wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 3 - W potrzasku


Ta noc była wyjątkowo niespokojna. Silne podmuchy wiatru wprawiały w ruch wysokie korony pobliskich drzew. Długi dzień wpadał przez uchylone okno, sprawiając wrażenie, jakoby niechciany gość krążył po moim pokoju. Irracjonalny lęk ogarnął każdą komórkę mojego ciała. Obawiałam się, choć nie potrafiłam sprecyzować czego. Siedziałam na łóżku okryta pościelą, wlepiając wzrok w ścianę, na której wisiały fotografie z zeszłorocznego festynu. Byłam wtedy roześmianą nastolatką, dziś jestem wampirzycą. Jeszcze kilka miesięcy temu nie wierzyłam w wampiry... Żałosne, że nie zauważyłam wcześniej jak bardzo nasza rodzina różni się od innych.
Piorunujący warkot zjeżył mi włoski na karku. Dźwięk dochodził z zewnątrz i nawet silny wiatr oraz werble deszczu nie zagłuszyły tego odgłosu. Zerwałam się z miejsca, podchodząc do uchylonego okna. Na trawniku stał czarny wilk, wlepiający we mnie krwisto czerwone ślepia. Miał w sobie coś ludzkiego, co sprawiało, że jeszcze bardziej mnie przerażał. Przez ułamek sekundy odniosłam wrażenie, że uśmiecha się drwiąco – co samo w sobie było absurdalne - , a potem odwrócił się i pognał w stronę miasta. Wychyliłam się przez okno, nie mogąc od niego odwrócić wzoru, i ujrzałam jak jego postać rozmywa się, przybierając postać czarnego kruka.
Przełknęłam ślinę, próbując nieco ochłonąć. Tylko jedna osoba przychodziła mi teraz na myśl, jednak nie byłam pewna, czy Nick potrafił się przemieniać w zwierze. Jest to rzadka umiejętność, ale jeśli ktoś miałby zabawiać się moim kosztem w ten sposób, to zapewne byłby to właśnie ten chłopak. Byłam niemal pewna, że Nick razem z moich bratem coś knują. Tom od samego początku chciał, abym „do niego dołączyła”, jednak nie sądziłam, że posunie się do postępu. Chcieli mnie wystraszyć? Wiedzieli, że lek wyzwala złość... Musiałam poznać prawdę.

Następnego dnia zdziwiło mnie, że wuja wciąż nie ma. Nocą miał pojechać po zapasy krwi - również dla mnie, ponieważ zaczęłam już odczuwać głód -, jednak wciąż nie wrócił do domu, choć bank krwi znajdował się zaledwie dziesięć kilometrów od Madison. Niepokoiłam się, ale musiałam iść do szkoły, podejrzenia były ostatnią rzeczą jakiej nam potrzeba. Co prawda Tom miał to w nosie, ale rozumiał, że nie powinniśmy rzucać się w oczy, tym bardziej, że kilkadziesiąt lat temu nasza rodzina musiała uciekać z miasta z powodu pseudo łowców, którzy ich sobie upatrzyli.
Dotarłam do szkoły, gdzie na pierwszej lekcji czekała mnie historia ameryki. Całkowicie odpłynęłam, próbując przypomnieć sobie wszystkie słowa wuja. Nie, nie wspominał, że jeszcze gdzieś się wybiera. Tom również nie odbierał telefonu, więc nie mogłam się z nim skontaktować.
-Megan, ktoś chce z tobą rozmawiać – drgnęłam wyrwana z letargu. Przeniosłam wzrok na nauczyciela, który kiwnięciem głowy wskazał drzwi, zza którymi stał Nick.
Przełknęłam ślinę, przypominając sobie wczorajszą noc. Claire dostrzegła moją minę i zaśmiała się, zapewne myśląc, że reaguje tak na chłopaka bo na niego lecę. Gdyby wiedziała...
Ruszyłam za chłopakiem, zostawiając w sali swoje rzeczy. Przeczesał włosy palcami, zerkając przez ramie. Przyjrzał mi się, jakby chciał odgadnąć moje myśli. Miałam wrażenie, że coś chodzi mu po głowie, ale próbuje zachować spokój. Nie chciałam zbyt z nim rozmawiać, ale zaniepokoił mnie jego widok, a milczenie tym bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że coś się stało.
-Co tu robisz? - spytałam, starając się zachować spokój.
-Tom się odzywał?
-Nie, myślałam, że jest z tobą – zmrużyłam oczy.
-Coś się stało. Za Madison doszło do wypadku. Wasz wuj nie żyje.
-To nie możliwe, jak wampir...
-To oficjalna wersja – dodał uciszając mnie.
Opadłam na ławkę, nawet nie zorientowałam się, że jesteśmy już na dziedzińcu szkoły. Wuj był jedyną osobą, która mnie rozumiała. Rodzice zginęli, wtedy oficjalną wersją był napad rabunkowy, ale tak naprawdę zamordowały ich wampiry z innego klanu. Co stało się tym razem? I gdzie jest Tom.
-Co się stało? - Jęknęłam.
-W tym problem, że nie wiem i nie mam pojęcia, gdzie jest Tom – mruknął.
-Jak to nie wiesz!?
-Nie wiem, byliśmy wczoraj na polowaniu, w pewnym momencie zniknął.
-Polowaniu?
-Jesteśmy wampirami i nie przepadamy za odgrzewanym żarciem.
Skrzywiłam się, nie podobał mi się styl... życia moje brata, ale nie miałam na to wpływu. W tej chwili odchodziłam od zmysłów, nie wiedząc, gdzie on właściwie jest. Mój wuj nie żył, a brat zniknął...
-Ty chyba nie myślisz, że on – spojrzałam wymownie na Nicka, ten jedynie kiwnął przecząco głową.
-Zabierz swoje rzeczy, pojedziemy do mnie, musimy go znaleźć – powiedział.
-Jaki masz w tym cel? - jego troska była co najmniej podejrzana.
-Nie mogę ci wszystkiego powiedzieć, bo Tom by mnie zabił – wywrócił teatralnie oczami. - Poczekam w aucie.

