca i absurdalna niż mogłaby to sobie wyobrazić...


Wstaliśmy wcześnie. Po posiłku, którego raczej nie powinnam opisywać, każde z nas udało się do swojego pokoju, a by w ciszy przygotować się do pogrzebu. Pomyślałam, że ktoś powinien wygłosić mowę. W końcu wuj, był dla nas ojcem. Wspierał nas i towarzyszył nam przez te trudne chwile. Czułam się zobowiązana, aby słowa podziękowania dla niego, wydostały się z moim ust. Nie wiedziałam od czego czego zacząć, więc pisałam po prostu... O wszystkim co zawsze chciałam mu powiedzieć, a na co się nie odważyłam. Teraz mu się to należało.
Uczesana w skromnego koka i ubrana w skromną czarną sukienkę oraz czarne szpilki, zeszłam do salonu, gdzie Nick i Tom już na mnie czekali. Uroczystość rozpoczynała się za godzinę, więc najwyższa pora, abyśmy wyjechali. Dopiero teraz całe to zamieszanie, cały stres zaczął ze mnie schodzić. Trzęsłam się, a pojedyncze łzy nieśmiało spływały po moich policzkach. Znów zostaliśmy sami...
Przed kapliczką o dziwo nie zastaliśmy tylu ludzi. Tom zadbał o to, aby uroczystość przebiegła skromnie. Nie chcieliśmy się nikomu tłumaczyć, tym bardziej, że policja uznała nas za zaginionych (to najwyraźniej też udało mu się załatwić). W oddali Claire rozmawiała z jakimś chłopakiem – nie rozpoznałam go, bo stał do nas tyłem, za to widziałam jak blondynka macha do mnie nieśmiało. Uśmiechnęłam się na powitanie i ruszyłam do środka, gdzie na podeście znajdowała się otwarta trumna z ciałem wuja.
Zobaczę go po raz pierwszy od dwóch tygodni, pomyślałam czując jak coś niezrozumiałego ściska mnie w gardle. Dopiero teraz uzmysłowiłam sobie, ze za nim tęsknie. Chciałabym mu podziękować, ale teraz mogłam jedynie powiedzieć kilka ciepłych słów o tym jak wspaniałym był człowiekiem. Podeszłam bliżej i pochyliłam się, całując wuja w czoło. Był zimny i twardy, jego ciało różniło się od denata człowieka. Nie wiem jak mój brat to zrobił, ale nikt nie zauważył różnicy w wyglądzie wuja. Kły miał ukryte, ale jego okolice jego oczu były krwisto czerwone, a policzki niezdrowo zapadnięte – jak gdyby był starcem, który zmarł na skutek ciężkiej choroby.
Dołączył do mnie Nick, który chwycił mnie pod ramie. Nie spodziewałam się tego, ale ten gest był dla mnie bardzo ważny, dzięki niemu poczułam, że nie jestem sama. Wspierał mnie, choć czasami dziwnie okazywał emocje. Zadźwięczały dzwony, a z zakrystii wyszedł ksiądz. Dotknęłam jeszcze opuszkami palców, dłoń wuja i razem z Nickiem usiedliśmy w pierwszym rzędzie. Tom choć przezywał śmierć Josha, to próbował nie dać tego po sobie poznać. W skupieniu wsłuchiwał się w głos księdza, który na naszą prośbę ograniczył się do minimum. Po półgodzinie ceremonia dobiegła końca, a ja nim ciało wuja zabrano wstałam i podeszłam do trumny. Odwróciłam się w stronę zebranych i siląc się, na naturalny ton głosu, zaczęłam mówić.
-Wujek Josh, właściwie powinnam powiedzieć, tata Josh. Był z nami odkąd nasi rodzice zginęli. To on się nami opiekował i to on nas wspierał. - przełknęłam ślinę – Był wyjątkowy pod każdym względem. Dla niego słowo niemożliwe nie istniało. I chodź miał z nami ciężko, choć nie zawsze potrafiliśmy mu się odwdzięczyć za opiekę... To wierzył w nas, i jak nikt wierzył też, że uda nam się żyć własnym życiem. Kochałam i nadal kocham go jak ojca. Musimy dorosnąć, ale to jacy jesteśmy jest jego zasługą. Dlatego wujku – spojrzałam na Josha, niewiele widziałam, bo łzy zasłaniały mi widok, ale wyobraziłam sobie, że uśmiecha się do mnie – Dziękujemy ci i do zobaczenia.
Pocałowałam go w policzek i wróciłam na miejsce. Kilku mężczyzn podniosło trumnę. Ludzie zebrani w kapliczce ruszyli za nami na cmentarz. Wuj zostanie pochowany w rodzinnym grobowcu, który znajdował się dosyć daleko. Idąc między nagrobkami mogłam przynajmniej otrzeć łzy i przypomnieć sobie, dlaczego tu jesteśmy. Byłam pewna, że zarówno łowca jak i wampir nas obserwują. Teraz, widząc ciało wujka, miałam ochotę ich rozszarpać. Zachowałam jednak resztki zdrowego rozsądku, szybko zganiałam się w myślach i wyrównałam kroku z Tomem i Nickiem.
Kiedy trumna została wniesiona do grobowca, a my po raz ostatni pożegnaliśmy się z Joshem, przyszła kolej na kondolencje. Zawsze tego unikałam, bo uważałam, że nie ma słów, które mogłyby załagodzić cierpienie po stracie bliskiej osoby. Wciąż tak myślę, dlatego miałam cichą nadzieje, że to wszystko skończy się szybko.
Claire podeszła do mnie, jako pierwsza. Nie pytała o nic tylko mnie przytuliła. Tuż za nią stał jej towarzysz i dopiero wtedy mogłam mu się przyjrzeć. Zamarłam, a gula w moim gardle urosła do niemożliwych rozmiarów. Nie mogłam się ruszyć, a jego błękitne oczy przeszywały mnie na wskroś. Ból po stracie wujka, automatycznie przeobraził się we wściekłość. Jak on śmiał tu przychodzić! Jak on ma czelność mącić w głowie mojej przyjaciółce i zabawiać się nią moim kosztem! Nick i Tom chyba dostrzegli jak moje mięśnie się napinają, a ciało drży. Pojawili się tuż obok, aby w razie potrzeby mnie ujarzmić. Wiedziałam, że nie mogę nic zrobić, ale ten wampir uśmiechał się perfidnie, a kiedy Claire odsunęła się na moment, aby ustąpić mu miejsca, bez wahania mnie przytulił. Nie wiedziałam co zrobić, nie mogłam teraz go odepchnąć, nie mogłam się ruszyć, tylko stałam i modliłam się w duchu, aby to wszystko się skończyło...

~*~

Uf był remont i po remoncie.
Rozdział chyba średniej długości, ale nie wyszedł najgorzej... Chyba.

Byłoby miło, gdyby pojawiło się więcej czytelników, chciałabym usłyszeń konstruktywną krytykę ;)

środa, 8 lipca 2015

Rozdział 4 - Zemsta.



