Każdej nocy czuję
to samo. Przenikliwy ból, rozdzierający każdy skrawek mojego
ciała, drżenie rąk i chłód, zdający się być zapowiedzią
śmierci. Jednak nie to jest najgorsze... Lęk. Obawiam się,
przeznaczenia. Tego co mnie czeka, tego co nieuniknione. Mój los
został spisany wieki temu, to jak żałosna gra w kotka i myszkę.
Ja jestem na straconej pozycji. Nie mogę wyzbyć się tego uczucia,
nie mogę zapomnieć o przepowiedni, nie mogę pogodzić się z
tym... co się zaczyna.
Znów zrywam się
z poduszek. Ciężko dyszę, czując jak w gardle rośnie mi gula.
Próbując ją przełknąć, spoglądam w okno, szybko oceniam, która
może być godzina. Księżyc świeci wysoko, nieśmiało przykrywają
go ciemne chmury – może być druga w nocy. Werble deszczu,
zagłuszają moje myśli, to dobrze. Wiedziałam jednak, że tej nocy
już nie zmrużę oka. Odsunęłam pierzynę, stawiając stopy na
starej, drewnianej podłodze. Cicho zaskrzypiała pod moim ciężarem,
co zawsze przypominało mi o tym, że powinnam nieco schudnąć. Nie
byłam otyła, ani nie miałam nadwagi, jednak dla dziewczyny nawet
pół kilograma więcej wydawało się toną.
Wyszłam na
korytarz, starając się poruszać bezszelestnie. Wuj spał w
salonie, telewizor wciąż był włączony, pojawiła się przerwa w
nadawaniu. Weszłam do kuchni, zaświeciłam lampkę nad blatem i
sięgnęłam po szklankę. Napełniłam ją sokiem. Musiałam zająć
się czymkolwiek. Nie mogłam zapomnieć o koszmarze, który nawiedza
mnie od kilku miesięcy. Sceny wydają się być takie same, jednak z
każdym dniem wizje wydłużają się o kolejne przerażające
elementy układanki.
Na początku były
to niewyraźne zarysy sytuacji, osób mi znanych, rodziny. Z czasem
wszystko wyostrzało się coraz bardziej, tak jakbym przyzwyczajała
wzrok do zmiany naświetlenia. Z mgły wyłaniały się przerażające
obrazy bólu, krwi i śmierci. Rodziny, przyjaciół... mojej. Na
końcu jest zawsze moja śmierć i zawsze umieram w ten sam sposób.
Upadam z klifu, próbuje się ratować, jednak jest już za późno.
Moje ciało roztrzaskuje się o skały, a pieniąca się woda obmywa
moje rany... Taka śmierć byłaby na swój sposób piękna, jednak
jest coś poza tym. Kiedy myślę, że za moment się obudzę, moje
ciało podnosi się mimowolnie z zimnych, mokrych kamieni. Krew
spływa z moich ran... Spoglądam w taflę wody i widzę w odbiciu
nie siebie, lecz demona - czarnooką kreaturę.
I to właśnie
wtedy budzę się zlana potem, z krzykiem. Starałam się to
lekceważyć, jednak poznanie prawdy, sprawiło, że zaczęłam
zwyczajnie panikować. Unikałam przyjaciół, bo obawiałam się, że
mogę ich skrzywdzić, a moja rodzina? Wie... przynajmniej część z
nich, wie o tym co mnie czeka. W końcu to nasza rodzina, ona jest
przeklęta. Babcia zawsze to powtarzała, jednak jednocześnie
zabraniała zadawania pytań. Dopiero teraz, gdy skończyłam
siedemnaście lat, uznała, że już czas abym wszystkiego się
dowiedziała...
-Znowu nie możesz
spać? - drgnęłam przestraszona.
Dostrzegając
kątem oka cień, odwróciłam głowę. Mój brat Thomas stał w
progu, przyglądając mi się uważnie. Był starszy ode mnie.