Mieszkał na przedmieściach, w starym domu państwa Westmoore. Budynek był duży, w czasach wojny secesyjnej mieszkał tu założyciel miasta, a dziś budynek od lat był wystawiony na sprzedać. Widać Nick postanowił zasiedlić to miejsce na stałe. Dało się zauważyć jego charakter między innymi w powieszonej na ścianie czarnej gitarze elektrycznej, ale też stosie płyt winylowych.
Przyglądałam się mu, jak podchodzi do barku i wyjmuje z niego butelkę whisky. Nalał mi do szklanki odrobinę alkoholu, a sam przyłożył gwint do ust i upił spory łyk. Był niespokojny, co tak naprawdę wydawało mi się dziwne. Do tej pory, był wyluzowany i wkurzający, a teraz jego zachowanie zaczęło mnie niepokoić jeszcze bardziej. Był pewien, że to nie Tom zamordował wuja, ale skoro nie on. Wtedy przypomniałam sobie o wilku.
-Byłeś u mnie nocą? - wypaliłam bez namysłu.
-Po co miałbym być? Mówiłem, byliśmy na polowaniu – zmarszczył brwi, przekrzywiając głowę niczym zaciekawiony labrador.
-W nocy na trawniku stał czarny wilk. Gapił się na mnie chwile, a potem przemienił się w kruka i odleciał. Byłam pewna, że ty się zabawiasz – wyznałam.
-Nie głupi pomysł, ale tym razem to nie ja. Tom nie potrafi tego robić, więc też odpada. Zwykle wampiry przemieniają się w kruki, wilki to coś w stylu kolejnego etapu i tylko doświadczone wampiry potrafią to robić. - Wyjaśnił.
-Czyli w mieście jest kolejny obcy wampir – podsumowałam.
-I to prawdopodobnie on zabił twojego wuja.
-A co z Tomem? - upiłam nieco alkoholu, mając cichą nadzieje, że w ten sposób się rozluźnię, jednak fakt, że wuj został zamordowany, a mój brat zniknął nie sprawiał, że whisky była w stanie ukoić moje skołatane nerwy.
-Musimy go znaleźć.
-Wrócę do domu, może wróci.
-Zostaniesz tutaj, ten wampir wie, gdzie mieszkacie i liczy na twój powrót. Jeśli on przetrzymuje Toma, ty też jesteś w niebezpieczeństwie. Może i mam zazwyczaj wszystko w dupie, ale twój brat mnie zabije, jak cie nie upilnuje i jakiś kretyn cie zabije. - urwał jakby uzmysłowił sobie, że powiedział o jedno słowo za dużo.
-O co wam obu chodzi? Zjawiasz się tu nagle, potem pojawia się kolejny obcy wampir, który zabija mojego wuja. Tom znika, a ty twierdzisz, że ktoś chce mnie zabić. Ja się jeszcze tak naprawdę nie przemieniłam, dlaczego miałby mnie zabijać? Chęć przejęcia terytorium nie wchodzi w tym momencie w grę, bo alfą był wuj.
-Nie interesuj się tym za bardzo – warknął rozzłoszczony. – Miałem powody, żeby się tu pojawić, a twój brat to idiota, który nie potrafi nawet podstawowej rzecz załatwić.
-O czym ty mówisz?
-Idę poszukać Toma, zostań tu – mruknął mijając mnie.
Nie mogłam odwrócić wzorku od chłopaka, który jak gdyby nigdy nic trzasnął drzwiami, zostawiając mnie samą w swoim domu. To wszystko zaczynało mnie przerastać, a co gorsza czułam, że moja przemiana dobiega końca. Z jednej strony, w tych okolicznościach było to najbardziej odpowiednim momentem - mogłam się bronić -, ale z drugiej strony byłam też niebezpieczna.
