Ta noc była
wyjątkowo niespokojna. Silne podmuchy wiatru wprawiały w ruch
wysokie korony pobliskich drzew. Długi dzień wpadał przez uchylone
okno, sprawiając wrażenie, jakoby niechciany gość krążył po
moim pokoju. Irracjonalny lęk ogarnął każdą komórkę mojego
ciała. Obawiałam się, choć nie potrafiłam sprecyzować czego.
Siedziałam na łóżku okryta pościelą, wlepiając wzrok w ścianę,
na której wisiały fotografie z zeszłorocznego festynu. Byłam
wtedy roześmianą nastolatką, dziś jestem wampirzycą. Jeszcze
kilka miesięcy temu nie wierzyłam w wampiry... Żałosne, że nie
zauważyłam wcześniej jak bardzo nasza rodzina różni się od
innych.
Piorunujący
warkot zjeżył mi włoski na karku. Dźwięk dochodził z zewnątrz
i nawet silny wiatr oraz werble deszczu nie zagłuszyły tego
odgłosu. Zerwałam się z miejsca, podchodząc do uchylonego okna.
Na trawniku stał czarny wilk, wlepiający we mnie krwisto czerwone
ślepia. Miał w sobie coś ludzkiego, co sprawiało, że jeszcze
bardziej mnie przerażał. Przez ułamek sekundy odniosłam wrażenie,
że uśmiecha się drwiąco – co samo w sobie było absurdalne - ,
a potem odwrócił się i pognał w stronę miasta. Wychyliłam się
przez okno, nie mogąc od niego odwrócić wzoru, i ujrzałam jak
jego postać rozmywa się, przybierając postać czarnego kruka.
Przełknęłam
ślinę, próbując nieco ochłonąć. Tylko jedna osoba przychodziła
mi teraz na myśl, jednak nie byłam pewna, czy Nick potrafił się
przemieniać w zwierze. Jest to rzadka umiejętność, ale jeśli
ktoś miałby zabawiać się moim kosztem w ten sposób, to zapewne
byłby to właśnie ten chłopak. Byłam niemal pewna, że Nick razem
z moich bratem coś knują. Tom od samego początku chciał, abym „do
niego dołączyła”, jednak nie sądziłam, że posunie się do
postępu. Chcieli mnie wystraszyć? Wiedzieli, że lek wyzwala
złość... Musiałam poznać prawdę.
Następnego dnia
zdziwiło mnie, że wuja wciąż nie ma. Nocą miał pojechać po
zapasy krwi - również dla mnie, ponieważ zaczęłam już odczuwać
głód -, jednak wciąż nie wrócił do domu, choć bank krwi
znajdował się zaledwie dziesięć kilometrów od Madison.
Niepokoiłam się, ale musiałam iść do szkoły, podejrzenia były
ostatnią rzeczą jakiej nam potrzeba. Co prawda Tom miał to w
nosie, ale rozumiał, że nie powinniśmy rzucać się w oczy, tym
bardziej, że kilkadziesiąt lat temu nasza rodzina musiała uciekać
z miasta z powodu pseudo łowców, którzy ich sobie upatrzyli.
Dotarłam do
szkoły, gdzie na pierwszej lekcji czekała mnie historia ameryki.
Całkowicie odpłynęłam, próbując przypomnieć sobie wszystkie
słowa wuja. Nie, nie wspominał, że jeszcze gdzieś się wybiera.
Tom również nie odbierał telefonu, więc nie mogłam się z nim
skontaktować.
-Megan, ktoś chce
z tobą rozmawiać – drgnęłam wyrwana z letargu. Przeniosłam
wzrok na nauczyciela, który kiwnięciem głowy wskazał drzwi, zza
którymi stał Nick.
Przełknęłam
ślinę, przypominając sobie wczorajszą noc. Claire dostrzegła
moją minę i zaśmiała się, zapewne myśląc, że reaguje tak na
chłopaka bo na niego lecę. Gdyby wiedziała...
Ruszyłam za
chłopakiem, zostawiając w sali swoje rzeczy. Przeczesał włosy
palcami, zerkając przez ramie. Przyjrzał mi się, jakby chciał
odgadnąć moje myśli. Miałam wrażenie, że coś chodzi mu po
głowie, ale próbuje zachować spokój. Nie chciałam zbyt z nim
rozmawiać, ale zaniepokoił mnie jego widok, a milczenie tym
bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że coś się stało.
-Co tu robisz? -
spytałam, starając się zachować spokój.
-Tom się odzywał?
-Nie, myślałam,
że jest z tobą – zmrużyłam oczy.
-Coś się stało.
Za Madison doszło do wypadku. Wasz wuj nie żyje.
-To nie możliwe,
jak wampir...
-To oficjalna
wersja – dodał uciszając mnie.