Tik, tak, tik... tykanie zegara stawało się coraz bardziej uciążliwe. Minęła kolejna godzina, a ja wciąż siedziałam w kuchni, wyglądając przez okno w poszukiwaniu obcego wampira. Nie miałam odwagi wyjść i narazić się na szybką śmierć. Zdawałam sobie sprawę z tego, że jestem praktycznie bezbronna, dlatego liczyłam na to, że Nick po przeczytaniu kartki przyjdzie tu... i mnie ochrzani, ale jak do tej pory nie pojawił się. Przygryzłam wargę, uzmysławiając sobie, że nie mogę dłużej zostać w domu. Nadal nie wiedziałam co dzieje się z moim bratem, ani co tak naprawdę stało się z wujem. Chwyciłam torbę i już miałam wychodzić, kiedy drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem, a do środka wpadł brunet.
-Co ty tu robisz! - warknął wściekły – Miałaś się nie ruszać z mojego domu.
-Musiałam coś zjeść – jęknęłam zdezorientowana, choć tak naprawdę spodziewałam się takiej reakcji.
-Był tu?
-Tak, kto to był? - spytałam, podchodząc do niego. - To nie był wampir.
-Nie ważne – odwrócił się, jednak chwyciłam go za ramię, zmuszając do spojrzenia na mnie.
-Nie, nie ważne! Wuj nie żyje, Tom zniknął i albo w tej chwili powiesz mi co się dzieje, albo możesz stąd spadać!
-Chcesz wiedzieć? - chwycił mnie za ramiona w silnym uścisku - Poluje na nas łowca, to się stało! Zabił waszego wuja, a Tom omal nie pozbył się głowy i to wszystko wina właśnie twojego bezmózgiego brata!
-Jaki łowca? Mówiłeś, że wuja zabił obcy wampir - wykrztusiłam.
-Najwyraźniej się myliłem. Twój inteligentny brat chciał się zabawić i zabił jego rodzinę, a teraz ten pieprzony łowca szuka zemsty. Wytropił was w Madison, dlatego tu przyjechałem. Miałem go uprzedzić i zabić, zanim was dorwie, a ty i wuj się o wszystkim dowiecie, ale jak widać coś poszło nie tak i teraz wszyscy mamy przesrane.
-Gdzie Tom? - jęknęłam.
-U mnie, nieźle oberwał. Marcus go przetrzymywał w stadninie.
-A ten wilk? Kto to był?
-I to jest dobre pytanie – przyznał, chwytając mnie za rękę i ciągnąc za sobą.
-Jak mogliście być takimi idiotami – pokręciłam z niedowierzaniem głową.
-Chciał udowodnić, że jakiś podrzędny łowca może go pocałować w dupę. - prychnął. Najwyraźniej mój Thomas nieźle go wkurzył i wcale się nie dziwie. Ciężko było mi zrozumieć jak mój brat, i ten jego pożal się Boże kumpel, mogli w tak durny sposób się zabawiać. Po przemianie Tom przestał logicznie myśleć i podążał za instynktem, nie sądziłam jednak, że posunie się do czegoś takiego. Jeśli mam być szczera, to wcale nie dziwiłam się łowcy, jakby nie było Tom zamordował jego rodzinę i zapewne w odwrotnej sytuacji mój brat zachowałby się tak samo...
Wyszłam za Nickiem, nie chciałam go bardziej denerwować, poza tym czułam się przy nim bezpieczniej. W drodze powrotnej nerwowo zerkałam w tylne lusterko. Byłam niemal pewna, że łowca wie, gdzie mieszka Nick, ale z drugiej strony chciałam zobaczyć brata, a w domu też zostać nie mogłam. Milczeliśmy, ja bo próbowałam wszystko sobie ułożyć w głowie, a Nick bo był wściekły. Niepisaną zasadą wampirów jest życie w ukryciu i ostatnie czego Nick potrzebował to łowca na karku. Wpadł przez nas w bagno... a w zasadzie przez mojego brata.
Zatrzymaliśmy się przed domem chłopaka. Słyszałam mojego brata, krzątającego się w jednym z pokoi. Byłam na niego wściekła i to cholernie wściekła, ale kiedy już uzmysłowiłam sobie, że jego również mogłam stracić, wściekłość przerodziła się w lęk o przyszłość. Łowcy z natury się nie poddają, walczą do upadłego, a ten był wyjątkowo doświadczony. Kłębiły się we mnie emocje, których nie potrafiłam rozgryźć. Wszystko miało się teraz zmienić.
-On był u was – pierwszy odezwał się Nick. Mój brat spojrzał na niego kątem oka, a potem przeniósł wzrok na mnie.
-Nic ci nie jest? - w zasadzie nigdy wcześniej mój brat nie martwił się o mnie... a przynajmniej tego nie okazywał.
-Nie – przełknęłam ślinę, wyobrażając sobie co mogło mi się stać.
Wiedziałam, że nie powinnam była tego robić, ale nagle ogarnęła mnie panika. Wybiegłam z domu, kierując się w stronę lasu. Nie zwracałam uwagi na krzyki, dobiegając z domu. Tom i Nick mnie wołali, a ja wciąż pędziłam w nieznanym kierunku. W końcu zatrzymałam się przed urwiskiem. Spojrzałam w dół... Jakieś osiem metrów dzieliło mnie od rzeki, której silny nurt wyrywał się do przodu, porywając grube konary drzew. Niejedna osoba zginęła w tym miejscu, jest hm... lubiane przez samobójców. Ja nie chciałam się zabić, nogi same poniosły mnie w tym kierunku.
-Zwariowałaś! - poczułam szarpnięcie.
-Ja czy zwariowałam!? To wszystko wasza wina! - wrzeszczałam w panice.
-Uspokój się – powiedział nieco spokojniej i niespodziewanie przytulił mnie.
-Straciłam swoje życie, rodziców, wuja... mogłam stracić też brata, a to wszystko przez ten cholerny wampiryzm – jęknęłam. - Jak mamy teraz normalnie funkcjonować? W mieście jest łowca i obcy wampir, za chwile zaczną się plotki, będziemy musieli zniknąć. Dla was to nie problem i tak macie wszystko w nosie, a ja nigdy nie chciałam być wampirem!
-Nic się nie zacznie, wrócimy do mnie, wytropimy Marcusa i go zabijemy.
-No super... według was zasługuje na śmierć, nie rozumiecie w ogóle dlaczego do tego doszło!
-Chodź, nie możemy tu zostać – mruknął.
Zrobiłam krok, ale w momencie upadłam na ziemię, chwytając się za łopatkę. Ogarnął mnie przeszywający ból, który zdawał się rozdzierać moje ciało od środka. Na dłoni powoli malowała się plama krwi. Nie wiedziałam co się przed chwilą stało. Gdzieś w oddali słyszałam czyjś oddech, a głos towarzyszącego mi chłopaka był cichy, jakby obawiał się, że ktoś nas usłyszy. Zszokowany Nick klęknął obok mnie i spojrzał na ranę. Zacisnął usta w wąską linię
-On gdzieś tu jest, postrzelił się drewnianym nabojem – powiedział niemal bezdźwięcznie. Zatopił palce w ranie, nie spodziewałam się takiego bólu. Zawyłam, nerwowo próbując odepchnąć Nicka, choć wiedziałam, ze próbuje mi pomóc... a potem było mi już wszystko jedno, chciałam tylko, aby te męki ustały.
-Jest, wyjąłem ją – pomógł mi wstać i przyjrzał mi się uważnie. Ból powoli mijał, zaczerpnęłam powietrza i rozejrzałam się nerwowo.
-Biegiem! - Nick popchnął mnie, ale nie zdążyłam zareagować, łowca rzucił się na niego. Nie mogłam go tak zostawić i choć wiedziałam, że właśnie teraz moja przemiana dobiegnie końca, musiałam zostać. W takich sytuacjach nowo-narodzony wampir zaczyna jeszcze silniej odczuwać głód. Jego zmysły są spotęgowane, a kły niekontrolowanie zaczynają się wyżynać. Byłam przerażona i sama nie wiem czym bardziej - przemianą czy tym, że prawdopodobnie za moment zginiemy.