Byłam w domu Nickolasa, więc mogłam się tu odrobinę rozejrzeć. Nie omieszkałam tego zrobić, w końcu musiałam poznać prawdę. Jego słowa pozostawiały coraz więcej niewiadomych, nie mogłam tego tak zostawić. Zerwałam się z miejsca, jakby by miał niebawem wrócić. Sama nie wiem co chciałam znaleźć, ale pospiesznie zaczęłam przeszukiwać dom. Pokój po pokoju. Rzecz jasna nie trafiłam na nic co wskazywałoby na to, że jest seryjnym mordercą... no pomijając fakt, że jest wampirem. Za to w jego sypialni znalazłam stare fotografie, z których wynikało, że Nick może mieć jakieś sto pięćdziesiąt lat, oraz medalion z wygrawerowanym symbolem. Nie potrafiłam go rozszyfrować, dlatego uznałam, że przy najbliższej okazji sprawdzę go w internecie.
Siedziałam już dłuższą chwile w bezruchu. Zaczynałam odczuwać głód, ale wiedziałam, że Nick nie ma w lodówce krwi. Musiałam wrócić do domu przynajmniej, aby się posilić. Zdawałam sobie sprawę z tego, że jak chłopak wróci do domu, będzie wściekły. Co miałam zrobić? Na kartce napisałam dokąd idę i wyszłam. Starałam się spieszyć, więc biegłam wampirzym tempem. Miałam wrażenie, że ktoś za mną podąża, jednak nie chciałam się zatrzymywać. W domu byłam bezpieczna, mieliśmy tam broń. Jeszcze nie mogłam używać magii, więc nie mogłam się bronić używając jej, między innymi dla takich momentów wuj zbudował ukrytą garderobę, gdzie schował wszelaką broń. Wcześniej nawet tam nie zajrzałam, ale teraz byłam pewna, że moja siła nie wystarczy w starciu z doświadczonym wampirem.
Wpadłam do domu jak burza. Rozejrzałam się nerwowo. Podeszłam do lodówki i sięgnęłam po woreczki z krwią. Wrzuciłam je do torby, a jeden opróżniłam.
-Tom! - krzyknęłam, głupio wierząc, że może brat wrócił.
Echo, sprowadziło mnie na ziemie. Szybko przekalkulowałam moje możliwości i doszłam do wniosku, że zostanie tu faktycznie nie jest rozsądne. Ruszyłam do garderoby, z której wyjęłam kołek i broń... Fakt, tym też nie potrafiłam się posługiwać, ale lepsze to niż nic.
Ciche stukanie, przerodziło się w coraz głośniejsze dźwięki. Nastawiłam ucha, starając się wyłapać każdy szmer. Odgłos dochodził z zewnątrz. Podeszłam do drzwi i zerknęłam. Na schodach stał mężczyzna około trzydziestki. Pochylił się i znów zapukał do drzwi. Ściągnęłam brwi i nacisnęłam klamkę, chowając broń za plecy.
-Tak?
-Szukam twojego brata - powiedział zachrypniętym głosem.
-Nie ma go, pojechał z przyjacielem na biwak – skłamałam.
-Ta okolica jest chyba dość niebezpieczna – uśmiechnął się krzywo.
-Nie, raczej nie – wzruszyłam leniwie ramionami. – Przepraszam mam coś na gazie.
Pospiesznie trzasnęłam drzwiami. Nie wyczułam w nim nic nadprzyrodzonego, ale nie był też zwyczajnym człowiekiem. W panice zaczęłam przeszukiwać kieszenie, dopiero po chwili uzmysłowiłam sobie, że nawet nie znam numeru do Nicka. Byłam w potrzasku i mogłam jedynie mieć nadzieje, że brunet osobiście postanowi mnie ochrzanić i lada moment pojawi się w moim domu. Nie mogłam teraz wyjść, ale nie mogłam też tu zostać...