Przeszedł już przemianę, jednak mieszkał w ciąż z nami. Był...
specyficzny. Dla postronnych osób bywał niebezpieczny, lecz wobec
mnie był zawsze troskliwy. Nie słuchał wuja, z którym
mieszkaliśmy odkąd rodzice zginęli w wypadku, babka przyjeżdżająca
od święta też nie była warta jego uwagi. Od czasu do czasu
udawało mi się do niego dotrzeć i wtedy w mieście panował
względny pokój. Obawiałam się, że mogę stać się taka jak on,
jednak z drugiej strony, potrafił panować nad sobą.
-Tak, znowu to
samo – westchnęłam.
-Nie wiem czego ty
się tak boisz, przeszedłem przemianę dwa lata temu i patrz jak
dobrze na tym wyszedłem – uśmiechnął się prowokacyjnie.
-Może dlatego, że
nie chciałam zostać potworem? - spiorunowałam go wzrokiem.
-Oj tam, dzięki
temu zyskujesz wiele przydatnych umiejętność...
Po przemianie
zyskujemy szybkość, siłę, zwinność... nieśmiertelność.
Niektórzy z nas potrafią również czarować, jednak nie ma reguły
kto i w jakim pokoleniu przejmie poszczególne umiejętności. Babcia
opowiadała o naszej prababce Mary Anne Lowrance, która po
przemianie zyskała wszystko to i była najpotężniejsza z rodu,
jednak nie zawładnęła nią ciemność. Podczas wojny secesyjnej
zaciągnęła się na front, była pielęgniarką w szpitalu polowym,
więc miała wokół wiele pokus, a mimo to potrafiła się
powstrzymać, potrafiła nad sobą panować.
-Idziesz się
przejść? Mógłbym Ci pokazać kilka sztuczek – zaśmiał się,
widząc moją godną pożałowania minę. Odwrócił się w dość
teatralny sposób, po czym wyszedł z domu.
Odliczałam minuty
do wschodu słońca. Kiedy wreszcie dostrzegłam pierwsze promienie
żarzącej się kuli na niebie, wpadające przez uchylone okiennice
do mojego pokoju, zwlekłam się z łóżka i kierując się do
łazienki, sięgnęłam po świeże ubranie. Wyszłam z niej po
kwadransie, mając wrażenie, że spędziłam pod prysznicem co
najmniej godzinę. Zabawne. Z jednej strony robiłam wszystko, żeby
czas zatrzymać, a z drugiej byłam zła, że wszystko toczy się tak
wolnym torem.
Droga do szkoły
prowadziła przez park. Na końcu alejki znajdowała się budka z
pieczywem i świeżą kawą. Poprosiłam sprzedawcę o espresso.
Stanęłam na uboczu i wypiłam kilka łyków. Kawa okazała się o
wiele mocniejsza niż przypuszczałam, jednak z drugiej strony
skutecznie postawiła mnie na nogi. Minęła mnie grupka nastolatków.
Śmiali się i wygłupiali, byli beztroscy i weseli – jak ja
kiedyś. Nim poznałam prawdę, byłam zwykłą nastolatką.
Chodziłam na imprezy, spotykałam się z przyjaciółmi, z moim
chłopakiem – Lucasem... Potem wszystko się zmieniło, bałam się,
że ich skrzywdzę, więc odsunęłam się od nich.
-Cześć Megan –
poczułam szarpnięcie za rękaw. Odwróciłam się, wymuszając na
sobie uśmiech.
-Cześć Rick –
odparłam delikatnie wyswobadzając się z jego uścisku.
-Idziesz do
szkoły? - rzucił.
Kiwnęłam
potakująco głową. To ostatnia klasa, potem wybieram się do
college... zakładając, że wcześniej nie stanę się szalejącym
mordercą.
-Wieczorem jest
impreza u Simone – mówił, - idziesz prawda?
-To nie jest dobry
pomysł – jęknęłam.
-Nie możesz cały
czas siedzieć w domu, dziewczyno rozerwij się – uśmiechnął się
i ruszył nieco szybciej.
To raczej nie jest
najlepszy pomysł, ale z drugiej strony na tej imprezie na pewno
będzie mój brat, a wolałabym go mieć na oku....