Marcus był postawnym mężczyzną o ciemnych włosach. Miał zielone oczy, które w świetle księżyca zdawały się być szmaragdowe. Był zwinny, nawet bardzo jak na śmiertelnika, musiał być doświadczony mimo dość młodego wieku. Miał jakieś dwadzieścia cztery lata, zwykle osoby w jego wieku kończą studia i zaczynają wymarzoną pracę. Dla niego najwyraźniej marzeniem było zabicie nas wszystkich. W lewej dłoni trzymał broń, z której przed momentem mnie postrzelił, a w prawej kusze z drewnianymi kołkami. Przygotował się, zapewne od dłuższego czasu nas obserwował.
Uderzył mnie dość mocno, zachwiałam się, ale jakoś udało mi się zachować równowagę. Pewnie nie spodziewał się tego, więc wymierzył we mnie kuszą. Uniknęłam kołka, a Nick powalił łowce na łopatki. Stróżka krwi spłynęła ze skroni mężczyzny. Poczułam jak moje oczy zachodzą czernią, a kły wysuwają się. Myślałam teraz tylko o krwi, jeszcze moment a rzuciłabym się na szyje łowcy... Na szczęście - jakkolwiek to brzmi, - łowca uderzył Nicka, a potem zamachnął się na niego z kołkiem. Zareagowałam i uderzyłam bruneta w twarz. Stracił przytomność, a my w wampirzym tempie uciekliśmy.
Byłam przerażona, ale też wściekła i sama nie wiem co było silniejsze. Kiedy wróciliśmy Tom siedział przy stole trzymając w ręce szklankę whisky. Był na mnie wściekły, ale i tak przytulił mnie mocno. Ulżyło mu na mój widok i zmierzył ponurym wzrokiem przyjaciela. Tego wszystkiego można było uniknąć, ale teraz nastał chaos i sami nie wiemy co robić. Nie chce zabijać łowcy, co jak na nowo narodzonego wampira jest dziwne, ale wiem też, że mężczyzna nie odpuści i to mnie najbardziej przerażało.
Ta noc była ciężka. Nawet bardzo. Cały czas nasłuchiwałam kroków, próbowałam wyłapać każdy szmer. Chodziłam niespokojnie po salonie, w którym palił się ogień w kominku. Chłopcy wspólnie pojechali po krew dla mnie - uszanowali, że nie zamierzam polować. Nie chciałam kłaść się spać, dlatego zerkałam co jakiś czas na zegarek. Sięgnęłam nawet po alkohol myśląc, że nieco się rozluźnię. Niestety moja przemiana dobiegła końca i zaczęłam coraz częściej myśleć o krwi, dlatego cieszyłam się kiedy Nick i Tom wrócili z zapasem osocza.
-Powinno ci wystarczyć na kilka dni – mój brat podał mi jeden woreczek, a reszte zaniósł do kuchni.
-Jak się trzymasz? Nie masz ochoty wgryźć się w kogoś? - zaśmiał się Nick, na co zmroziłam go wzrokiem.
-Nie, chociaż w sumie mam, ale tego nie zrobię. Nie chce być tak... - urwałam nie chcąc powiedzieć za dużo, dokończył za mnie brunet.
-Jak my. Nie rozumiem tego, bo to naprawdę frajda, a poza tym tacy już jesteśmy... jesteśmy drapieżnikami, działamy pod wpływem instynktu.
-Właśnie i co wam z tego przyszło? - spytałam retorycznie. - muszę iść jutro do szkoły, bo zaczną coś podejrzewać.
-Chyba zwariowałaś, dopiero się przemieniłaś, nie panujesz nad sobą i chcesz iść do szkoły? Do miejsca gdzie wszędzie będziesz czuła pragnienie? - prychnął ironicznie mój brat.
-Masz jakieś rozdwojenie jaźni? Niedawno namawiałeś mnie, żebym poddała się instynktowi, a teraz robisz mi jakieś wyrzuty.
-No i proszę bardzo, jesteś wampirem i sorry, ale tego nie zmienisz. Najlepiej dla ciebie byłoby, gdybyś polowała, miałabyś wtedy więcej siły, niż po tym odgrzewanym żarciu, ale na razie musisz panować nad tym, w przeciwnym razie Marcus zabije cie bez mrugnięcia okiem. On tylko czeka na odpowiedni moment, nie zapominaj, że cały czas nas obserwuje.
Przygryzłam wargę. Miał sporo racji. Wampir polujący i pożywiający się świeżą krwią był silniejszy od tego, który żywił się zwierzętami, bądź krwią z torebek. Nie chciałam jednak polować, chciałam zachować resztki człowieczeństwa. Wpadłam więc na inny pomysł.
-Trenuj mnie.
-Że co? - Nick zmrużył oczy, przekrzywiając głowę.
-Trenuj mnie, jak mam być szybsza, zwinniejsza, silniejsza... jak mam wydobyć z siebie magie.
-Dobra, Buffy, jak chcesz – zaśmiał się. - To będzie ciekawe. Teraz będę twoim mistrzem.
-Nie pochlebiaj sobie – minęłam go, kierując się do sypialni, którą miałam zająć.
Wyjęłam z torby świeże ubrania i ruszyłam do łazienki. Odkręciłam wodę pod prysznicem i rozebrałam się. Weszłam pod strugę wody, pozwalając aby obmyła moje napięte mięśnie. Byłam wciąż nieco zdenerwowana i jeszcze się nie uspokoiłam, natomiast zaspokojenie głodu sprawiło, że mogłam skupić myśli na czymś innym niż krew.
Mieli racje, nie powinnam teraz pojawiać się w szkole. Byłam niebezpieczna i mój sen mógłby się ziścić. Wystarczyło, aby ktoś mnie sprowokował, mogłabym wtedy stracić nad sobą kontrole. Nie chciałam zranić przyjaciół... Nie darowałabym sobie tego, i choć zapewne mój brat teraz wyśmiałby mnie, to chciałam nikogo zabijać. Wyszłam spod prysznica i wytarłam się ręcznikiem, włosy owinęłam i ubrałam się w mój ulubiony pluszowy dres. Usiadłam na łóżku i powoli zaczęłam rozczesywać długie, ciemne włosy, które kaskadą opadały mi na plecy. Kiedy skończyłam zrobiłam niechlujnego koka i wyszłam z pokoju, udając się do kuchni, gdzie na krześle siedział Nickolas.
-Nawet w dresie wyglądasz sexy – mruknął, co nieco zbiło mnie z tropu.
-Dzięki, ale ubrałam się tak, bo idziemy trenować – oświadczyłam.
-Że teraz? Dziewczyno, daj odetchnąć – przeczesał włosy palcami i zrobił naburmuszoną minę.
-Gdzie Tom?
-A jak myślisz? Poszedł coś przekąsić.
-Sam?!
-Wyluzuj, Marcus też musi przecież spać, jest człowiekiem – wywrócił teatralnie oczami i wypił do dna kubek z kawą.
Przełknęłam ślinę, siląc się na naturalny ton, choć tak naprawdę chciałam go rozszarpać;
-Już, skończyłeś? Czekam na zewnątrz.
Wyszłam trzaskając drzwiami. Nie miałam zamiaru pokazywać jak bardzo jestem teraz wkurzona, bo dla Nicka to świetna zabawa... Choć zdziwiło mnie jego wczorajsze zachowanie. Martwił się, a może martwił się o to, co zrobi mu mój brat jeśli coś mi się stanie? Trudno powiedzieć, niemniej najwyraźniej był bardzo ciekawy naszych lekcji, bo po chwili do mnie dołączył. Wyszliśmy za dom, gdzie znajdował się spory ogród. Z daleka słyszałam przejeżdżające wozy, natomiast nikt nie był w stanie nas dostrzec.
Nim się zorientowałam co Nick zamierza zrobić, chłopak rzucił się na mnie, powalając na ziemie. Jęknęłam zszokowana, próbując go siebie zrzucić. Śmiał mi się w twarz co rozzłościło mnie jeszcze bardziej. Zaparłam się nogami o jego klatkę piersiową i pchnęłam. Odleciał kilka metrów dalej, a ja gwałtownie stanęłam na nogi.
-Mógłbyś uprzedzić! - warknęłam zirytowana.
-Wtedy nie byłoby takiej zabawy – oświadczył rozbawiony. - No dobra, musisz nauczyć się unikać ciosów. Jak się skupisz to może też w końcu zaczniesz używać dodatkowych umiejętności.
-Ja jestem skupiona – obruszyłam się, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Jasne, teraz myślisz o kolacji i o tym kogo tym razem zabił Tom.
Zmrużyłam oczy, wypuszczając powietrze z płuc. Może faktycznie nie potrafiłam się skupić?...