~*~



Kolejny rozdział i nieskromnie powiem, że podoba mi się najbardziej. Do tej pory pisałam na żywioł... i w zasadzie zwykle tak robiłam i wtedy właśnie wychodziły mi najlepsze teksty, ale teraz mam pomysł na to opowiadanie i być może uda mi się poprowadzić je w nieco innym nieznanym kierunku ;)  

wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 2

Ocknęłam się nad ranem. Ból głowy nie minął, ale nie byłam pewna czym jest on spowodowany. Alkoholem, a może moją przemianą? Niespodziewanie przypomniałam sobie o wczorajszym wieczorze, a w zasadzie o incydencie w sali biologicznej. Moje serce przyspieszyło, poczułam gule w gardle, której za nic nie mogłam się pozbyć. Zerwałam się z miejsca i zapominając o tym, że teraz również moja zwinność się potroi, omal dobiłam do drzwi. Wyhamowałam przy schodach, przełknęłam ślinę i siląc się na spokojny krok, zeszłam na dół. Na szafce leżał pilot. Włączyłam telewizor i choć chwilę zajęło mi odszukanie kanału informacyjnego, to w końcu trafiłam. Poczułam ulgę, kiedy na pasku informacji nie dostrzegłam nic co dotyczyło wczorajszego zdarzenia. Najwyraźniej nieznajomy wampir zrobił to co mu kazałam...
Z ręką na sercu szłam do szkoły. Wiedziałam, że wczorajsza impreza nie uszła uwadze władzy szkoły. Trudno nie zauważyć rozbitej szyby i tuzina odcisków palców. Zastanawiałam się czy klasa biologiczna została sprzątnięta. Zapach krwi był wciąż wyczuwalny, ale nie tak bardzo jak wczoraj. Potrafiłam się skupić na lekcjach, choć moje myśli błądziły wokół bruneta. Po zajęciach miałam spotkać się z Claire w barze jej rodziców. Clair to moja przyjaciółka, mówiłam jej zwykle o wszystkim, ale... no jest coś czego zdradzić jej nie mogłam. Zanim mój brat się przemienił, on i Claire byli parą. Po zerwaniu blondynka była przybita, nie rozumiała co się stało. Nie mogłam jej wyjaśnić, dlaczego mój brat tak się zachował. Thobias zmienił się z dnia na dzień, choć czasami miałam wrażenie, że odszedł od Claire, aby ją chronić. Nigdy się do tego nie przyznał, ale widziałam jak na nią patrzy.
-Podwieźć cie do baru? - spytał Rick, dołączając do mnie.
Uśmiechnęłam się potakująco i ruszyłam za nim. Wiedziałam, że mu się podobam. Kiedyś próbowaliśmy czegoś więcej, ale nie było między nami namiętności. Byliśmy przyjaciółmi od wielu lat, dlatego ten związek nie miał sensu, nie chcieliśmy się ranić wzajemnie.
Jego auto stało na samym końcu parkingu. Jeszcze zanim doszliśmy w drodze niespodziewanie zatrzymał nas brunet. Ten sam, który wczoraj zabił Tine. Uśmiechnął się znacząco do Ricka, który bez słów kiwnął głową i ruszył dalej. Uniosłam pytająco brew, a on tylko wzruszył ramionami.
-Pomyślałem, że zanudzisz się z tym gościem – zaśmiał się.
-No to źle pomyślałeś. Byłam pewna, że już wyjechałeś z miasta – skrzyżowałam ręce na piersi, oczekując wyjaśnień.
-Te miasto jest całkiem fajne, zostanę na dłużej.
Tego się nie spodziewałam. Jeśli moja rodzina się o tym dowie...
-Lepiej wyjedź – mruknęłam mijając go.
-Twój kolega już pojechał, może ja cie podrzucę? - kąciki jego ust uniosły się ku górze.
Claire już na mnie czekała i choć nie byłam pomysłem zachwycona to z zaciśniętymi ustami ruszyłam za chłopakiem. Podejrzewałam, że coś kombinuje, ale nie miałam na to głowy. Czułam się coraz gorzej, ale nie chciałam tego pokazać.
-I jak tam samopoczucie po imprezie? - odezwał się.
-Przejdź do rzeczy. Czego tu szukasz – odparłam spoglądając na niego.
-Mówiłem, jestem samotnym wilkiem, a to miasto jest niezwykle interesujące – wzruszył leniwie ramionami. Przygryzłam wargę. Nie chciałam z nim rozmawiać, ale on najwyraźniej był rozbawiony sytuacją.
-Na twoim miejscu wyjechałabym z tą – powiedziałam oschle.
-Wiem, wiem twoja rodzina – zaśmiał się.
-Dlaczego to robisz?
-Dlaczego cie odwożę?
-Między innymi.
-Bo uczynny ze mnie facet.
Przewróciłam teatralnie oczami, ale ostatecznie poszłam za chłopakiem.
-Może się chociaż przedstawisz? - mruknęłam, uzmysławiając się, że nawet nie wiem jak się nazywa.
-Nicolas – posłał mi zawadiacki uśmiech i ruszył.
W milczeniu przejechaliśmy te kilka przecznic. Nie miałam o czym z nim rozmawiać, chciałam zwyczajnie dostać się na umówione spotkanie. Byłam tylko ciekawa kim jest. Istnieją dwa gatunki wampirów. Pierwsi, najbardziej kojarzeni z popkulturą, powstają poprzez ukąszenie. Jad wampira dostaje się do krwiobiegu człowieka i w ten sposób nieszczęśnik przechodzi przemianę. Drugi gatunek, czyli my, możemy płodzić dzieci i w zasadzie do osiemnastego roku życia żyjemy jak ludzie, potem następuje przemiana. Żywimy się krwią, jesteśmy nieśmiertelni, nasze umiejętności zwykle nie różnią się od tych, które posiadają wampiry hm klasyczne. Ah zapomniałabym... wielu z nas, w swoim drzewie genealogicznym posiada potężne wiedźmy, więc zdarzają się przypadki osobników obdarzonych magią... i rzekomy my jesteśmy jedną z tych rodzin z czego mój brat namiętnie korzysta. Thobias był bardzo terytorialny i obawiałam się zamieszania, które wywoła, gdy natknie się na Nicolasa...

