czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 1 - Prolog



Każdej nocy czuję to samo. Przenikliwy ból, rozdzierający każdy skrawek mojego ciała, drżenie rąk i chłód, zdający się być zapowiedzią śmierci. Jednak nie to jest najgorsze... Lęk. Obawiam się, przeznaczenia. Tego co mnie czeka, tego co nieuniknione. Mój los został spisany wieki temu, to jak żałosna gra w kotka i myszkę. Ja jestem na straconej pozycji. Nie mogę wyzbyć się tego uczucia, nie mogę zapomnieć o przepowiedni, nie mogę pogodzić się z tym... co się zaczyna.
Znów zrywam się z poduszek. Ciężko dyszę, czując jak w gardle rośnie mi gula. Próbując ją przełknąć, spoglądam w okno, szybko oceniam, która może być godzina. Księżyc świeci wysoko, nieśmiało przykrywają go ciemne chmury – może być druga w nocy. Werble deszczu, zagłuszają moje myśli, to dobrze. Wiedziałam jednak, że tej nocy już nie zmrużę oka. Odsunęłam pierzynę, stawiając stopy na starej, drewnianej podłodze. Cicho zaskrzypiała pod moim ciężarem, co zawsze przypominało mi o tym, że powinnam nieco schudnąć. Nie byłam otyła, ani nie miałam nadwagi, jednak dla dziewczyny nawet pół kilograma więcej wydawało się toną.
Wyszłam na korytarz, starając się poruszać bezszelestnie. Wuj spał w salonie, telewizor wciąż był włączony, pojawiła się przerwa w nadawaniu. Weszłam do kuchni, zaświeciłam lampkę nad blatem i sięgnęłam po szklankę. Napełniłam ją sokiem. Musiałam zająć się czymkolwiek. Nie mogłam zapomnieć o koszmarze, który nawiedza mnie od kilku miesięcy. Sceny wydają się być takie same, jednak z każdym dniem wizje wydłużają się o kolejne przerażające elementy układanki.
Na początku były to niewyraźne zarysy sytuacji, osób mi znanych, rodziny. Z czasem wszystko wyostrzało się coraz bardziej, tak jakbym przyzwyczajała wzrok do zmiany naświetlenia. Z mgły wyłaniały się przerażające obrazy bólu, krwi i śmierci. Rodziny, przyjaciół... mojej. Na końcu jest zawsze moja śmierć i zawsze umieram w ten sam sposób. Upadam z klifu, próbuje się ratować, jednak jest już za późno. Moje ciało roztrzaskuje się o skały, a pieniąca się woda obmywa moje rany... Taka śmierć byłaby na swój sposób piękna, jednak jest coś poza tym. Kiedy myślę, że za moment się obudzę, moje ciało podnosi się mimowolnie z zimnych, mokrych kamieni. Krew spływa z moich ran... Spoglądam w taflę wody i widzę w odbiciu nie siebie, lecz demona - czarnooką kreaturę.
I to właśnie wtedy budzę się zlana potem, z krzykiem. Starałam się to lekceważyć, jednak poznanie prawdy, sprawiło, że zaczęłam zwyczajnie panikować. Unikałam przyjaciół, bo obawiałam się, że mogę ich skrzywdzić, a moja rodzina? Wie... przynajmniej część z nich, wie o tym co mnie czeka. W końcu to nasza rodzina, ona jest przeklęta. Babcia zawsze to powtarzała, jednak jednocześnie zabraniała zadawania pytań. Dopiero teraz, gdy skończyłam siedemnaście lat, uznała, że już czas abym wszystkiego się dowiedziała...
-Znowu nie możesz spać? - drgnęłam przestraszona.
Dostrzegając kątem oka cień, odwróciłam głowę. Mój brat Thomas stał w progu, przyglądając mi się uważnie. Był starszy ode mnie. Przeszedł już przemianę, jednak mieszkał w ciąż z nami. Był... specyficzny. Dla postronnych osób bywał niebezpieczny, lecz wobec mnie był zawsze troskliwy. Nie słuchał wuja, z którym mieszkaliśmy odkąd rodzice zginęli w wypadku, babka przyjeżdżająca od święta też nie była warta jego uwagi. Od czasu do czasu udawało mi się do niego dotrzeć i wtedy w mieście panował względny pokój. Obawiałam się, że mogę stać się taka jak on, jednak z drugiej strony, potrafił panować nad sobą.
-Tak, znowu to samo – westchnęłam.
-Nie wiem czego ty się tak boisz, przeszedłem przemianę dwa lata temu i patrz jak dobrze na tym wyszedłem – uśmiechnął się prowokacyjnie.
-Może dlatego, że nie chciałam zostać potworem? - spiorunowałam go wzrokiem.
-Oj tam, dzięki temu zyskujesz wiele przydatnych umiejętność...
Po przemianie zyskujemy szybkość, siłę, zwinność... nieśmiertelność. Niektórzy z nas potrafią również czarować, jednak nie ma reguły kto i w jakim pokoleniu przejmie poszczególne umiejętności. Babcia opowiadała o naszej prababce Mary Anne Lowrance, która po przemianie zyskała wszystko to i była najpotężniejsza z rodu, jednak nie zawładnęła nią ciemność. Podczas wojny secesyjnej zaciągnęła się na front, była pielęgniarką w szpitalu polowym, więc miała wokół wiele pokus, a mimo to potrafiła się powstrzymać, potrafiła nad sobą panować.
-Idziesz się przejść? Mógłbym Ci pokazać kilka sztuczek – zaśmiał się, widząc moją godną pożałowania minę. Odwrócił się w dość teatralny sposób, po czym wyszedł z domu.