~*~

Kolejny rozdział. Coś się wyjaśniło i coś się dzieje, ale to jeszcze nie wszystko. Pewnie zastanawiacie się o co chodzi z tym wilkiem... A nie powiem wam, musicie poczekać ;)





wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 3 - W potrzasku


Ta noc była wyjątkowo niespokojna. Silne podmuchy wiatru wprawiały w ruch wysokie korony pobliskich drzew. Długi dzień wpadał przez uchylone okno, sprawiając wrażenie, jakoby niechciany gość krążył po moim pokoju. Irracjonalny lęk ogarnął każdą komórkę mojego ciała. Obawiałam się, choć nie potrafiłam sprecyzować czego. Siedziałam na łóżku okryta pościelą, wlepiając wzrok w ścianę, na której wisiały fotografie z zeszłorocznego festynu. Byłam wtedy roześmianą nastolatką, dziś jestem wampirzycą. Jeszcze kilka miesięcy temu nie wierzyłam w wampiry... Żałosne, że nie zauważyłam wcześniej jak bardzo nasza rodzina różni się od innych.
Piorunujący warkot zjeżył mi włoski na karku. Dźwięk dochodził z zewnątrz i nawet silny wiatr oraz werble deszczu nie zagłuszyły tego odgłosu. Zerwałam się z miejsca, podchodząc do uchylonego okna. Na trawniku stał czarny wilk, wlepiający we mnie krwisto czerwone ślepia. Miał w sobie coś ludzkiego, co sprawiało, że jeszcze bardziej mnie przerażał. Przez ułamek sekundy odniosłam wrażenie, że uśmiecha się drwiąco – co samo w sobie było absurdalne - , a potem odwrócił się i pognał w stronę miasta. Wychyliłam się przez okno, nie mogąc od niego odwrócić wzoru, i ujrzałam jak jego postać rozmywa się, przybierając postać czarnego kruka.
Przełknęłam ślinę, próbując nieco ochłonąć. Tylko jedna osoba przychodziła mi teraz na myśl, jednak nie byłam pewna, czy Nick potrafił się przemieniać w zwierze. Jest to rzadka umiejętność, ale jeśli ktoś miałby zabawiać się moim kosztem w ten sposób, to zapewne byłby to właśnie ten chłopak. Byłam niemal pewna, że Nick razem z moich bratem coś knują. Tom od samego początku chciał, abym „do niego dołączyła”, jednak nie sądziłam, że posunie się do postępu. Chcieli mnie wystraszyć? Wiedzieli, że lek wyzwala złość... Musiałam poznać prawdę.

Następnego dnia zdziwiło mnie, że wuja wciąż nie ma. Nocą miał pojechać po zapasy krwi - również dla mnie, ponieważ zaczęłam już odczuwać głód -, jednak wciąż nie wrócił do domu, choć bank krwi znajdował się zaledwie dziesięć kilometrów od Madison. Niepokoiłam się, ale musiałam iść do szkoły, podejrzenia były ostatnią rzeczą jakiej nam potrzeba. Co prawda Tom miał to w nosie, ale rozumiał, że nie powinniśmy rzucać się w oczy, tym bardziej, że kilkadziesiąt lat temu nasza rodzina musiała uciekać z miasta z powodu pseudo łowców, którzy ich sobie upatrzyli.
Dotarłam do szkoły, gdzie na pierwszej lekcji czekała mnie historia ameryki. Całkowicie odpłynęłam, próbując przypomnieć sobie wszystkie słowa wuja. Nie, nie wspominał, że jeszcze gdzieś się wybiera. Tom również nie odbierał telefonu, więc nie mogłam się z nim skontaktować.
-Megan, ktoś chce z tobą rozmawiać – drgnęłam wyrwana z letargu. Przeniosłam wzrok na nauczyciela, który kiwnięciem głowy wskazał drzwi, zza którymi stał Nick.
Przełknęłam ślinę, przypominając sobie wczorajszą noc. Claire dostrzegła moją minę i zaśmiała się, zapewne myśląc, że reaguje tak na chłopaka bo na niego lecę. Gdyby wiedziała...
Ruszyłam za chłopakiem, zostawiając w sali swoje rzeczy. Przeczesał włosy palcami, zerkając przez ramie. Przyjrzał mi się, jakby chciał odgadnąć moje myśli. Miałam wrażenie, że coś chodzi mu po głowie, ale próbuje zachować spokój. Nie chciałam zbyt z nim rozmawiać, ale zaniepokoił mnie jego widok, a milczenie tym bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że coś się stało.
-Co tu robisz? - spytałam, starając się zachować spokój.
-Tom się odzywał?
-Nie, myślałam, że jest z tobą – zmrużyłam oczy.
-Coś się stało. Za Madison doszło do wypadku. Wasz wuj nie żyje.
-To nie możliwe, jak wampir...
-To oficjalna wersja – dodał uciszając mnie.
Opadłam na ławkę, nawet nie zorientowałam się, że jesteśmy już na dziedzińcu szkoły. Wuj był jedyną osobą, która mnie rozumiała. Rodzice zginęli, wtedy oficjalną wersją był napad rabunkowy, ale tak naprawdę zamordowały ich wampiry z innego klanu. Co stało się tym razem? I gdzie jest Tom.
-Co się stało? - Jęknęłam.
-W tym problem, że nie wiem i nie mam pojęcia, gdzie jest Tom – mruknął.
-Jak to nie wiesz!?
-Nie wiem, byliśmy wczoraj na polowaniu, w pewnym momencie zniknął.
-Polowaniu?
-Jesteśmy wampirami i nie przepadamy za odgrzewanym żarciem.
Skrzywiłam się, nie podobał mi się styl... życia moje brata, ale nie miałam na to wpływu. W tej chwili odchodziłam od zmysłów, nie wiedząc, gdzie on właściwie jest. Mój wuj nie żył, a brat zniknął...
-Ty chyba nie myślisz, że on – spojrzałam wymownie na Nicka, ten jedynie kiwnął przecząco głową.
-Zabierz swoje rzeczy, pojedziemy do mnie, musimy go znaleźć – powiedział.
-Jaki masz w tym cel? - jego troska była co najmniej podejrzana.
-Nie mogę ci wszystkiego powiedzieć, bo Tom by mnie zabił – wywrócił teatralnie oczami. - Poczekam w aucie.