Chociaż to środek tygodnia bar był zapełniony. To jedyne miejsce w mieście, do którego nastolatki mogą przyjść i miło spędzić czas w gronie przyjaciół. To właśnie tu organizowane są imprezy, na których bawi się niemal całe miasto, nic więc dziwnego, że nawet w środku tygodnia trudno było znaleźć wolny stolik. Weszłam do środka u boku Nicka. Usłyszałam zdumiony szept przyjaciółki i natychmiast przeniosłam wzrok na stół bilardowy, zza którym stała Claire. Nasze spojrzenia skrzyżowały się, więc dziewczyna pośpiesznie posłała mi uśmiech. Wiedziałam doskonale, że zżera ją ciekawość. Nick był przystojny i przede wszystkim, był nowy. Z ciekawością zerkała to na mnie to na niego. Zatrzymałam się w półkroku i położyłam dłoń na klatę piersiowej chłopaka, zmuszając go do zatrzymania się,
-Dzięki, ale możesz już sobie pójść – mruknęłam.
-Mam wolny wieczór, chętnie ci potowarzyszę, twoja koleżanka widać jest mną zainteresowana...
-Nawet nie warz się jej tknąć – warknęłam, przerywając mu.
-Nie spinaj się tak, wiem że nie zostawiany za sobą śladów.
-Oh, jakiś ty odpowiedzialny – wywróciłam teatralnie oczami, ruszając przed siebie.
Uśmiechnęłam się szeroko do przyjaciółki, która natychmiast podała mi butelkę piwa.
-Miłe miasteczko – odezwał się Nick, uparcie drepczący za mną.
-Cześć, Claire – blondynka podała dłoń wampirowi.
-Nick – kąciki jego ust uniosły się ku górze.
-Nick to stary znajomy – wymyśliłam na poczekaniu.
Nim się obejrzałam towarzystwo zajęło się sobą. Z jednej strony chciałam już wrócić do domu i nie kusić losu, ale nie mogłam zostawić przyjaciółki z obcym wampirem. Claire łatwo nawiązywała nowe kontakty, więc nie miała problemu podczas rozmowy z Nickiem, a on z kolei najwyraźniej świetnie się bawił... tylko, że ja wiedziałam, że chłopak po prostu chciał ją poderwać i wykorzystać. Wiedział też, że w ten sposób mnie sprowokuje.
Minęła północ, a ja miałam już dość niańczenia tej dwójki. Zakomunikowałam, że wychodzę, ale wtedy w barze pojawił się mój brat.
Pięknie, pomyślałam. Spodziewałam się istnej rzezi... właściwie dosłownie. Thobias zmrużył oczy i podszedł do nas. Kącik jego ust uniósł się w drwiącym uśmiechu.
-Kopę lat – uścisnął dłoń Nickowi, a mi omal oczy nie wyszły z orbit.
-Wy się znacie! - zerwałam się z miejsca. Claire uniosła pytająco brew.
-To mój kumpel, nie wiedziałem, że przyjechał do miasta – odparł mój brat.
-Zakpiłeś sobie ze mnie – warknęłam, kierując słowa do Nicka.
-W zasadzie dopiero podczas rozmowy z Claire zorientowałem się, że jesteś siostrą Thiobiasa. - zaśmiał się, a ja w złości stłukłam butelkę piwa.
Wyszłam nie mogąc znieść tych teorii spiskowych, tych uśmieszków... Miałam ochotę tą dwójkę roznieść w drobny mak. Odniosłam wrażenie, że oboje zabawili się mną i wciągnęli w tą grę również Claire. Wiedziałam, że mój brat chciał, abym poszła w jego ślady, ale ja nie miałam zamiaru mordować, dlatego też sprowadził tu Nicka. We dwójkę mogli się nieźle zabawić, rozkręcić imprezę – jak to mówi Thobias.
Wróciłam do domu wściekła jak osa. Miałam cichą nadzieje, że zdołam się uspokoić, ale przez resztę nocy rozmyślałam o Nickolasie. Niepokoiło mnie, to że tak nagle się u nas pojawił. W mieście nie gościły obce wampiry, to wbrew niepisane zasadzie terytorialnej, dlaczego więc mój brat od tak przyjął do wiadomości, ze obcy wampir panoszy się na naszym terytorium? Gadkę o tym, że to zwykły zbieg okoliczności, mogli zostawić dla siebie, ja wiedziałam, że oboje coś knują.
Nad ranem zastałam w salonie Nicka. Był spity do nieprzytomności. Leżał na sofie na wpół przykryty kocem. Na jego błękitnym t-shircie zauważyłam zaschnięty ślad krwi. Zacisnęłam usta, podchodząc do śpiącego wampira. Pochyliłam się nad nim, żeby perfidnie zrzucić go z sofy, jednak w chwili, gdy chwyciłam go za koszulkę, obudził się przyciągając mnie do siebie i całując. Zszokowana nie miałam pojęcia co zrobić, dopiero po kilku sekundach uzmysłowiłam sobie co się dzieje. Pchnęłam go, dociskając do oparcia, jednak on nie zamierzał mnie puścić, a jego pocałunek stawał się jeszcze bardziej natrętny. Mimowolnie odwzajemniłam pocałunek, by po chwili uderzyć go w twarz. Cios był na tyle silny, że usłyszałam chrupnięcie jego szczęki.
-Nie prowokuj mnie – warknęłam – Jeśli zrobiłeś coś Claire...
-Mówisz o tym? - przeniósł swój wzrok na plamę krwi. - To nic takiego, w drodze powrotnej natknąłem się na...
-Nie chce tego słuchać.
-Twój brat wspominał, że jesteś bardzo spięta, ale chyba ci się podobało – uśmiechnął się prowokująco.
-Gdzie Thobias? - zmieniłam temat.
-Włóczy się gdzieś, pozwolił mi u was przenocować.
-Jesteście siebie warci – westchnęłam wychodząc z domu.