Odliczałam minuty do wschodu słońca. Kiedy wreszcie dostrzegłam pierwsze promienie żarzącej się kuli na niebie, wpadające przez uchylone okiennice do mojego pokoju, zwlekłam się z łóżka i kierując się do łazienki, sięgnęłam po świeże ubranie. Wyszłam z niej po kwadransie, mając wrażenie, że spędziłam pod prysznicem co najmniej godzinę. Zabawne. Z jednej strony robiłam wszystko, żeby czas zatrzymać, a z drugiej byłam zła, że wszystko toczy się tak wolnym torem.
Droga do szkoły prowadziła przez park. Na końcu alejki znajdowała się budka z pieczywem i świeżą kawą. Poprosiłam sprzedawcę o espresso. Stanęłam na uboczu i wypiłam kilka łyków. Kawa okazała się o wiele mocniejsza niż przypuszczałam, jednak z drugiej strony skutecznie postawiła mnie na nogi. Minęła mnie grupka nastolatków. Śmiali się i wygłupiali, byli beztroscy i weseli – jak ja kiedyś. Nim poznałam prawdę, byłam zwykłą nastolatką. Chodziłam na imprezy, spotykałam się z przyjaciółmi, z moim chłopakiem – Lucasem... Potem wszystko się zmieniło, bałam się, że ich skrzywdzę, więc odsunęłam się od nich.
-Cześć Megan – poczułam szarpnięcie za rękaw. Odwróciłam się, wymuszając na sobie uśmiech.
-Cześć Rick – odparłam delikatnie wyswobadzając się z jego uścisku.
-Idziesz do szkoły? - rzucił.
Kiwnęłam potakująco głową. To ostatnia klasa, potem wybieram się do college... zakładając, że wcześniej nie stanę się szalejącym mordercą.
-Wieczorem jest impreza u Simone – mówił, - idziesz prawda?
-To nie jest dobry pomysł – jęknęłam.
-Nie możesz cały czas siedzieć w domu, dziewczyno rozerwij się – uśmiechnął się i ruszył nieco szybciej.
To raczej nie jest najlepszy pomysł, ale z drugiej strony na tej imprezie na pewno będzie mój brat, a wolałabym go mieć na oku....