Mieszkał na przedmieściach, w starym domu państwa Westmoore. Budynek był duży, w czasach wojny secesyjnej mieszkał tu założyciel miasta, a dziś budynek od lat był wystawiony na sprzedać. Widać Nick postanowił zasiedlić to miejsce na stałe. Dało się zauważyć jego charakter między innymi w powieszonej na ścianie czarnej gitarze elektrycznej, ale też stosie płyt winylowych.
Przyglądałam się mu, jak podchodzi do barku i wyjmuje z niego butelkę whisky. Nalał mi do szklanki odrobinę alkoholu, a sam przyłożył gwint do ust i upił spory łyk. Był niespokojny, co tak naprawdę wydawało mi się dziwne. Do tej pory, był wyluzowany i wkurzający, a teraz jego zachowanie zaczęło mnie niepokoić jeszcze bardziej. Był pewien, że to nie Tom zamordował wuja, ale skoro nie on. Wtedy przypomniałam sobie o wilku.
-Byłeś u mnie nocą? - wypaliłam bez namysłu.
-Po co miałbym być? Mówiłem, byliśmy na polowaniu – zmarszczył brwi, przekrzywiając głowę niczym zaciekawiony labrador.
-W nocy na trawniku stał czarny wilk. Gapił się na mnie chwile, a potem przemienił się w kruka i odleciał. Byłam pewna, że ty się zabawiasz – wyznałam.
-Nie głupi pomysł, ale tym razem to nie ja. Tom nie potrafi tego robić, więc też odpada. Zwykle wampiry przemieniają się w kruki, wilki to coś w stylu kolejnego etapu i tylko doświadczone wampiry potrafią to robić. - Wyjaśnił.
-Czyli w mieście jest kolejny obcy wampir – podsumowałam.
-I to prawdopodobnie on zabił twojego wuja.
-A co z Tomem? - upiłam nieco alkoholu, mając cichą nadzieje, że w ten sposób się rozluźnię, jednak fakt, że wuj został zamordowany, a mój brat zniknął nie sprawiał, że whisky była w stanie ukoić moje skołatane nerwy.
-Musimy go znaleźć.
-Wrócę do domu, może wróci.
-Zostaniesz tutaj, ten wampir wie, gdzie mieszkacie i liczy na twój powrót. Jeśli on przetrzymuje Toma, ty też jesteś w niebezpieczeństwie. Może i mam zazwyczaj wszystko w dupie, ale twój brat mnie zabije, jak cie nie upilnuje i jakiś kretyn cie zabije. - urwał jakby uzmysłowił sobie, że powiedział o jedno słowo za dużo.
-O co wam obu chodzi? Zjawiasz się tu nagle, potem pojawia się kolejny obcy wampir, który zabija mojego wuja. Tom znika, a ty twierdzisz, że ktoś chce mnie zabić. Ja się jeszcze tak naprawdę nie przemieniłam, dlaczego miałby mnie zabijać? Chęć przejęcia terytorium nie wchodzi w tym momencie w grę, bo alfą był wuj.
-Nie interesuj się tym za bardzo – warknął rozzłoszczony. – Miałem powody, żeby się tu pojawić, a twój brat to idiota, który nie potrafi nawet podstawowej rzecz załatwić.
-O czym ty mówisz?
-Idę poszukać Toma, zostań tu – mruknął mijając mnie.
Nie mogłam odwrócić wzorku od chłopaka, który jak gdyby nigdy nic trzasnął drzwiami, zostawiając mnie samą w swoim domu. To wszystko zaczynało mnie przerastać, a co gorsza czułam, że moja przemiana dobiega końca. Z jednej strony, w tych okolicznościach było to najbardziej odpowiednim momentem - mogłam się bronić -, ale z drugiej strony byłam też niebezpieczna.
Byłam w domu Nickolasa, więc mogłam się tu odrobinę rozejrzeć. Nie omieszkałam tego zrobić, w końcu musiałam poznać prawdę. Jego słowa pozostawiały coraz więcej niewiadomych, nie mogłam tego tak zostawić. Zerwałam się z miejsca, jakby by miał niebawem wrócić. Sama nie wiem co chciałam znaleźć, ale pospiesznie zaczęłam przeszukiwać dom. Pokój po pokoju. Rzecz jasna nie trafiłam na nic co wskazywałoby na to, że jest seryjnym mordercą... no pomijając fakt, że jest wampirem. Za to w jego sypialni znalazłam stare fotografie, z których wynikało, że Nick może mieć jakieś sto pięćdziesiąt lat, oraz medalion z wygrawerowanym symbolem. Nie potrafiłam go rozszyfrować, dlatego uznałam, że przy najbliższej okazji sprawdzę go w internecie.
Siedziałam już dłuższą chwile w bezruchu. Zaczynałam odczuwać głód, ale wiedziałam, że Nick nie ma w lodówce krwi. Musiałam wrócić do domu przynajmniej, aby się posilić. Zdawałam sobie sprawę z tego, że jak chłopak wróci do domu, będzie wściekły. Co miałam zrobić? Na kartce napisałam dokąd idę i wyszłam. Starałam się spieszyć, więc biegłam wampirzym tempem. Miałam wrażenie, że ktoś za mną podąża, jednak nie chciałam się zatrzymywać. W domu byłam bezpieczna, mieliśmy tam broń. Jeszcze nie mogłam używać magii, więc nie mogłam się bronić używając jej, między innymi dla takich momentów wuj zbudował ukrytą garderobę, gdzie schował wszelaką broń. Wcześniej nawet tam nie zajrzałam, ale teraz byłam pewna, że moja siła nie wystarczy w starciu z doświadczonym wampirem.
Wpadłam do domu jak burza. Rozejrzałam się nerwowo. Podeszłam do lodówki i sięgnęłam po woreczki z krwią. Wrzuciłam je do torby, a jeden opróżniłam.
-Tom! - krzyknęłam, głupio wierząc, że może brat wrócił.
Echo, sprowadziło mnie na ziemie. Szybko przekalkulowałam moje możliwości i doszłam do wniosku, że zostanie tu faktycznie nie jest rozsądne. Ruszyłam do garderoby, z której wyjęłam kołek i broń... Fakt, tym też nie potrafiłam się posługiwać, ale lepsze to niż nic.
Ciche stukanie, przerodziło się w coraz głośniejsze dźwięki. Nastawiłam ucha, starając się wyłapać każdy szmer. Odgłos dochodził z zewnątrz. Podeszłam do drzwi i zerknęłam. Na schodach stał mężczyzna około trzydziestki. Pochylił się i znów zapukał do drzwi. Ściągnęłam brwi i nacisnęłam klamkę, chowając broń za plecy.
-Tak?
-Szukam twojego brata - powiedział zachrypniętym głosem.
-Nie ma go, pojechał z przyjacielem na biwak – skłamałam.
-Ta okolica jest chyba dość niebezpieczna – uśmiechnął się krzywo.
-Nie, raczej nie – wzruszyłam leniwie ramionami. – Przepraszam mam coś na gazie.
Pospiesznie trzasnęłam drzwiami. Nie wyczułam w nim nic nadprzyrodzonego, ale nie był też zwyczajnym człowiekiem. W panice zaczęłam przeszukiwać kieszenie, dopiero po chwili uzmysłowiłam sobie, że nawet nie znam numeru do Nicka. Byłam w potrzasku i mogłam jedynie mieć nadzieje, że brunet osobiście postanowi mnie ochrzanić i lada moment pojawi się w moim domu. Nie mogłam teraz wyjść, ale nie mogłam też tu zostać...


~*~



Kolejny rozdział i nieskromnie powiem, że podoba mi się najbardziej. Do tej pory pisałam na żywioł... i w zasadzie zwykle tak robiłam i wtedy właśnie wychodziły mi najlepsze teksty, ale teraz mam pomysł na to opowiadanie i być może uda mi się poprowadzić je w nieco innym nieznanym kierunku ;)  

wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 2

Ocknęłam się nad ranem. Ból głowy nie minął, ale nie byłam pewna czym jest on spowodowany. Alkoholem, a może moją przemianą? Niespodziewanie przypomniałam sobie o wczorajszym wieczorze, a w zasadzie o incydencie w sali biologicznej. Moje serce przyspieszyło, poczułam gule w gardle, której za nic nie mogłam się pozbyć. Zerwałam się z miejsca i zapominając o tym, że teraz również moja zwinność się potroi, omal dobiłam do drzwi. Wyhamowałam przy schodach, przełknęłam ślinę i siląc się na spokojny krok, zeszłam na dół. Na szafce leżał pilot. Włączyłam telewizor i choć chwilę zajęło mi odszukanie kanału informacyjnego, to w końcu trafiłam. Poczułam ulgę, kiedy na pasku informacji nie dostrzegłam nic co dotyczyło wczorajszego zdarzenia. Najwyraźniej nieznajomy wampir zrobił to co mu kazałam...
Z ręką na sercu szłam do szkoły. Wiedziałam, że wczorajsza impreza nie uszła uwadze władzy szkoły. Trudno nie zauważyć rozbitej szyby i tuzina odcisków palców. Zastanawiałam się czy klasa biologiczna została sprzątnięta. Zapach krwi był wciąż wyczuwalny, ale nie tak bardzo jak wczoraj. Potrafiłam się skupić na lekcjach, choć moje myśli błądziły wokół bruneta. Po zajęciach miałam spotkać się z Claire w barze jej rodziców. Clair to moja przyjaciółka, mówiłam jej zwykle o wszystkim, ale... no jest coś czego zdradzić jej nie mogłam. Zanim mój brat się przemienił, on i Claire byli parą. Po zerwaniu blondynka była przybita, nie rozumiała co się stało. Nie mogłam jej wyjaśnić, dlaczego mój brat tak się zachował. Thobias zmienił się z dnia na dzień, choć czasami miałam wrażenie, że odszedł od Claire, aby ją chronić. Nigdy się do tego nie przyznał, ale widziałam jak na nią patrzy.
-Podwieźć cie do baru? - spytał Rick, dołączając do mnie.
Uśmiechnęłam się potakująco i ruszyłam za nim. Wiedziałam, że mu się podobam. Kiedyś próbowaliśmy czegoś więcej, ale nie było między nami namiętności. Byliśmy przyjaciółmi od wielu lat, dlatego ten związek nie miał sensu, nie chcieliśmy się ranić wzajemnie.
Jego auto stało na samym końcu parkingu. Jeszcze zanim doszliśmy w drodze niespodziewanie zatrzymał nas brunet. Ten sam, który wczoraj zabił Tine. Uśmiechnął się znacząco do Ricka, który bez słów kiwnął głową i ruszył dalej. Uniosłam pytająco brew, a on tylko wzruszył ramionami.
-Pomyślałem, że zanudzisz się z tym gościem – zaśmiał się.
-No to źle pomyślałeś. Byłam pewna, że już wyjechałeś z miasta – skrzyżowałam ręce na piersi, oczekując wyjaśnień.
-Te miasto jest całkiem fajne, zostanę na dłużej.
Tego się nie spodziewałam. Jeśli moja rodzina się o tym dowie...
-Lepiej wyjedź – mruknęłam mijając go.
-Twój kolega już pojechał, może ja cie podrzucę? - kąciki jego ust uniosły się ku górze.
Claire już na mnie czekała i choć nie byłam pomysłem zachwycona to z zaciśniętymi ustami ruszyłam za chłopakiem. Podejrzewałam, że coś kombinuje, ale nie miałam na to głowy. Czułam się coraz gorzej, ale nie chciałam tego pokazać.
-I jak tam samopoczucie po imprezie? - odezwał się.
-Przejdź do rzeczy. Czego tu szukasz – odparłam spoglądając na niego.
-Mówiłem, jestem samotnym wilkiem, a to miasto jest niezwykle interesujące – wzruszył leniwie ramionami. Przygryzłam wargę. Nie chciałam z nim rozmawiać, ale on najwyraźniej był rozbawiony sytuacją.
-Na twoim miejscu wyjechałabym z tą – powiedziałam oschle.
-Wiem, wiem twoja rodzina – zaśmiał się.
-Dlaczego to robisz?
-Dlaczego cie odwożę?
-Między innymi.
-Bo uczynny ze mnie facet.
Przewróciłam teatralnie oczami, ale ostatecznie poszłam za chłopakiem.
-Może się chociaż przedstawisz? - mruknęłam, uzmysławiając się, że nawet nie wiem jak się nazywa.
-Nicolas – posłał mi zawadiacki uśmiech i ruszył.
W milczeniu przejechaliśmy te kilka przecznic. Nie miałam o czym z nim rozmawiać, chciałam zwyczajnie dostać się na umówione spotkanie. Byłam tylko ciekawa kim jest. Istnieją dwa gatunki wampirów. Pierwsi, najbardziej kojarzeni z popkulturą, powstają poprzez ukąszenie. Jad wampira dostaje się do krwiobiegu człowieka i w ten sposób nieszczęśnik przechodzi przemianę. Drugi gatunek, czyli my, możemy płodzić dzieci i w zasadzie do osiemnastego roku życia żyjemy jak ludzie, potem następuje przemiana. Żywimy się krwią, jesteśmy nieśmiertelni, nasze umiejętności zwykle nie różnią się od tych, które posiadają wampiry hm klasyczne. Ah zapomniałabym... wielu z nas, w swoim drzewie genealogicznym posiada potężne wiedźmy, więc zdarzają się przypadki osobników obdarzonych magią... i rzekomy my jesteśmy jedną z tych rodzin z czego mój brat namiętnie korzysta. Thobias był bardzo terytorialny i obawiałam się zamieszania, które wywoła, gdy natknie się na Nicolasa...

Chociaż to środek tygodnia bar był zapełniony. To jedyne miejsce w mieście, do którego nastolatki mogą przyjść i miło spędzić czas w gronie przyjaciół. To właśnie tu organizowane są imprezy, na których bawi się niemal całe miasto, nic więc dziwnego, że nawet w środku tygodnia trudno było znaleźć wolny stolik. Weszłam do środka u boku Nicka. Usłyszałam zdumiony szept przyjaciółki i natychmiast przeniosłam wzrok na stół bilardowy, zza którym stała Claire. Nasze spojrzenia skrzyżowały się, więc dziewczyna pośpiesznie posłała mi uśmiech. Wiedziałam doskonale, że zżera ją ciekawość. Nick był przystojny i przede wszystkim, był nowy. Z ciekawością zerkała to na mnie to na niego. Zatrzymałam się w półkroku i położyłam dłoń na klatę piersiowej chłopaka, zmuszając go do zatrzymania się,
-Dzięki, ale możesz już sobie pójść – mruknęłam.
-Mam wolny wieczór, chętnie ci potowarzyszę, twoja koleżanka widać jest mną zainteresowana...
-Nawet nie warz się jej tknąć – warknęłam, przerywając mu.
-Nie spinaj się tak, wiem że nie zostawiany za sobą śladów.
-Oh, jakiś ty odpowiedzialny – wywróciłam teatralnie oczami, ruszając przed siebie.
Uśmiechnęłam się szeroko do przyjaciółki, która natychmiast podała mi butelkę piwa.
-Miłe miasteczko – odezwał się Nick, uparcie drepczący za mną.
-Cześć, Claire – blondynka podała dłoń wampirowi.
-Nick – kąciki jego ust uniosły się ku górze.
-Nick to stary znajomy – wymyśliłam na poczekaniu.
Nim się obejrzałam towarzystwo zajęło się sobą. Z jednej strony chciałam już wrócić do domu i nie kusić losu, ale nie mogłam zostawić przyjaciółki z obcym wampirem. Claire łatwo nawiązywała nowe kontakty, więc nie miała problemu podczas rozmowy z Nickiem, a on z kolei najwyraźniej świetnie się bawił... tylko, że ja wiedziałam, że chłopak po prostu chciał ją poderwać i wykorzystać. Wiedział też, że w ten sposób mnie sprowokuje.
Minęła północ, a ja miałam już dość niańczenia tej dwójki. Zakomunikowałam, że wychodzę, ale wtedy w barze pojawił się mój brat.
Pięknie, pomyślałam. Spodziewałam się istnej rzezi... właściwie dosłownie. Thobias zmrużył oczy i podszedł do nas. Kącik jego ust uniósł się w drwiącym uśmiechu.
-Kopę lat – uścisnął dłoń Nickowi, a mi omal oczy nie wyszły z orbit.
-Wy się znacie! - zerwałam się z miejsca. Claire uniosła pytająco brew.
-To mój kumpel, nie wiedziałem, że przyjechał do miasta – odparł mój brat.
-Zakpiłeś sobie ze mnie – warknęłam, kierując słowa do Nicka.
-W zasadzie dopiero podczas rozmowy z Claire zorientowałem się, że jesteś siostrą Thiobiasa. - zaśmiał się, a ja w złości stłukłam butelkę piwa.
Wyszłam nie mogąc znieść tych teorii spiskowych, tych uśmieszków... Miałam ochotę tą dwójkę roznieść w drobny mak. Odniosłam wrażenie, że oboje zabawili się mną i wciągnęli w tą grę również Claire. Wiedziałam, że mój brat chciał, abym poszła w jego ślady, ale ja nie miałam zamiaru mordować, dlatego też sprowadził tu Nicka. We dwójkę mogli się nieźle zabawić, rozkręcić imprezę – jak to mówi Thobias.
Wróciłam do domu wściekła jak osa. Miałam cichą nadzieje, że zdołam się uspokoić, ale przez resztę nocy rozmyślałam o Nickolasie. Niepokoiło mnie, to że tak nagle się u nas pojawił. W mieście nie gościły obce wampiry, to wbrew niepisane zasadzie terytorialnej, dlaczego więc mój brat od tak przyjął do wiadomości, ze obcy wampir panoszy się na naszym terytorium? Gadkę o tym, że to zwykły zbieg okoliczności, mogli zostawić dla siebie, ja wiedziałam, że oboje coś knują.
Nad ranem zastałam w salonie Nicka. Był spity do nieprzytomności. Leżał na sofie na wpół przykryty kocem. Na jego błękitnym t-shircie zauważyłam zaschnięty ślad krwi. Zacisnęłam usta, podchodząc do śpiącego wampira. Pochyliłam się nad nim, żeby perfidnie zrzucić go z sofy, jednak w chwili, gdy chwyciłam go za koszulkę, obudził się przyciągając mnie do siebie i całując. Zszokowana nie miałam pojęcia co zrobić, dopiero po kilku sekundach uzmysłowiłam sobie co się dzieje. Pchnęłam go, dociskając do oparcia, jednak on nie zamierzał mnie puścić, a jego pocałunek stawał się jeszcze bardziej natrętny. Mimowolnie odwzajemniłam pocałunek, by po chwili uderzyć go w twarz. Cios był na tyle silny, że usłyszałam chrupnięcie jego szczęki.
-Nie prowokuj mnie – warknęłam – Jeśli zrobiłeś coś Claire...
-Mówisz o tym? - przeniósł swój wzrok na plamę krwi. - To nic takiego, w drodze powrotnej natknąłem się na...
-Nie chce tego słuchać.
-Twój brat wspominał, że jesteś bardzo spięta, ale chyba ci się podobało – uśmiechnął się prowokująco.
-Gdzie Thobias? - zmieniłam temat.
-Włóczy się gdzieś, pozwolił mi u was przenocować.
-Jesteście siebie warci – westchnęłam wychodząc z domu.