Powinnam była
przewidzieć, że ta impreza tak się skończy. Po północy grupka
znajomych wyciągnęła mnie na zewnątrz. Wpadli na genialny pomysł,
urządzenia after party w szkole. Byłam trochę wstawiona, w końcu
od dawna tak dobrze się nie bawiłam... jeśli można nazwać tak,
upicie się niemal do nieprzytomności. W każdym razie, zapomniałam
o tym co mnie martwiło i właśnie dlatego ta impreza była taka
rewelacyjna. Nie wiedzieliśmy jak dostać się do środka, ktoś
jednak zauważył otwarte okno no i jakoś poszło. Wiedziałam, że
coś się zbliża, ale byłam zbyt otumaniona alkoholem, żeby mogło
mi na tym zależeć. Postanowiłam więc dołączyć do reszty
znajomych.
Szkoła nocą nie
wdawała się być tak nudna jak zwykle, przez duże okna wpadał
blask księżyca, prowadząc nas do sali gimnastycznej. Kiedy
weszliśmy do środka, odgłos naszych kroków rozbrzmiewał wśród
ścian. Dostałam od kogoś kolejną butelkę piwa. Bez wahania
opróżniłam ją i zaczęłam tańczyć bez muzyki. Po kilku
minutach dołączył do nas Logan trzymając w ręce magnetofon.
Impreza się rozkręcała, a ja byłam coraz bardziej na
pograniczu... Głośny, przenikliwy trzask zagłuszył muzykę. Część
z nas, nie bardzo wiedziała co się dzieje, jednak w moim organizmie
nieświadomie zaczęły zachodzić zmiany, których się obawiałam.
Słyszałam
dźwięki z ulicy, znajdującej się kilkaset metrów od budynku
szkoły. Słyszałam wycie psów, słyszałam szepty osób
znajdujących się na ostatnim piętrze. Rozmawiali o... Nie ważne,
byłam zbyt oszołomiona, aby zorientować się, że nogi same niosą
mnie w kierunku trzasku. Poczułam zapach krwi, był coraz
silniejszy, dzięki Bogu alkohol wciąż krążył w moim organizmie,
dzięki czemu nie odczuwałam głodu. Zatrzymałam się przed
drzwiami do sali biologicznej. Słyszałam w środku jęki, czyjś
oddech... bicie serca. Pchnęłam drzwi, kompletnie nie zastanawiając
się nad tym co mogę zastać w środku.
-Nie lubię, gdy
ktoś mi przerywa – usłyszałam gruby, męski głos dochodzący z
końca sali. Pomiędzy nami na podłodze leżała dziewczyna. Z jej
szyi ściekała wąska stróżka krwi, która coraz bardziej
przybierała postać olbrzymiej plamy pod blondynką. To stąd ten
metaliczny zapach. Zaskakujące, że tak naturalnie do tego
podeszłam, najwyraźniej moja przemiana rozpoczęła się szybciej
niż przewidywałam. Przeniosłam wzrok na chłopaka. To brunet, w
moim wieku, dość wysoki i dobrze zbudowany. Nigdy wcześniej go nie
widziałam, więc przypuszczałam, że nie jest stąd.
W ułamku sekundy
pojawił się obok mnie. Spoglądał mi w oczy dłuższą chwilę.
Nie bardzo wiedziałam czego oczekuję, rozumiałam za to, że przed
momentem pożywił się na dziewczynie, która chodziła ze mną na
fizykę. Nie znałam jej z imienia, ale i tak poczułam się głupio,
tym bardziej, że w zasadzie nie poruszył mnie jej widok.
-A teraz o
wszystkim zapomnisz – odezwał się. Uniosłam pytająco brew.
-Raczej trudno
zapomnieć o tym widoku – mruknęłam przez zaciśnięte gardło.
Zielone oczy
chłopaka powiększyły się ze zdumienia, a chwile potem znów
zwężały niczym wzrok węża, który właśnie namierzył kolejną
ofiarę. Uśmiechnął się prowokacyjnie.
-Jesteś świeża
– zaśmiał się – nie przeszłaś jeszcze pełnej przemiany.
-Możliwe –
warknęłam – za to, ciebie nie powinno tu być. Pożywiasz się w
szkole...