Powinnam była przewidzieć, że ta impreza tak się skończy. Po północy grupka znajomych wyciągnęła mnie na zewnątrz. Wpadli na genialny pomysł, urządzenia after party w szkole. Byłam trochę wstawiona, w końcu od dawna tak dobrze się nie bawiłam... jeśli można nazwać tak, upicie się niemal do nieprzytomności. W każdym razie, zapomniałam o tym co mnie martwiło i właśnie dlatego ta impreza była taka rewelacyjna. Nie wiedzieliśmy jak dostać się do środka, ktoś jednak zauważył otwarte okno no i jakoś poszło. Wiedziałam, że coś się zbliża, ale byłam zbyt otumaniona alkoholem, żeby mogło mi na tym zależeć. Postanowiłam więc dołączyć do reszty znajomych.
Szkoła nocą nie wdawała się być tak nudna jak zwykle, przez duże okna wpadał blask księżyca, prowadząc nas do sali gimnastycznej. Kiedy weszliśmy do środka, odgłos naszych kroków rozbrzmiewał wśród ścian. Dostałam od kogoś kolejną butelkę piwa. Bez wahania opróżniłam ją i zaczęłam tańczyć bez muzyki. Po kilku minutach dołączył do nas Logan trzymając w ręce magnetofon. Impreza się rozkręcała, a ja byłam coraz bardziej na pograniczu... Głośny, przenikliwy trzask zagłuszył muzykę. Część z nas, nie bardzo wiedziała co się dzieje, jednak w moim organizmie nieświadomie zaczęły zachodzić zmiany, których się obawiałam.
Słyszałam dźwięki z ulicy, znajdującej się kilkaset metrów od budynku szkoły. Słyszałam wycie psów, słyszałam szepty osób znajdujących się na ostatnim piętrze. Rozmawiali o... Nie ważne, byłam zbyt oszołomiona, aby zorientować się, że nogi same niosą mnie w kierunku trzasku. Poczułam zapach krwi, był coraz silniejszy, dzięki Bogu alkohol wciąż krążył w moim organizmie, dzięki czemu nie odczuwałam głodu. Zatrzymałam się przed drzwiami do sali biologicznej. Słyszałam w środku jęki, czyjś oddech... bicie serca. Pchnęłam drzwi, kompletnie nie zastanawiając się nad tym co mogę zastać w środku.
-Nie lubię, gdy ktoś mi przerywa – usłyszałam gruby, męski głos dochodzący z końca sali. Pomiędzy nami na podłodze leżała dziewczyna. Z jej szyi ściekała wąska stróżka krwi, która coraz bardziej przybierała postać olbrzymiej plamy pod blondynką. To stąd ten metaliczny zapach. Zaskakujące, że tak naturalnie do tego podeszłam, najwyraźniej moja przemiana rozpoczęła się szybciej niż przewidywałam. Przeniosłam wzrok na chłopaka. To brunet, w moim wieku, dość wysoki i dobrze zbudowany. Nigdy wcześniej go nie widziałam, więc przypuszczałam, że nie jest stąd.
W ułamku sekundy pojawił się obok mnie. Spoglądał mi w oczy dłuższą chwilę. Nie bardzo wiedziałam czego oczekuję, rozumiałam za to, że przed momentem pożywił się na dziewczynie, która chodziła ze mną na fizykę. Nie znałam jej z imienia, ale i tak poczułam się głupio, tym bardziej, że w zasadzie nie poruszył mnie jej widok.
-A teraz o wszystkim zapomnisz – odezwał się. Uniosłam pytająco brew.
-Raczej trudno zapomnieć o tym widoku – mruknęłam przez zaciśnięte gardło.
Zielone oczy chłopaka powiększyły się ze zdumienia, a chwile potem znów zwężały niczym wzrok węża, który właśnie namierzył kolejną ofiarę. Uśmiechnął się prowokacyjnie.
-Jesteś świeża – zaśmiał się – nie przeszłaś jeszcze pełnej przemiany.
-Możliwe – warknęłam – za to, ciebie nie powinno tu być. Pożywiasz się w szkole...
-Ble, ble, ble – mruknął, teatralnie przewracając oczami - jakoś mnie to nie interesuje – wzruszył ramionami – a kiedy przemiana się zakończy, ty też będziesz miała to w nosie.
-Kim jesteś? Wszedłeś na nasz teren – wyprostowałam się spoglądając mu w oczy.
-Widzisz, jestem takim samotnym wilkiem. I raczej nie zatrzymuje się nigdzie na dłużej.
Rzuciłam okiem na ciało.
-Sprzątnij to, na dole jest masa ludzi, nikt nie może jej znaleźć – powiedziałam lodowato. Dziwiłam się samej sobie, ale wiedziałam, że jeśli ktoś natknie się na ciało, w mieście znów zaczną krążyć plotki.
-Nie ma sprawy, jestem w tym niezły... mogę cie tego nauczyć – kąciki jego ust uniosły się ku górze.
-Nie skorzystam – odwróciłam się na pięcie i wyszłam. Alkohol powoli zaczął znikać z mojego organizmu, więc zapach krwi coraz bardziej dawał mi się we znaki. Postanowiłam wrócić do domu. Każdy mój zmysł jest wyostrzony, a moja przemiana może zakończyć się w każdej chwili, niestety wtedy stracę nad sobą kontrole. Nie mogę stanowić niebezpieczeństwa dla przyjaciół. Owszem.... Liczyłam się z tym, że ten moment nadejdzie i to niebawem, ale miałam cichą nadzieje, że uda mi się do tego przygotować. Choć to zapewne złudne marzenia, w końcu do czegoś takiego nie można się przygotować, to nie jest coś co można wyczytać w książkach.