Martwiłam się o przyjaciółkę, więc przed lekcjami postanowiłam po nią wpaść. Ulżyło mi kiedy cała i zdrowa powitała mnie u progu swojego domu. Najwyraźniej wczorajsze towarzystwo Nicka bardzo jej odpowiadało, ale moją czujność przykuły ślady ugryzienia na nadgarstku dziewczyny. Pożywiali się na niej, ale zachowuje się jak gdyby nigdy nic, więc byłam pewna, że wymazali jej pamięć.
-Szkoda, że wczoraj wyszłaś – powiedziała, zatrzaskując drzwi.
-Nie miałam ochoty ich słuchać – mruknęłam.
-Nick jest całkiem słodki, ale jak wyszłaś ewidentnie miał mnie w nosie – zdumiona zerknęłam na nią.
-O czym ty mówisz?
-Leci na ciebie, jak wyszłam pogadał chwile z Thobiasem i zostawił nas samych.
A więc, mój bezczelnie pożywił się na swojej byłej dziewczynie. Nie mogę uwierzyć, że przemiana aż tak zmienia człowieka. Ale, o co chodziło Nickowi? Twierdził, że został z nimi, że wrócili późno. Dlaczego kłamał?
-Nie żartuj nawet – zaśmiałam się sztucznie.
-Sama się przekonasz.
Westchnęłam, próbując zachować spokój. Teraz byłam pewna, że oboje coś knują...


czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 1 - Prolog



Każdej nocy czuję to samo. Przenikliwy ból, rozdzierający każdy skrawek mojego ciała, drżenie rąk i chłód, zdający się być zapowiedzią śmierci. Jednak nie to jest najgorsze... Lęk. Obawiam się, przeznaczenia. Tego co mnie czeka, tego co nieuniknione. Mój los został spisany wieki temu, to jak żałosna gra w kotka i myszkę. Ja jestem na straconej pozycji. Nie mogę wyzbyć się tego uczucia, nie mogę zapomnieć o przepowiedni, nie mogę pogodzić się z tym... co się zaczyna.
Znów zrywam się z poduszek. Ciężko dyszę, czując jak w gardle rośnie mi gula. Próbując ją przełknąć, spoglądam w okno, szybko oceniam, która może być godzina. Księżyc świeci wysoko, nieśmiało przykrywają go ciemne chmury – może być druga w nocy. Werble deszczu, zagłuszają moje myśli, to dobrze. Wiedziałam jednak, że tej nocy już nie zmrużę oka. Odsunęłam pierzynę, stawiając stopy na starej, drewnianej podłodze. Cicho zaskrzypiała pod moim ciężarem, co zawsze przypominało mi o tym, że powinnam nieco schudnąć. Nie byłam otyła, ani nie miałam nadwagi, jednak dla dziewczyny nawet pół kilograma więcej wydawało się toną.
Wyszłam na korytarz, starając się poruszać bezszelestnie. Wuj spał w salonie, telewizor wciąż był włączony, pojawiła się przerwa w nadawaniu. Weszłam do kuchni, zaświeciłam lampkę nad blatem i sięgnęłam po szklankę. Napełniłam ją sokiem. Musiałam zająć się czymkolwiek. Nie mogłam zapomnieć o koszmarze, który nawiedza mnie od kilku miesięcy. Sceny wydają się być takie same, jednak z każdym dniem wizje wydłużają się o kolejne przerażające elementy układanki.
Na początku były to niewyraźne zarysy sytuacji, osób mi znanych, rodziny. Z czasem wszystko wyostrzało się coraz bardziej, tak jakbym przyzwyczajała wzrok do zmiany naświetlenia. Z mgły wyłaniały się przerażające obrazy bólu, krwi i śmierci. Rodziny, przyjaciół... mojej. Na końcu jest zawsze moja śmierć i zawsze umieram w ten sam sposób. Upadam z klifu, próbuje się ratować, jednak jest już za późno. Moje ciało roztrzaskuje się o skały, a pieniąca się woda obmywa moje rany... Taka śmierć byłaby na swój sposób piękna, jednak jest coś poza tym. Kiedy myślę, że za moment się obudzę, moje ciało podnosi się mimowolnie z zimnych, mokrych kamieni. Krew spływa z moich ran... Spoglądam w taflę wody i widzę w odbiciu nie siebie, lecz demona - czarnooką kreaturę.
I to właśnie wtedy budzę się zlana potem, z krzykiem. Starałam się to lekceważyć, jednak poznanie prawdy, sprawiło, że zaczęłam zwyczajnie panikować. Unikałam przyjaciół, bo obawiałam się, że mogę ich skrzywdzić, a moja rodzina? Wie... przynajmniej część z nich, wie o tym co mnie czeka. W końcu to nasza rodzina, ona jest przeklęta. Babcia zawsze to powtarzała, jednak jednocześnie zabraniała zadawania pytań. Dopiero teraz, gdy skończyłam siedemnaście lat, uznała, że już czas abym wszystkiego się dowiedziała...
-Znowu nie możesz spać? - drgnęłam przestraszona.
Dostrzegając kątem oka cień, odwróciłam głowę. Mój brat Thomas stał w progu, przyglądając mi się uważnie. Był starszy ode mnie. Przeszedł już przemianę, jednak mieszkał w ciąż z nami. Był... specyficzny. Dla postronnych osób bywał niebezpieczny, lecz wobec mnie był zawsze troskliwy. Nie słuchał wuja, z którym mieszkaliśmy odkąd rodzice zginęli w wypadku, babka przyjeżdżająca od święta też nie była warta jego uwagi. Od czasu do czasu udawało mi się do niego dotrzeć i wtedy w mieście panował względny pokój. Obawiałam się, że mogę stać się taka jak on, jednak z drugiej strony, potrafił panować nad sobą.
-Tak, znowu to samo – westchnęłam.
-Nie wiem czego ty się tak boisz, przeszedłem przemianę dwa lata temu i patrz jak dobrze na tym wyszedłem – uśmiechnął się prowokacyjnie.
-Może dlatego, że nie chciałam zostać potworem? - spiorunowałam go wzrokiem.
-Oj tam, dzięki temu zyskujesz wiele przydatnych umiejętność...
Po przemianie zyskujemy szybkość, siłę, zwinność... nieśmiertelność. Niektórzy z nas potrafią również czarować, jednak nie ma reguły kto i w jakim pokoleniu przejmie poszczególne umiejętności. Babcia opowiadała o naszej prababce Mary Anne Lowrance, która po przemianie zyskała wszystko to i była najpotężniejsza z rodu, jednak nie zawładnęła nią ciemność. Podczas wojny secesyjnej zaciągnęła się na front, była pielęgniarką w szpitalu polowym, więc miała wokół wiele pokus, a mimo to potrafiła się powstrzymać, potrafiła nad sobą panować.
-Idziesz się przejść? Mógłbym Ci pokazać kilka sztuczek – zaśmiał się, widząc moją godną pożałowania minę. Odwrócił się w dość teatralny sposób, po czym wyszedł z domu.