-Ble, ble, ble –
mruknął, teatralnie przewracając oczami - jakoś mnie to nie
interesuje – wzruszył ramionami – a kiedy przemiana się
zakończy, ty też będziesz miała to w nosie.
-Kim jesteś?
Wszedłeś na nasz teren – wyprostowałam się spoglądając mu w
oczy.
-Widzisz, jestem
takim samotnym wilkiem. I raczej nie zatrzymuje się nigdzie na
dłużej.
Rzuciłam okiem na
ciało.
-Sprzątnij to, na
dole jest masa ludzi, nikt nie może jej znaleźć – powiedziałam
lodowato. Dziwiłam się samej sobie, ale wiedziałam, że jeśli
ktoś natknie się na ciało, w mieście znów zaczną krążyć
plotki.
-Nie ma sprawy,
jestem w tym niezły... mogę cie tego nauczyć – kąciki jego ust
uniosły się ku górze.
-Nie skorzystam –
odwróciłam się na pięcie i wyszłam. Alkohol powoli zaczął
znikać z mojego organizmu, więc zapach krwi coraz bardziej dawał
mi się we znaki. Postanowiłam wrócić do domu. Każdy mój zmysł
jest wyostrzony, a moja przemiana może zakończyć się w każdej
chwili, niestety wtedy stracę nad sobą kontrole. Nie mogę stanowić
niebezpieczeństwa dla przyjaciół. Owszem.... Liczyłam się z tym,
że ten moment nadejdzie i to niebawem, ale miałam cichą nadzieje,
że uda mi się do tego przygotować. Choć to zapewne złudne
marzenia, w końcu do czegoś takiego nie można się przygotować,
to nie jest coś co można wyczytać w książkach.
~*~
Tak, wróciłam z nowym projektem... Dlaczego nowy nick? Cóż... jakby to powiedzieć... Zapomniałam loginu i hasła do poprzedniego konta... Wracam z nową historią. Rozdział pierwszy - prolog, może Wam nie powiedzieć za wiele, jednak mam nadzieje, że to co dla Was wymyśliłam, przypadnie Wam do gustu :)
Pozdrawiam Wasza Katherine
Naprawdę ciekawie się zapowiada. Zastanawia mnie, kim jest Megan? O co chodzi z tą całą przemianą? Nieźle mnie to intryguje. Tym bardziej, że wydaje się, iż kiedy dana osoba przejdzie całkowicie przemianę, nie zmienia się tylko pod względem fizycznym, ale też prawie zupełnie pod względem psychicznym. Tak jakby stawała się zupełnie inną osobą. Swoją drogą po końcówce można stwierdzić, że to już zaczyna się dziać z dziewczyną. W końcu jak można nie zareagować na śmierć koleżanki? No dobra, w jej świecie zapewne można. Swoją drogą zastanawia mnie ten tajemniczy nieznajomy, który jest takim "samotnym wilkiem". Ciekawi mnie, czy odegra jakąś większą rolę w tej historii?
OdpowiedzUsuńNo cóż to dopiero początek, a ja mam już wiele pytań. Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na ciąg dalszy. Pozdrawiam i dużo weny życzę! Z chęcią przeczytam ciąg dalszy :)
Cieszę się, jeszcze dziś miałam wątpliwości czy w ogóle publikować tą opowieść ;) W następnym rozdziale wiele się wyjaśni, pewnie będziesz zawiedziona moim pomysłem... choć nie jest do końca oklepany ;) A Samotny Wilk odegra dużą rolę... tyle mogę powiedzieć, żeby za dużo nie zdradzić ;)
UsuńCzemu miałabym być zawiedziona twoim pomysłem? Myślę, że będzie inaczej, ale bez czytania nie zapewniam :) Hmmm... No to będę wyczekiwać tego Samotnego Wilka :D
Usuń21 year-old Help Desk Operator Gerianne Marquis, hailing from Swan Lake enjoys watching movies like Conan the Barbarian and Backpacking. Took a trip to Barcelona and drives a 3500 Club Coupe. moja ocena znajduje sie tutaj
OdpowiedzUsuń