~*~

Tak, wróciłam z nowym projektem... Dlaczego nowy nick? Cóż... jakby to powiedzieć... Zapomniałam loginu i hasła do poprzedniego konta... Wracam z nową historią. Rozdział pierwszy - prolog, może Wam nie powiedzieć za wiele, jednak mam nadzieje, że to co dla Was wymyśliłam, przypadnie Wam do gustu :) 
Pozdrawiam Wasza Katherine 

4 komentarze:

  1. Naprawdę ciekawie się zapowiada. Zastanawia mnie, kim jest Megan? O co chodzi z tą całą przemianą? Nieźle mnie to intryguje. Tym bardziej, że wydaje się, iż kiedy dana osoba przejdzie całkowicie przemianę, nie zmienia się tylko pod względem fizycznym, ale też prawie zupełnie pod względem psychicznym. Tak jakby stawała się zupełnie inną osobą. Swoją drogą po końcówce można stwierdzić, że to już zaczyna się dziać z dziewczyną. W końcu jak można nie zareagować na śmierć koleżanki? No dobra, w jej świecie zapewne można. Swoją drogą zastanawia mnie ten tajemniczy nieznajomy, który jest takim "samotnym wilkiem". Ciekawi mnie, czy odegra jakąś większą rolę w tej historii?
    No cóż to dopiero początek, a ja mam już wiele pytań. Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na ciąg dalszy. Pozdrawiam i dużo weny życzę! Z chęcią przeczytam ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, jeszcze dziś miałam wątpliwości czy w ogóle publikować tą opowieść ;) W następnym rozdziale wiele się wyjaśni, pewnie będziesz zawiedziona moim pomysłem... choć nie jest do końca oklepany ;) A Samotny Wilk odegra dużą rolę... tyle mogę powiedzieć, żeby za dużo nie zdradzić ;)

      Usuń
    2. Czemu miałabym być zawiedziona twoim pomysłem? Myślę, że będzie inaczej, ale bez czytania nie zapewniam :) Hmmm... No to będę wyczekiwać tego Samotnego Wilka :D

      Usuń
  2. 21 year-old Help Desk Operator Gerianne Marquis, hailing from Swan Lake enjoys watching movies like Conan the Barbarian and Backpacking. Took a trip to Barcelona and drives a 3500 Club Coupe. moja ocena znajduje sie tutaj

    OdpowiedzUsuń