Odliczałam minuty do wschodu słońca. Kiedy wreszcie dostrzegłam pierwsze promienie żarzącej się kuli na niebie, wpadające przez uchylone okiennice do mojego pokoju, zwlekłam się z łóżka i kierując się do łazienki, sięgnęłam po świeże ubranie. Wyszłam z niej po kwadransie, mając wrażenie, że spędziłam pod prysznicem co najmniej godzinę. Zabawne. Z jednej strony robiłam wszystko, żeby czas zatrzymać, a z drugiej byłam zła, że wszystko toczy się tak wolnym torem.
Droga do szkoły prowadziła przez park. Na końcu alejki znajdowała się budka z pieczywem i świeżą kawą. Poprosiłam sprzedawcę o espresso. Stanęłam na uboczu i wypiłam kilka łyków. Kawa okazała się o wiele mocniejsza niż przypuszczałam, jednak z drugiej strony skutecznie postawiła mnie na nogi. Minęła mnie grupka nastolatków. Śmiali się i wygłupiali, byli beztroscy i weseli – jak ja kiedyś. Nim poznałam prawdę, byłam zwykłą nastolatką. Chodziłam na imprezy, spotykałam się z przyjaciółmi, z moim chłopakiem – Lucasem... Potem wszystko się zmieniło, bałam się, że ich skrzywdzę, więc odsunęłam się od nich.
-Cześć Megan – poczułam szarpnięcie za rękaw. Odwróciłam się, wymuszając na sobie uśmiech.
-Cześć Rick – odparłam delikatnie wyswobadzając się z jego uścisku.
-Idziesz do szkoły? - rzucił.
Kiwnęłam potakująco głową. To ostatnia klasa, potem wybieram się do college... zakładając, że wcześniej nie stanę się szalejącym mordercą.
-Wieczorem jest impreza u Simone – mówił, - idziesz prawda?
-To nie jest dobry pomysł – jęknęłam.
-Nie możesz cały czas siedzieć w domu, dziewczyno rozerwij się – uśmiechnął się i ruszył nieco szybciej.
To raczej nie jest najlepszy pomysł, ale z drugiej strony na tej imprezie na pewno będzie mój brat, a wolałabym go mieć na oku....

Powinnam była przewidzieć, że ta impreza tak się skończy. Po północy grupka znajomych wyciągnęła mnie na zewnątrz. Wpadli na genialny pomysł, urządzenia after party w szkole. Byłam trochę wstawiona, w końcu od dawna tak dobrze się nie bawiłam... jeśli można nazwać tak, upicie się niemal do nieprzytomności. W każdym razie, zapomniałam o tym co mnie martwiło i właśnie dlatego ta impreza była taka rewelacyjna. Nie wiedzieliśmy jak dostać się do środka, ktoś jednak zauważył otwarte okno no i jakoś poszło. Wiedziałam, że coś się zbliża, ale byłam zbyt otumaniona alkoholem, żeby mogło mi na tym zależeć. Postanowiłam więc dołączyć do reszty znajomych.
Szkoła nocą nie wdawała się być tak nudna jak zwykle, przez duże okna wpadał blask księżyca, prowadząc nas do sali gimnastycznej. Kiedy weszliśmy do środka, odgłos naszych kroków rozbrzmiewał wśród ścian. Dostałam od kogoś kolejną butelkę piwa. Bez wahania opróżniłam ją i zaczęłam tańczyć bez muzyki. Po kilku minutach dołączył do nas Logan trzymając w ręce magnetofon. Impreza się rozkręcała, a ja byłam coraz bardziej na pograniczu... Głośny, przenikliwy trzask zagłuszył muzykę. Część z nas, nie bardzo wiedziała co się dzieje, jednak w moim organizmie nieświadomie zaczęły zachodzić zmiany, których się obawiałam.
Słyszałam dźwięki z ulicy, znajdującej się kilkaset metrów od budynku szkoły. Słyszałam wycie psów, słyszałam szepty osób znajdujących się na ostatnim piętrze. Rozmawiali o... Nie ważne, byłam zbyt oszołomiona, aby zorientować się, że nogi same niosą mnie w kierunku trzasku. Poczułam zapach krwi, był coraz silniejszy, dzięki Bogu alkohol wciąż krążył w moim organizmie, dzięki czemu nie odczuwałam głodu. Zatrzymałam się przed drzwiami do sali biologicznej. Słyszałam w środku jęki, czyjś oddech... bicie serca. Pchnęłam drzwi, kompletnie nie zastanawiając się nad tym co mogę zastać w środku.
-Nie lubię, gdy ktoś mi przerywa – usłyszałam gruby, męski głos dochodzący z końca sali. Pomiędzy nami na podłodze leżała dziewczyna. Z jej szyi ściekała wąska stróżka krwi, która coraz bardziej przybierała postać olbrzymiej plamy pod blondynką. To stąd ten metaliczny zapach. Zaskakujące, że tak naturalnie do tego podeszłam, najwyraźniej moja przemiana rozpoczęła się szybciej niż przewidywałam. Przeniosłam wzrok na chłopaka. To brunet, w moim wieku, dość wysoki i dobrze zbudowany. Nigdy wcześniej go nie widziałam, więc przypuszczałam, że nie jest stąd.
W ułamku sekundy pojawił się obok mnie. Spoglądał mi w oczy dłuższą chwilę. Nie bardzo wiedziałam czego oczekuję, rozumiałam za to, że przed momentem pożywił się na dziewczynie, która chodziła ze mną na fizykę. Nie znałam jej z imienia, ale i tak poczułam się głupio, tym bardziej, że w zasadzie nie poruszył mnie jej widok.
-A teraz o wszystkim zapomnisz – odezwał się. Uniosłam pytająco brew.
-Raczej trudno zapomnieć o tym widoku – mruknęłam przez zaciśnięte gardło.
Zielone oczy chłopaka powiększyły się ze zdumienia, a chwile potem znów zwężały niczym wzrok węża, który właśnie namierzył kolejną ofiarę. Uśmiechnął się prowokacyjnie.
-Jesteś świeża – zaśmiał się – nie przeszłaś jeszcze pełnej przemiany.
-Możliwe – warknęłam – za to, ciebie nie powinno tu być. Pożywiasz się w szkole...
-Ble, ble, ble – mruknął, teatralnie przewracając oczami - jakoś mnie to nie interesuje – wzruszył ramionami – a kiedy przemiana się zakończy, ty też będziesz miała to w nosie.
-Kim jesteś? Wszedłeś na nasz teren – wyprostowałam się spoglądając mu w oczy.
-Widzisz, jestem takim samotnym wilkiem. I raczej nie zatrzymuje się nigdzie na dłużej.
Rzuciłam okiem na ciało.
-Sprzątnij to, na dole jest masa ludzi, nikt nie może jej znaleźć – powiedziałam lodowato. Dziwiłam się samej sobie, ale wiedziałam, że jeśli ktoś natknie się na ciało, w mieście znów zaczną krążyć plotki.
-Nie ma sprawy, jestem w tym niezły... mogę cie tego nauczyć – kąciki jego ust uniosły się ku górze.
-Nie skorzystam – odwróciłam się na pięcie i wyszłam. Alkohol powoli zaczął znikać z mojego organizmu, więc zapach krwi coraz bardziej dawał mi się we znaki. Postanowiłam wrócić do domu. Każdy mój zmysł jest wyostrzony, a moja przemiana może zakończyć się w każdej chwili, niestety wtedy stracę nad sobą kontrole. Nie mogę stanowić niebezpieczeństwa dla przyjaciół. Owszem.... Liczyłam się z tym, że ten moment nadejdzie i to niebawem, ale miałam cichą nadzieje, że uda mi się do tego przygotować. Choć to zapewne złudne marzenia, w końcu do czegoś takiego nie można się przygotować, to nie jest coś co można wyczytać w książkach.


~*~

Tak, wróciłam z nowym projektem... Dlaczego nowy nick? Cóż... jakby to powiedzieć... Zapomniałam loginu i hasła do poprzedniego konta... Wracam z nową historią. Rozdział pierwszy - prolog, może Wam nie powiedzieć za wiele, jednak mam nadzieje, że to co dla Was wymyśliłam, przypadnie Wam do gustu :) 
Pozdrawiam Wasza Katherine