Martwiłam się o przyjaciółkę, więc przed lekcjami postanowiłam po nią wpaść. Ulżyło mi kiedy cała i zdrowa powitała mnie u progu swojego domu. Najwyraźniej wczorajsze towarzystwo Nicka bardzo jej odpowiadało, ale moją czujność przykuły ślady ugryzienia na nadgarstku dziewczyny. Pożywiali się na niej, ale zachowuje się jak gdyby nigdy nic, więc byłam pewna, że wymazali jej pamięć.
-Szkoda, że wczoraj wyszłaś – powiedziała, zatrzaskując drzwi.
-Nie miałam ochoty ich słuchać – mruknęłam.
-Nick jest całkiem słodki, ale jak wyszłaś ewidentnie miał mnie w nosie – zdumiona zerknęłam na nią.
-O czym ty mówisz?
-Leci na ciebie, jak wyszłam pogadał chwile z Thobiasem i zostawił nas samych.
A więc, mój bezczelnie pożywił się na swojej byłej dziewczynie. Nie mogę uwierzyć, że przemiana aż tak zmienia człowieka. Ale, o co chodziło Nickowi? Twierdził, że został z nimi, że wrócili późno. Dlaczego kłamał?
-Nie żartuj nawet – zaśmiałam się sztucznie.
-Sama się przekonasz.
Westchnęłam, próbując zachować spokój. Teraz byłam pewna, że oboje coś knują...


czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 1 - Prolog



Każdej nocy czuję to samo. Przenikliwy ból, rozdzierający każdy skrawek mojego ciała, drżenie rąk i chłód, zdający się być zapowiedzią śmierci. Jednak nie to jest najgorsze... Lęk. Obawiam się, przeznaczenia. Tego co mnie czeka, tego co nieuniknione. Mój los został spisany wieki temu, to jak żałosna gra w kotka i myszkę. Ja jestem na straconej pozycji. Nie mogę wyzbyć się tego uczucia, nie mogę zapomnieć o przepowiedni, nie mogę pogodzić się z tym... co się zaczyna.
Znów zrywam się z poduszek. Ciężko dyszę, czując jak w gardle rośnie mi gula. Próbując ją przełknąć, spoglądam w okno, szybko oceniam, która może być godzina. Księżyc świeci wysoko, nieśmiało przykrywają go ciemne chmury – może być druga w nocy. Werble deszczu, zagłuszają moje myśli, to dobrze. Wiedziałam jednak, że tej nocy już nie zmrużę oka. Odsunęłam pierzynę, stawiając stopy na starej, drewnianej podłodze. Cicho zaskrzypiała pod moim ciężarem, co zawsze przypominało mi o tym, że powinnam nieco schudnąć. Nie byłam otyła, ani nie miałam nadwagi, jednak dla dziewczyny nawet pół kilograma więcej wydawało się toną.
Wyszłam na korytarz, starając się poruszać bezszelestnie. Wuj spał w salonie, telewizor wciąż był włączony, pojawiła się przerwa w nadawaniu. Weszłam do kuchni, zaświeciłam lampkę nad blatem i sięgnęłam po szklankę. Napełniłam ją sokiem. Musiałam zająć się czymkolwiek. Nie mogłam zapomnieć o koszmarze, który nawiedza mnie od kilku miesięcy. Sceny wydają się być takie same, jednak z każdym dniem wizje wydłużają się o kolejne przerażające elementy układanki.
Na początku były to niewyraźne zarysy sytuacji, osób mi znanych, rodziny. Z czasem wszystko wyostrzało się coraz bardziej, tak jakbym przyzwyczajała wzrok do zmiany naświetlenia. Z mgły wyłaniały się przerażające obrazy bólu, krwi i śmierci. Rodziny, przyjaciół... mojej. Na końcu jest zawsze moja śmierć i zawsze umieram w ten sam sposób. Upadam z klifu, próbuje się ratować, jednak jest już za późno. Moje ciało roztrzaskuje się o skały, a pieniąca się woda obmywa moje rany... Taka śmierć byłaby na swój sposób piękna, jednak jest coś poza tym. Kiedy myślę, że za moment się obudzę, moje ciało podnosi się mimowolnie z zimnych, mokrych kamieni. Krew spływa z moich ran... Spoglądam w taflę wody i widzę w odbiciu nie siebie, lecz demona - czarnooką kreaturę.
I to właśnie wtedy budzę się zlana potem, z krzykiem. Starałam się to lekceważyć, jednak poznanie prawdy, sprawiło, że zaczęłam zwyczajnie panikować. Unikałam przyjaciół, bo obawiałam się, że mogę ich skrzywdzić, a moja rodzina? Wie... przynajmniej część z nich, wie o tym co mnie czeka. W końcu to nasza rodzina, ona jest przeklęta. Babcia zawsze to powtarzała, jednak jednocześnie zabraniała zadawania pytań. Dopiero teraz, gdy skończyłam siedemnaście lat, uznała, że już czas abym wszystkiego się dowiedziała...
-Znowu nie możesz spać? - drgnęłam przestraszona.
Dostrzegając kątem oka cień, odwróciłam głowę. Mój brat Thomas stał w progu, przyglądając mi się uważnie. Był starszy ode mnie. Przeszedł już przemianę, jednak mieszkał w ciąż z nami. Był... specyficzny. Dla postronnych osób bywał niebezpieczny, lecz wobec mnie był zawsze troskliwy. Nie słuchał wuja, z którym mieszkaliśmy odkąd rodzice zginęli w wypadku, babka przyjeżdżająca od święta też nie była warta jego uwagi. Od czasu do czasu udawało mi się do niego dotrzeć i wtedy w mieście panował względny pokój. Obawiałam się, że mogę stać się taka jak on, jednak z drugiej strony, potrafił panować nad sobą.
-Tak, znowu to samo – westchnęłam.
-Nie wiem czego ty się tak boisz, przeszedłem przemianę dwa lata temu i patrz jak dobrze na tym wyszedłem – uśmiechnął się prowokacyjnie.
-Może dlatego, że nie chciałam zostać potworem? - spiorunowałam go wzrokiem.
-Oj tam, dzięki temu zyskujesz wiele przydatnych umiejętność...
Po przemianie zyskujemy szybkość, siłę, zwinność... nieśmiertelność. Niektórzy z nas potrafią również czarować, jednak nie ma reguły kto i w jakim pokoleniu przejmie poszczególne umiejętności. Babcia opowiadała o naszej prababce Mary Anne Lowrance, która po przemianie zyskała wszystko to i była najpotężniejsza z rodu, jednak nie zawładnęła nią ciemność. Podczas wojny secesyjnej zaciągnęła się na front, była pielęgniarką w szpitalu polowym, więc miała wokół wiele pokus, a mimo to potrafiła się powstrzymać, potrafiła nad sobą panować.
-Idziesz się przejść? Mógłbym Ci pokazać kilka sztuczek – zaśmiał się, widząc moją godną pożałowania minę. Odwrócił się w dość teatralny sposób, po czym wyszedł z domu.