Opadłam na ławkę,
nawet nie zorientowałam się, że jesteśmy już na dziedzińcu
szkoły. Wuj był jedyną osobą, która mnie rozumiała. Rodzice
zginęli, wtedy oficjalną wersją był napad rabunkowy, ale tak
naprawdę zamordowały ich wampiry z innego klanu. Co stało się tym
razem? I gdzie jest Tom.
-Co się stało? -
Jęknęłam.
-W tym problem, że
nie wiem i nie mam pojęcia, gdzie jest Tom – mruknął.
-Jak to nie
wiesz!?
-Nie wiem, byliśmy
wczoraj na polowaniu, w pewnym momencie zniknął.
-Polowaniu?
-Jesteśmy
wampirami i nie przepadamy za odgrzewanym żarciem.
Skrzywiłam się,
nie podobał mi się styl... życia moje brata, ale nie miałam na to
wpływu. W tej chwili odchodziłam od zmysłów, nie wiedząc, gdzie
on właściwie jest. Mój wuj nie żył, a brat zniknął...
-Ty chyba nie
myślisz, że on – spojrzałam wymownie na Nicka, ten jedynie
kiwnął przecząco głową.
-Zabierz swoje
rzeczy, pojedziemy do mnie, musimy go znaleźć – powiedział.
-Jaki masz w tym
cel? - jego troska była co najmniej podejrzana.
-Nie mogę ci
wszystkiego powiedzieć, bo Tom by mnie zabił – wywrócił
teatralnie oczami. - Poczekam w aucie.
Mieszkał na
przedmieściach, w starym domu państwa Westmoore. Budynek był duży,
w czasach wojny secesyjnej mieszkał tu założyciel miasta, a dziś
budynek od lat był wystawiony na sprzedać. Widać Nick postanowił
zasiedlić to miejsce na stałe. Dało się zauważyć jego charakter
między innymi w powieszonej na ścianie czarnej gitarze
elektrycznej, ale też stosie płyt winylowych.
Przyglądałam się
mu, jak podchodzi do barku i wyjmuje z niego butelkę whisky. Nalał
mi do szklanki odrobinę alkoholu, a sam przyłożył gwint do ust i
upił spory łyk. Był niespokojny, co tak naprawdę wydawało mi się
dziwne. Do tej pory, był wyluzowany i wkurzający, a teraz jego
zachowanie zaczęło mnie niepokoić jeszcze bardziej. Był pewien,
że to nie Tom zamordował wuja, ale skoro nie on. Wtedy
przypomniałam sobie o wilku.
-Byłeś u mnie
nocą? - wypaliłam bez namysłu.
-Po co miałbym
być? Mówiłem, byliśmy na polowaniu – zmarszczył brwi,
przekrzywiając głowę niczym zaciekawiony labrador.
-W nocy na
trawniku stał czarny wilk. Gapił się na mnie chwile, a potem
przemienił się w kruka i odleciał. Byłam pewna, że ty się
zabawiasz – wyznałam.
-Nie głupi
pomysł, ale tym razem to nie ja. Tom nie potrafi tego robić, więc
też odpada. Zwykle wampiry przemieniają się w kruki, wilki to coś
w stylu kolejnego etapu i tylko doświadczone wampiry potrafią to
robić. - Wyjaśnił.
-Czyli w mieście
jest kolejny obcy wampir – podsumowałam.
-I to
prawdopodobnie on zabił twojego wuja.
-A co z Tomem? -
upiłam nieco alkoholu, mając cichą nadzieje, że w ten sposób się
rozluźnię, jednak fakt, że wuj został zamordowany, a mój brat
zniknął nie sprawiał, że whisky była w stanie ukoić moje
skołatane nerwy.
-Musimy go
znaleźć.
-Wrócę do domu,
może wróci.
-Zostaniesz tutaj,
ten wampir wie, gdzie mieszkacie i liczy na twój powrót. Jeśli on
przetrzymuje Toma, ty też jesteś w niebezpieczeństwie. Może i mam
zazwyczaj wszystko w dupie, ale twój brat mnie zabije, jak cie nie
upilnuje i jakiś kretyn cie zabije. - urwał jakby uzmysłowił
sobie, że powiedział o jedno słowo za dużo.
-O co wam obu
chodzi? Zjawiasz się tu nagle, potem pojawia się kolejny obcy
wampir, który zabija mojego wuja. Tom znika, a ty twierdzisz, że
ktoś chce mnie zabić. Ja się jeszcze tak naprawdę nie
przemieniłam, dlaczego miałby mnie zabijać? Chęć przejęcia
terytorium nie wchodzi w tym momencie w grę, bo alfą był wuj.
-Nie interesuj się
tym za bardzo – warknął rozzłoszczony. – Miałem powody, żeby
się tu pojawić, a twój brat to idiota, który nie potrafi nawet
podstawowej rzecz załatwić.
-O czym ty mówisz?
-Idę poszukać
Toma, zostań tu – mruknął mijając mnie.