Odliczałam minuty do wschodu słońca. Kiedy wreszcie dostrzegłam pierwsze promienie żarzącej się kuli na niebie, wpadające przez uchylone okiennice do mojego pokoju, zwlekłam się z łóżka i kierując się do łazienki, sięgnęłam po świeże ubranie. Wyszłam z niej po kwadransie, mając wrażenie, że spędziłam pod prysznicem co najmniej godzinę. Zabawne. Z jednej strony robiłam wszystko, żeby czas zatrzymać, a z drugiej byłam zła, że wszystko toczy się tak wolnym torem.
Droga do szkoły prowadziła przez park. Na końcu alejki znajdowała się budka z pieczywem i świeżą kawą. Poprosiłam sprzedawcę o espresso. Stanęłam na uboczu i wypiłam kilka łyków. Kawa okazała się o wiele mocniejsza niż przypuszczałam, jednak z drugiej strony skutecznie postawiła mnie na nogi. Minęła mnie grupka nastolatków. Śmiali się i wygłupiali, byli beztroscy i weseli – jak ja kiedyś. Nim poznałam prawdę, byłam zwykłą nastolatką. Chodziłam na imprezy, spotykałam się z przyjaciółmi, z moim chłopakiem – Lucasem... Potem wszystko się zmieniło, bałam się, że ich skrzywdzę, więc odsunęłam się od nich.
-Cześć Megan – poczułam szarpnięcie za rękaw. Odwróciłam się, wymuszając na sobie uśmiech.
-Cześć Rick – odparłam delikatnie wyswobadzając się z jego uścisku.
-Idziesz do szkoły? - rzucił.
Kiwnęłam potakująco głową. To ostatnia klasa, potem wybieram się do college... zakładając, że wcześniej nie stanę się szalejącym mordercą.
-Wieczorem jest impreza u Simone – mówił, - idziesz prawda?
-To nie jest dobry pomysł – jęknęłam.
-Nie możesz cały czas siedzieć w domu, dziewczyno rozerwij się – uśmiechnął się i ruszył nieco szybciej.
To raczej nie jest najlepszy pomysł, ale z drugiej strony na tej imprezie na pewno będzie mój brat, a wolałabym go mieć na oku....