Nie mogłam
odwrócić wzorku od chłopaka, który jak gdyby nigdy nic trzasnął
drzwiami, zostawiając mnie samą w swoim domu. To wszystko zaczynało
mnie przerastać, a co gorsza czułam, że moja przemiana dobiega
końca. Z jednej strony, w tych okolicznościach było to najbardziej
odpowiednim momentem - mogłam się bronić -, ale z drugiej strony
byłam też niebezpieczna.
Byłam w domu
Nickolasa, więc mogłam się tu odrobinę rozejrzeć. Nie
omieszkałam tego zrobić, w końcu musiałam poznać prawdę. Jego
słowa pozostawiały coraz więcej niewiadomych, nie mogłam tego tak
zostawić. Zerwałam się z miejsca, jakby by miał niebawem wrócić.
Sama nie wiem co chciałam znaleźć, ale pospiesznie zaczęłam
przeszukiwać dom. Pokój po pokoju. Rzecz jasna nie trafiłam na nic
co wskazywałoby na to, że jest seryjnym mordercą... no pomijając
fakt, że jest wampirem. Za to w jego sypialni znalazłam stare
fotografie, z których wynikało, że Nick może mieć jakieś sto
pięćdziesiąt lat, oraz medalion z wygrawerowanym symbolem. Nie
potrafiłam go rozszyfrować, dlatego uznałam, że przy najbliższej
okazji sprawdzę go w internecie.
Siedziałam już
dłuższą chwile w bezruchu. Zaczynałam odczuwać głód, ale
wiedziałam, że Nick nie ma w lodówce krwi. Musiałam wrócić do
domu przynajmniej, aby się posilić. Zdawałam sobie sprawę z tego,
że jak chłopak wróci do domu, będzie wściekły. Co miałam
zrobić? Na kartce napisałam dokąd idę i wyszłam. Starałam się
spieszyć, więc biegłam wampirzym tempem. Miałam wrażenie, że
ktoś za mną podąża, jednak nie chciałam się zatrzymywać. W
domu byłam bezpieczna, mieliśmy tam broń. Jeszcze nie mogłam
używać magii, więc nie mogłam się bronić używając jej, między
innymi dla takich momentów wuj zbudował ukrytą garderobę, gdzie
schował wszelaką broń. Wcześniej nawet tam nie zajrzałam, ale
teraz byłam pewna, że moja siła nie wystarczy w starciu z
doświadczonym wampirem.
Wpadłam do domu
jak burza. Rozejrzałam się nerwowo. Podeszłam do lodówki i
sięgnęłam po woreczki z krwią. Wrzuciłam je do torby, a jeden
opróżniłam.
-Tom! -
krzyknęłam, głupio wierząc, że może brat wrócił.
Echo, sprowadziło
mnie na ziemie. Szybko przekalkulowałam moje możliwości i doszłam
do wniosku, że zostanie tu faktycznie nie jest rozsądne. Ruszyłam
do garderoby, z której wyjęłam kołek i broń... Fakt, tym też
nie potrafiłam się posługiwać, ale lepsze to niż nic.
Ciche stukanie,
przerodziło się w coraz głośniejsze dźwięki. Nastawiłam ucha,
starając się wyłapać każdy szmer. Odgłos dochodził z zewnątrz.
Podeszłam do drzwi i zerknęłam. Na schodach stał mężczyzna
około trzydziestki. Pochylił się i znów zapukał do drzwi.
Ściągnęłam brwi i nacisnęłam klamkę, chowając broń za plecy.
-Tak?
-Szukam twojego
brata - powiedział zachrypniętym głosem.
-Nie ma go,
pojechał z przyjacielem na biwak – skłamałam.
-Ta okolica jest
chyba dość niebezpieczna – uśmiechnął się krzywo.
-Nie, raczej nie –
wzruszyłam leniwie ramionami. – Przepraszam mam coś na gazie.
Pospiesznie
trzasnęłam drzwiami. Nie wyczułam w nim nic nadprzyrodzonego, ale
nie był też zwyczajnym człowiekiem. W panice zaczęłam
przeszukiwać kieszenie, dopiero po chwili uzmysłowiłam sobie, że
nawet nie znam numeru do Nicka. Byłam w potrzasku i mogłam jedynie
mieć nadzieje, że brunet osobiście postanowi mnie ochrzanić i
lada moment pojawi się w moim domu. Nie mogłam teraz wyjść, ale
nie mogłam też tu zostać...
~*~
Kolejny rozdział
i nieskromnie powiem, że podoba mi się najbardziej. Do tej pory
pisałam na żywioł... i w zasadzie zwykle tak robiłam i wtedy
właśnie wychodziły mi najlepsze teksty, ale teraz mam pomysł na
to opowiadanie i być może uda mi się poprowadzić je w nieco innym
nieznanym kierunku ;)