Powinnam była przewidzieć, że ta impreza tak się skończy. Po północy grupka znajomych wyciągnęła mnie na zewnątrz. Wpadli na genialny pomysł, urządzenia after party w szkole. Byłam trochę wstawiona, w końcu od dawna tak dobrze się nie bawiłam... jeśli można nazwać tak, upicie się niemal do nieprzytomności. W każdym razie, zapomniałam o tym co mnie martwiło i właśnie dlatego ta impreza była taka rewelacyjna. Nie wiedzieliśmy jak dostać się do środka, ktoś jednak zauważył otwarte okno no i jakoś poszło. Wiedziałam, że coś się zbliża, ale byłam zbyt otumaniona alkoholem, żeby mogło mi na tym zależeć. Postanowiłam więc dołączyć do reszty znajomych.
Szkoła nocą nie wdawała się być tak nudna jak zwykle, przez duże okna wpadał blask księżyca, prowadząc nas do sali gimnastycznej. Kiedy weszliśmy do środka, odgłos naszych kroków rozbrzmiewał wśród ścian. Dostałam od kogoś kolejną butelkę piwa. Bez wahania opróżniłam ją i zaczęłam tańczyć bez muzyki. Po kilku minutach dołączył do nas Logan trzymając w ręce magnetofon. Impreza się rozkręcała, a ja byłam coraz bardziej na pograniczu... Głośny, przenikliwy trzask zagłuszył muzykę. Część z nas, nie bardzo wiedziała co się dzieje, jednak w moim organizmie nieświadomie zaczęły zachodzić zmiany, których się obawiałam.
Słyszałam dźwięki z ulicy, znajdującej się kilkaset metrów od budynku szkoły. Słyszałam wycie psów, słyszałam szepty osób znajdujących się na ostatnim piętrze. Rozmawiali o... Nie ważne, byłam zbyt oszołomiona, aby zorientować się, że nogi same niosą mnie w kierunku trzasku. Poczułam zapach krwi, był coraz silniejszy, dzięki Bogu alkohol wciąż krążył w moim organizmie, dzięki czemu nie odczuwałam głodu. Zatrzymałam się przed drzwiami do sali biologicznej. Słyszałam w środku jęki, czyjś oddech... bicie serca. Pchnęłam drzwi, kompletnie nie zastanawiając się nad tym co mogę zastać w środku.
-Nie lubię, gdy ktoś mi przerywa – usłyszałam gruby, męski głos dochodzący z końca sali. Pomiędzy nami na podłodze leżała dziewczyna. Z jej szyi ściekała wąska stróżka krwi, która coraz bardziej przybierała postać olbrzymiej plamy pod blondynką. To stąd ten metaliczny zapach. Zaskakujące, że tak naturalnie do tego podeszłam, najwyraźniej moja przemiana rozpoczęła się szybciej niż przewidywałam. Przeniosłam wzrok na chłopaka. To brunet, w moim wieku, dość wysoki i dobrze zbudowany. Nigdy wcześniej go nie widziałam, więc przypuszczałam, że nie jest stąd.
W ułamku sekundy pojawił się obok mnie. Spoglądał mi w oczy dłuższą chwilę. Nie bardzo wiedziałam czego oczekuję, rozumiałam za to, że przed momentem pożywił się na dziewczynie, która chodziła ze mną na fizykę. Nie znałam jej z imienia, ale i tak poczułam się głupio, tym bardziej, że w zasadzie nie poruszył mnie jej widok.
-A teraz o wszystkim zapomnisz – odezwał się. Uniosłam pytająco brew.
-Raczej trudno zapomnieć o tym widoku – mruknęłam przez zaciśnięte gardło.
Zielone oczy chłopaka powiększyły się ze zdumienia, a chwile potem znów zwężały niczym wzrok węża, który właśnie namierzył kolejną ofiarę. Uśmiechnął się prowokacyjnie.
-Jesteś świeża – zaśmiał się – nie przeszłaś jeszcze pełnej przemiany.
-Możliwe – warknęłam – za to, ciebie nie powinno tu być. Pożywiasz się w szkole...
-Ble, ble, ble – mruknął, teatralnie przewracając oczami - jakoś mnie to nie interesuje – wzruszył ramionami – a kiedy przemiana się zakończy, ty też będziesz miała to w nosie.
-Kim jesteś? Wszedłeś na nasz teren – wyprostowałam się spoglądając mu w oczy.
-Widzisz, jestem takim samotnym wilkiem. I raczej nie zatrzymuje się nigdzie na dłużej.
Rzuciłam okiem na ciało.
-Sprzątnij to, na dole jest masa ludzi, nikt nie może jej znaleźć – powiedziałam lodowato. Dziwiłam się samej sobie, ale wiedziałam, że jeśli ktoś natknie się na ciało, w mieście znów zaczną krążyć plotki.
-Nie ma sprawy, jestem w tym niezły... mogę cie tego nauczyć – kąciki jego ust uniosły się ku górze.
-Nie skorzystam – odwróciłam się na pięcie i wyszłam. Alkohol powoli zaczął znikać z mojego organizmu, więc zapach krwi coraz bardziej dawał mi się we znaki. Postanowiłam wrócić do domu. Każdy mój zmysł jest wyostrzony, a moja przemiana może zakończyć się w każdej chwili, niestety wtedy stracę nad sobą kontrole. Nie mogę stanowić niebezpieczeństwa dla przyjaciół. Owszem.... Liczyłam się z tym, że ten moment nadejdzie i to niebawem, ale miałam cichą nadzieje, że uda mi się do tego przygotować. Choć to zapewne złudne marzenia, w końcu do czegoś takiego nie można się przygotować, to nie jest coś co można wyczytać w książkach.


~*~

Tak, wróciłam z nowym projektem... Dlaczego nowy nick? Cóż... jakby to powiedzieć... Zapomniałam loginu i hasła do poprzedniego konta... Wracam z nową historią. Rozdział pierwszy - prolog, może Wam nie powiedzieć za wiele, jednak mam nadzieje, że to co dla Was wymyśliłam, przypadnie Wam do gustu :) 
Pozdrawiam Wasza Katherine